Niedawno byłem świadkiem zainicjowania się małego pozaru w bizonie - zapaliły się resztki pyłow zaległe na i wokół silnika - wszystko od zepsutego alternatora który zkonkretnie iskrzył. Po chwili zaczeła się jarać sama instalacja elektryczna i paski - 3 gasnice proszkowe pryskane na raz po 2kg każda - dosłownie zero reakcji potem poszły 2 wieksze pianowe - ogien został przyduszony ale rozgrzana/stopiona guma jarała się dalej w najlepsze, na szczeście dobrze że była na stanie ostatnia deska ratunku - stara gaśnica śniegowa/ co2 9kg - dopiero ona dała rade- i to konkretnie zmasakrowała temperaturę palącej sie i topiącej gumy i pożar j został ogarniety do chwili przyjazdu straży pożarnej. Jedyny minus stosowania tych gaśnic to stress temperaturowy - możliwość pekniecia bloku silnika , ale lepsze to nic zbieranie wegielków.