Skocz do zawartości
gofiaczek

Ciąża i dziecko a praca w gospodarstwie

Polecane posty

gofiaczek    74

Przeglądając forum nie znalazłam takiego tematu,a myślę że może niektórym się przydać :)
Mianowicie chodzi mi o posiadanie dzieci (i ciążę) przez rolników.
Tak wiem rolnik człowiek jak człowiek i dzieckiem zajmuje się jak każdy, jednak specyficzny czas pracy utrudnia trochę spędzanie czasu z dzieckiem.
Czy i w jakim wieku zabieraliście swoje pociechy do obory albo w pole? Jesteście zwolennikami chowania dzieci przed całym światem czy, żeby ubrudziło sobie rączki? :)
Ktoś pomagał się zajmować dzieckiem czy posłaliście do żłobka/przedszkola.
 

Czy Panie pracowałyście w jakikolwiek sposób w gospodarstwie po tym jak dowiedziałyście się o ciąży? (chodzi mi o ciążę przebiegającą prawidłowo) Jeśli tak to co? Co na waszą sytuacje zalecił wam lekarz prowadzący?

Pytania kieruję zarówno do Pań jak i Panów :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
bambrzwlkp1    6

No ja powiem tak. Z własnego zycia jak miałem 5 lat juz czepilem się ciagnika... 8lat juz pojezdzałem no od 12-13lat.. 》50% prac juz ma moj tata mniej . I tak . Jezeli chce sie miec nastepce to trzeba od poczatku go wychowywac w gospodarce.
Myślę że coś pomogłem;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Fox84    10

Przykład mojej cioci z lat 80-tych

Ciocia pracowała w gospodarstwie a wujek w SKR-ze

Historia jest o taczce
Ciocia sprzątająca u zwierzątek miała taką takcze prawie bez powietrza bo nie umiała sobie jej naprawić a wujek zawsze mówił "jutro"
Pracowała nią aż do dnia porodu
Popołudniu pojechała do szpitala

Jak wróciła to taczka była naprawiona

I słowa wujka "jak ty nią jeździłas, ja wogole nie umiałem ujechac"

Podrowienia dla wszystkich pracujących w ciąży

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wojtal24    167

@bambrzwlkp1 coś w tym jest ja też jak sie chwyciłem traktora jako dzieciak to tak mi zostało do dzis a też zaczynałem jak Ty.

A co do kobiet w ciazy, to uważam że nie powinny pracować w gospodarstwie i przy zwierzetach bo to może różnie sie skończyć, 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
rolniku360    69

mój sąsiad pracuje sam na gosp a jego żona w armir i od kiedy pamiętam zawsze robi wszystko sam więc jak jego potomek miał już z 5 lat to już go uczył wszystkiego teraz ma 16 a jego ojca już kupę czasu w polu nie widziałem tylko cały czas w obejściu zaś inny zaczął przyuczać dzieci dopiero jak były prawie pełnoletnie i taki skutek że żaden nie zostaje na wsi bo ich to nie interesuje 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ate    23

Własnych dzieci jeszcze nie mam ale mogę powiedzieć na przykładzie rodziny. Moja mama gdy była w ciąży robiła wszystko (od dojenia krów, noszenia kan, do układania snopków). Kilka godzin przed moim porodem układała snopki na przyczepie i doiła krowy. Postawy ojca i dziadka - nie skomentuje. A co do nowego pokolenia, brat ma 6letniego syna który już sam potrafi dać krową kiszonkę i uwielbia z ojcem ciągnikiem jeździć. I co najśmieszniejsze, uważa że w oborze "pięknie pachnie" - idealna postawa następcy :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Sadek    446

Ja uważam że wszystko w miarę rozsądku, mam dwie córki i żona pomagała w gospodarstwie w miarę możliwości, jest różnica czy kobieta w ciąży chce pomóc czy chce wykorzystać sytuację aby sobie poleniuchować.

