Ludziska, opamiętajcie się, co kilka minut post, ja już nie nadążam z czytaniem. Opuściłem ok. 50 stron aby załapać bieżący wątek, ale znowu jestem w tyle. Z tego powodu nie będę z nikim dyskutował, ale napiszę jak to wygląda w mojej wiosce.
W czasach PRL-u, kiedy rolnicy nie byli w stanie wyżywić narodu, a spec grupy, powoływane przez naczlników gmin (stan wojenny), jeździły po gospodarstwach i pytały chłopów kiedy będą odstawiać zboże bo nie ma czym wyżywić ludzi w miastach, było w mojej wiosce ok. 70 gospodarzy, uprawiających prawie 1000 ha ziemi. Nie było wtedy importu żywności z NRF-u, Francji, Dani czy innych z zachodu, z trudnością kupowano żywność od tzw. bratnich krajów. Muszę jednak przyznac obiektywnie, że Polska eksportowała produkty żywnościowe nie tylko do Wielkiego Brata i bratnich państw, ale też do innych krajów, a nawet do USA (np: konserwy mięsne), pewnie ten eksport nie był wielki, ale ludzie mieli robotę. Można więc przyjąć, że rolnik polski zaspokajał potrzeby kraju. Pytanie które sobie dzisiaj zadaję to czy produkcja rolnicza wtedy była mniejsza od dzisiejszej, czy podobna? Ja osobiście mogę powiedzieć,że produkcje roślinną miałem wyższą niż dziś, a do wyboru miałem zboża, ziemniaki, buraki, len, rzepak..... wszystko kontraktowane, choć po słabych cenach, ale jednak. Nawozów wysiewałem więcej niż dziś, choć trudności z zakupem były. Wniosek dla mnie jest taki, że polski rolnik powinien spokojnie sprzedać swoją produkcję w Polsce, bo ilość gęb do wyżywienia niewiele się obniżyła w stosunku do lat z PRL-u. Bardzo dobrze jak możemy eksportować żywność, zwłaszcza przetworzoną. ale nie możemy krachu w rolnictwie zwalać na Rosję.
Dziś na mojej wiosce dogorywa, łącznie ze mną, ok. 40 gospodarzo-robotników (część wymarła lub wyjechała do miasta, część wydzierżawiła). Nikt nie powiększa gospodarstwa, nikt nie zabiega o pieniążki z unii na zakup maszyn, na budowę (zbyt małe gospodarstwa), biodą dopłaty do ha, każdy gdzieś coś dorobi (nawet 20 hektarowcy dorabiają w Holandi) lub wspomogą go emeryci i jakoś leci. Powiecie ale zadupie, ale ja to zjawisko widzę na wielu wioskach, brak perspektyw powoduje rezygnację ludzi młodych z gospodarowania. Ci co pozostali, osiągają zysk lub stratę, ale jedno jest pocieszające, do nas nie przyjdzie komornik aby zająć maszyny czy budynki czy ziemię, chyba więc z nami unia i pseudopolski rząd będzie miał największy problem.
Szkoda mi tych rolników w tych wypasionych traktorach, mogą stracić nie tylko te maszyny, ale i całe gospodarstwa, banki maję ich w garści.
A mnie się marzy by w mojej wiosce znalasł się choć jeden taki rolnik miejscowy, taki swój ziomek, który przejmie nasze ziemie gdy wielu z nas już odejdzie.