hej. opisze jakto bylo u nas z uciekinierkami
dzien przed wigilia kilka lat temu ucieklo nam stado 20 sztuk jałowic w wieku okolo 14 m-cy.
Biegały po całej gminie, bo probowalismy je zlapac za wszelka cene, poniewaz w naszej okolicy kradna bydlo itd.
spedzalismy niemal dzien w dzien łażąc, jeżdząc, za tym stadem aż w koncu jak wpdaly w las tak sie porozdzielały na mniejsze grupy i wtedy nadeszły kłopoty.
potworzyly sie grupki po 2- 3 sztuki najwieksa miala 11 sztuk..
probowalismy złapać je w taki sposób:
1. na otwartej przestrzeni jezdzilismy za nimi kładami az sie podały ze zmeczenia, wtedy linka na łeb i na pake i domu.
2. jak powyzsze nie dawało rady to weterynarz- no ale nie brał tak duzo- mak 20 od sztuki- złaplismy moze dwie.
3. po pewnym czasie stado sie polączyło, i udłao nam sie spedzic do rolnika w ogrodzenie.ale --- ogrodzenie bylo liche i tylko moglismy sobie na nie popatrzec jak z niego uciekają.
4. nadeszła w koncu zima- tato powiedzial ze jak im głod do d.. zajrzy to wróca-- ale jednak sie pomylił.
5. udało nam sie złapać kolejne sztuki-- co dzien jezdzilismy do nich z kilkoma wiadrami sruty, na gorze wiadra ładnie rozłożona linka, i kiedu ciele włozyło łeb do srodka wiadra zaciagalismy linke i sztuka była juz nasza.
6. reszta co pozostała na polach była przepedzana przez rolnikow bo zgryzala zboża, ale trzymala sie blisko lasu, wiec zlapalismy je sposobem.
ogrodzilismy las 2 rolki siatki lesnej poprzybianej do drzew z małym wejsciem do srodka ogrodzenia. co dzien przyjezdzalismy i dawalismy im siano, a do koryta sypalismy srute.przychodzily i zjadały ale nie nocowały tam- widzielismy to posladach- a przypomne ze byl juz dawno snieg- a szukały jedzenia.
mozna powiedziec ze troche je przyzwyczailismy do miejsca i zadawania paszy o stałej porze.
obserwacja- tez duzo dala, bo stado juz calkiem zdziczaloi jak widzialy czlowieka to uciekaly.
ostatniego szczesliwego dnia, jadac zadac im pasze byly w srodku, i udalo nam sie je zamknać, a ze byly to dzikuski to uderzaly w saitke i nas atakowaly.
na szczescie byl to las i bylo gdzie sie schowac za drzewo. zeby nie rowaliły naszego ogrodzenia rozwinelismy dwa rzedy pasów transportowych , wszystko spielismy razem i wtedy mogly sobie szalec..
złapalismy je wszystkie na lasso, wiazalismy na łancuchach do drzew czekajac na transport- do domu mielismy jakies 30-35 km. wiec chcielismy zabrac wszyystko jednorazowo.
na szczescie udało sie złapac wszystkie bez strat..pomijajac fakt ze troche schudly i zdziczaly..
nasza przygoda trwała ponad 3 miesiace a stresu i sposobów na ich złapanie było tyle ile pomysłów kazdy miał z nas którzy te sztuki probowali złapac.
tak wiec moim zdaniem, musisz znaleźć jakis sposób na złapanie tych sztuk, bo moze tez zdarzyc sie tak ze ktos cie ubiegnie, ktos je oswoi i pojda na kielbaski.
a czas leci i dziala na twoja nie korzysc.
życzę powodzenia
marcin