 

Żona będąc w ciąży była w sklepie pewnej sieci, stanęła do kasy z koszykiem w kolejce jak zobaczył to personel to żonie powiedziano że bezwzględnie musi podejść do kasy a nie stać w kolejce, żonie poczuła się w niekomfortowej sytuacji gdyż w kolejce stały osoby starsze (kolejka może 3-4 osoby) a żona czuła się dobrze że nie stanowiło dla niej problemu stanąć w kolejce.

 

Fakt nieraz widać sytuację że kobieta w ciąży wyręcza się osobami z otoczenia (wykorzystuje sytuację), ale niekiedy tego wymaga sytuacja bo każda kobieta może inaczej znosić ciąże.

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ywa    499

Będąc w ciąży nie mogłam usiedzieć w miejscu, a w okresie letnim to już w ogóle...na ostatnich nogach cały dzień chodziłam i szukałam zajęcia.

A i pamiętam, że w 3 miesiącu najbardziej wrażliwym...to ogród sobie przekopałam.... ;)

Nogi spuchnięte i jeszcze w dodatku głupio sobie skręciłam kostkę w 7 m-cu.

Lekarz aktywność popierał tłumacząc, że jeśli jestem do czegoś przyzwyczajona to nie mam tego zmieniać.

A żeby szybciej urodzić już będąc po terminie radził mi jeszcze więcej aktywności, pracy, choćby chodzenia po schodach, więc pomagałam matce w remoncie i 3 dni potem urodziłam. Oczywiście każda ciąża inaczej przebiega i to jest indywidualna sprawa.

A synek od niemowlaka jest nierozłącznie związany z gospodarstwem. A jak tylko zaczął chodzić to na traktor....Pamiętam, że mając 1,5 roku już jeździł na byczku...był sadzany i oprowadzany....hehe

Zwierząt w ogóle się nie boi, więc większe obawy sama mam, ponieważ różnie bywa. Jak miał 2 latka ojciec, m.in. pozwolił mu trochę malować maszyny pistoletem.

Ostatnio dostał ode mnie reprymendę za marnowanie zboża. Wytłumaczyłam mu dlaczego. Ma już 4 latka, ojciec pokazał mu to i owo i pewnie to też. Oczywiście jest jego ogromną pociechą i jeździ z nim wszędzie.

Otóż synek brał pół wiadra zboża, przyczepiał do swojego małego plastikowego traktorka i prowadził po całym podwórku na pół przewrócone, zboże się rozsypywało, a on zadowolony, że sieje. Nie zwracałam uwagę jak brał po garści.

A jaki jest zły na kury jak zauważy, że mu wydziobują ;)

Albo przyczepia sobie jakieś dziwne przedmioty, łańcuchy, grabie do traktorka, które mu rysują to podwórze...więc przypuszczam, że orze.  Pielęgnuje swój kawałek i krzyczy z daleka, żebym spojrzała, bo coś mu urosło zielonego, cieszy się ogromnie. Jestem z niego dumna :D

Zdarzało mu się utaplać w gnojówce, w smarach więc jeszcze rok temu 3 x dziennie zmiana spodenek.

I co jeszcze robił ....hm...próbował już kluczami rozkręcać coś w ciągniku... i grzebać, sprawdzać, pompować.. ^^ itd

Pomaga przy drzewie, czy nawet piasek sypać do betoniarki......swoją małą łopatką...grabi skoszoną trawę...i wywozi swoją przyczepką dla zwierząt.

Proponuję mu udział w  różnych czynnościach a on czuje satysfakcje z zajęcia. Oczywiście nie zawsze, jak ma ochotę.

Logopedka zalecała mi, abym posłała go do przedszkola, z kolei ostatnio inna starsza lekarka z autorytetem pochwaliła, że bardzo dobrze prowadzę dziecko i w żadnym wypadku nie powinnam posyłać go do przedszkola.

