Sprzedane dziś 630 netto pasza (żeby nie było że nie na temat).
Mój tato realizował obowiązkowe dostawy bo władza tak kazała. Ja realizuje "obowiązkowe dostawy" na własne życzenie. Tatowi kazali wycinać chaszcze na nieużytkach i wprowadzać grunt do uprawy. Mi każą zakładać ugory.
Jak mawiał klasyk "Jak żyć, panie premierze? Jak żyć?". PiS okradł nas na nawozach ale trochę oddał, do pszenicy też dopłacił i wyszła mi 1280. Teraz sprzedaje po 675 brutto, czy obecny premier mi dopłaci? Chyba nie. Wszyscy co psioczyli na PiS, chyba zauważą różnicę, oprócz tych co mają po 200 ha (sprzedać 150). Nasz nowy wiceminister choć nie mój, bo nie głosowałem na niego chyba się zorientował że jego pomysły przed wyborcze nie trafiają do wierchuszki i posłużył tylko do zebrania paru tysięcy głosów. Chyba niektórzy zatęsknią za starą władzą. Uprzedzam że nie należę do żadnej partii, a jedynie obserwuję to co się dzieje. Liczę że cenzura nie wyrzuci tego posta bo od dawna tu wszyscy przedstawiają swoje przemyślenia niekoniecznie związane z tematem.