1995r. Jeśli dobrze pamiętam, koszt ok. 40000zł. Wszystko robił serwis, cały nowy dół silnika (wał po szlifie) oraz góra. Dla świętego spokoju od awarii kupione zostało nowe koło zamachowe i wiskoza.
Trochę jest, ostatnimi czasy pryskałem codziennie, fungicydami herbicydami i regulacja, potem dolistnie mocznikiem z manganem. Zawsze dowozimy wodę. Dlatego opryskiwacz ma małe przestoje raz dwa i zatankowane, można pryskac dalej. Mamy jeszcze kilka ściąganych opryskiwaczy więc samojezdny wszystkiego nie opryska.
Na dużych kawałkach przez dzień 300 ha by opryskał bez problemu, ja pryskałem teraz na średniej wielkości polach, ze słupami i rowami przedzielającymi to 205 ha udało mi się opryskać. Na dodatek z przejazdami.
Średnio, wysoko zbiornik ma dlatego trzeba uważać i czuć bardziej pochyłości bo ogółem cały jest wysoki, ale mamy hydrauliczne poszerzanie rozstawu osi, więc na góry można się poszerzyć...
Być może, opryskiwacze JD bez karbonowej belki miały 4000l. A ten ze względu, że lance są lżejsze o ok. 1 tonę
to fabryka wykorzystała wagę i zrobili zbiornik 5000l.
Moc silnika 255KM. Silnik hydrauliczny w każdym kole o mocy 40KM każdy. Pracować może na polu do 25km/h. W błocie radzi sobie bardzo dobrze, ciężko go zawiesić bo jest dość wysoki. Trzeba uważać na skłonach i pochyłościach, ponieważ jest wysoki... Ale mamy zmienny hydraulicznie rozstaw osi, więc na góry poszerzamy...