:)

Edytowano przez Ywa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaroWM    26

a synek z rówieśnikami ma duży, czy mały kontakt? druga sprawa też, że jak nie "wychoruje" się i nie uodporni w przedszkolu, to szkołę będzie opuszczał. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ywa    499

....Sporadyczny tak naprawdę, ale ma dziewczynkę 2 lata młodszą prawie codziennie....

Zauważyłam tylko ostatnio, że lgnie do starszych chłopaków..

Odporność ma super od mamy  ;) i zahartowany... Jest mocny ogólnie.

Oczywiście jak się zaraził najczęściej od kuzyna lub kogoś przy okazji to owszem chorował. Jednakże tak rzadko, że tylko z początku byłam u lekarza i zapomniałam  o nim już. To szczęście :)

Edytowano przez Ywa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jacus    95

z wlasnego doswiadczenie wiem ze nieposlanie 4 letniego dziecka do przedszkola to blad, juz po kilku dniach w grupie rowiesniczej kazde dziecko zmienia sie na plus, starsze akurat nie mialy blisko rowiesnikow , ale mlodsza miala kilkoro rownolatkow w sasiedztwie mimo tego nie bylo dyskusji czy ja poslac, u nas nawet 3 -latki ida do przedszkola. moje dzieci akurat nie chorowaly, ale inne  paru miesiacach-w ekstremalnych przypadkach- sie uodparnialy, twojemu synkowi sie ewidentnie nudzi-zeby tylko nic zlego z tego nie wyszlo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tomasz78    287

Niekoniecznie ,na rozwój dziecka ma wpływ otoczenie, sposób  bycia oraz sytuacja w domu czyli poświęcanie mu czasu przez rodziców i bliskich to wpływa najbardziej na jego rozwój a samo przedszkole to tylko komunikatywność z rówieśnikami ,my pokolenie rodziców jakos z tego tytułu nie byliśmy gorsi  a nasza edukacja zaczynała sie od 5 roku życia ,po co zabierać dzieciakom dzieciństwo?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nikolas29    165

otorz Gofiaczek i ciebie sie cos nalezy jak jestes w ciazy to bardzo dobrze ...nareszcie.... ja jak bylem w ciazy to szok..ale dzis mam prawie 6 letniego syna i on tez tylko widzi gospodarstwo i o nim mowi w szkole az mi wstyd..do przedszkola chodził... a zona jak go miala w sobie to i tak mi pomagala wiecej niz teraz ale trzeba byc baaardzo ostroznym...lekarz to samo powie trzeba sie osczedzac.. dzieci i ciaza nie moze byc chowana bo sa tego ujemne skutki...moje dziecko malo z nami gdzies kolwiek jezdzi bo w gospodarstwie ciagle brak czasu..a przez to slabiej sie rozwija...widzi tylko swinie krowy beki i szmbo jak to on mowi..mowi o tym nawet w szkole a mnie wstyd..nie wiadomo jaka przyszlosc jest na wsi a raczej jej nie ma wiec lepiej niech dzieci beda mniej za angazowane w te sprawy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaroWM    26

....Sporadyczny tak naprawdę, ale ma dziewczynkę 2 lata młodszą prawie codziennie....

Zauważyłam tylko ostatnio, że lgnie do starszych chłopaków..

Odporność ma super od mamy  ;) i zahartowany... Jest mocny ogólnie.

Oczywiście jak się zaraził najczęściej od kuzyna lub kogoś przy okazji to owszem chorował. Jednakże tak rzadko, że tylko z początku byłam u lekarza i zapomniałam  o nim już. To szczęście :)

 

widać, że mocno idealizujesz.

 

kontakt z rówieśnikami jest bardzo ważny w rozwoju dziecka i w budowaniu jego własnej wartości. dziecko w przedszkolu lepiej rozwija się, ma więcej bodźców, niż tylko w obejściu i nie jest też 24h/24h z matką. łatwiej później jest też ze szkołą.

 

skoro nigdy nie był w grupie rówieśniczej, to skąd wiesz, że jest zahartowany i nie będzie łapał infekcji?

 

mam 2 córki w przedszkolu 3 lata i 5,5 roku - widzę, jak się rozwijają - wierszyki, piosenki, różne umiejętności manualne, mają - zwłaszcza ta starsza fajne relacje z koleżankami. co prawda starsza trochę na początku chorowała (młodsza będąc w domu przy okazji od niej też), ale przez to może w szkole nie będzie źle.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ywa    499

:)

Oczywiście wszystko to, co piszecie rozumiem i zdaję sobie sprawę jaki jest teraz świat, a dzieci jak rozwinięte oraz to, ile wymaga już od najmłodszego szkraba, aby był produktywny, efektywny w przyszłości, żeby jak najszybciej zaczął pracować na emerytury, skoro będziemy mieli niż demograficzny zbliżając się do standardów niemieckich. To wszystko kosztem dzieciństwa. Przepiękne miałam swoją drogą na wsi i za żadne skarby nie zmieniłabym tego na miasto, choć kilka lat mieszkałam tam. Nie wstydzę się wsi, jestem dumna z tego i moją misją jest wpoić synkowi pozytywne i wartościowe skojarzenia z nią związane. I niech mówi o tym głośno.

Od 4 roku chodzi raz w tygodniu na grupowe zajęcia muzyczne, można w ten sposób obudzić inną wrażliwość w człowieku, może mu się to spodoba jako pasja...to się okaże, jak nie to wybierze się  inny kierunek.  Obecnie jest tyle różnych ofert, że szkoda z tego nie korzystać dla rozwoju dziecka.

Jestem przeciwna jednak absolutnie posyłania dzieci młodszych niż 4 lata do przedszkola. Chronię go przed komputerami, tabletami, telefonami..nie zna tego....ma czas na to..

 

Jeśli chodzi o infekcje, choroby i odporność....to bardzo dobrze znam swoje dziecko i staram się na przód wyłapywać każdą zmianę i reagować.

Edytowano przez Ywa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gofiaczek    74

@nikolas29 nie nie jestem, nie mniej interesuje mnie ten temat ;)
Ja bym chciała aby moje dziecko przebywało w gospodarstwie, głównie chodzi mi o kontakt ze zwierzętami (oczywiście bezpieczny..), ale
od 3-ciego roku życia do przedszkola :) dzieci mojego rodzeństwa chodzą do żłobka i przedszkola i bardoz mi sie to podoba. A jeśli chodzi
o to, czy dzieci wychowywane w gospodarstwie są zacofane, gorsze od pozostałych hmm jeśli nie są zamknięte w domu to niekoniecznie.
Zależy jak kto prowadzi dziecko, nas była czwórka i wszyscy po studiach z dobrą pracą :)
A kiedy pierwszy raz zabraliście dzieci do zwierząt/obory? Najbardziej boję się właśnie kwestii braku czasu dla dziecka i że nie będę miała
z kim go zostawić...
 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ywa    499

:) Nosiłam dziecko w chuście wiązanej jako nosidełko i od niemowlaka wszędzie z nim chodziłam (zamiast wózka) do zwierząt/obory również.

Wpadł mi taki artykuł, więc tak na marginesie dodam :)

http://kochanezdrowie.blogspot.com/2015/03/wprost-dzieci-umieraja-w-polsce-po.html

P.S. Mojej przyjaciółki dziecko miało powikłania i wizyty w akademii w związku z powikłaniami poszczepiennymi wywołanymi przez prątki bydlęce.

Jestem anty, ale człowiek chcąc podejmować jak najlepsze decyzje ulega presji.

Edytowano przez Ywa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
bhdemeter    35

Ja mam troje dzieci i pracuje sama na swoim gospodarstwie i daje rade:) lekko nie jest:) ale kobieta w każdej sytuacij potrafi dać sobie rade. Ja będąc z moim najmłodszym w ciąży nie miałam wyjścia i musiałam pracować do samego końca i ciąża była zagrożona powinnam leżeć. Ale nie było wyjścia po prostu wszystko albo nic. Na dziś moje dzieci są mega samodzielne itp. Nawet mamy w przeczkolu się dziwią że nie zakładam córce butów tylko czekam aż zrobi to sama. Jak bym jej pomagała to ta konieczna samodzielność bardzo by się przedłużyła a moje dzieci muszą być dzielne. A co do spostrzeżeń dzieci? To koledzy mojego syna zazdroszczą mu że ma krowy konie traktory itp a sam mówi że kiedyś pobuduje wielką oborę:):) No a o tym że kierownicą kręci już po mistrzowsku a ma dopiero 5 lat nie wspomne:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
decyzja    2

Podobnie jak przedmówczyni,  wychowałam trójkę dzieci , prowadząc sama gospodarstwo i hodowlę. Dzieciaki pomagają mi od młodych lat w gospodarstwie, ale wątpię by któreś na nim zostało. Cała trójka  chodziła do przedszkola, ale z perspektywy czasu  , myślę, że to był błąd.  Jak bym mogła cofnąć  czas, to bym ich drugi raz nie posłała.

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
konteno    1064

żona znajomego u którego dorabiam to normalne przez pierwsze dwa trymestry uczestniczyła w pracach w gospodarstwie (dój , odpajanie cieląt) i chyba też w trzecim też choć w ostatnim miesiącu ciąży odpuściła sobie te roboty, dziecko zdrowe, już jak chłopiec  miał dwa lata to ojciec zabierał je na boczne siedzenie kabiny by popatrzyło sobie na roboty tym bardziej że sprzęty dobre to ani nie głośno ani nie gorąco (czasem maluch potrafił zasnąć) i podobnie ze zwierzętami tzn zabierał syna do obory a ten naśladował dorosłych biorąc te same narzędzia i wykonując te same prace przez co nieraz trzeba było dla bezpieczeństwa zabierać mu narzędzia choć wówczas wpadał w histerię , krzyczał i płakał , co do samych zwierząt to kotka pogłaszcze i pieska też spróbuje o ile ten nie przewróci dziecka , a przy samym bydle to zwierzęta też są zainteresowane małym człowiekiem i przez drabinę paszową wystawią łeb , obwąchają i może nawet językiem sprawdzą z kim mają doczynienia i przy niezbyt gwałtownych ruchach nie sądzę aby mogły przestraszyć zapewne równie zaciekawione dziecko 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
martina    23

Ja w ciąży miałam zalecony ruch z powodu cukrzycy ciążowej. Od początku chodziłam na grzyby, robiłam coś koło domu. Nie dźwigałam powyżej 15 kg, pierwsze dziecko i trochę strach aby go nie stracić. Wszyscy mówili jak chcesz urodzić wcześniej to dużo się ruszaj, myj okna itd. I co w końcu skończyłam na stole operacyjnym z nadciśnieniem. Ale że miałam w ciąży dużo ruchu, mały urodził się z wagą 3600, a teraz ma już pół roku i zaczyna piórka mamie wybierać. Uwielbia jak idę z nim na podwórko i owce do niego podchodzą ( cieszy się bardzo ). Taki malec a uwielbia psy , kury i inne zwierzęta z mojego gospodarstwa. Na pewno nie zabronię mu jeździć traktorem z dziadkiem, czy wyprowadzać kuzki czy krowy z babcią. Niech wie skąd bierze się mleko i jajka na śniadanie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
zetorki12    1932

Może lepiej z tatą niż z dziadkiem ?

Edytowano przez zetorki12

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
martina    23

Tata pracuje, a w gospodarstwie zawsze pomaga przy sianokosach, żniwach i wykopkach. Mamy za małe gospodarstwo, by się z niego utrzymać w 5 osób. I mąż i mój tato mają własną działalność.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×