Skocz do zawartości

Polecane posty

gofiaczek    74

Ja też uważam, że korporacje to największe zło świata. Młodych ludzi tam ciągnie, bo myślą, ze coś osiągną i będą coś znaczyć, a tak naprawdę są pionkami, których po kilku latach się pozbywają. A Ci zostają samotni, często z uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym i wtedy przychodzi refleksja, ale jest już za późno.

 

Werka mam nadzieję, że porozmawiasz ze swoim partnerem i podejmiecie słuszną decyzję, bo szkoda sobie zmarnować życia nawzajem. Mnie się wydaje, że jesteście zupełnie z innych światów, a Ty do tematu małżeństwa i rodziny podchodzisz zbyt luźno. Piszesz, że nie wyobrażasz sobie, żebyście nie porozmawiali ze sobą codziennie. Może to po prostu kwestia przyzwyczajenia albo potrzeba oderwania się od dnia codziennego.

 

Co do Erasmusa to niestety wszystko prawda. Ludzie zamiast nabywają nowych doświadczeń, ale na imprezach. A ich opowiadanie i pokazywanie zdjęć dotyczą jedynie imprez. Oczywiście nie wszyscy, ale większość po prostu nie może się oprzeć. No cóż trudno się dziwić :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Famer21    6

Eh dziewczyna pokazała swoje nogi (chyba swoje :D ) napisała kilka odważniejszych i stanowczych postów i debaty odnośnie pracy, kariery spełniania sie :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
damianzbr    988

@werka –możesz rozwinąć trochę temat Erasmusa? Przewraca życie w sensie poglądu na świat czy raczej w kierunku orgazmusa? Na forach pełno postów „polki łatwe na Erasmusie” ale z drugiej strony żeby zdradzić nie trzeba jechać na Erasmusa… ?

Ps. Powodzenia w tej decydującej rozmowie z lubym. ;)

 

 

Czy w hiszpańskich czy też w polskich akademikach, bez różnicy bo erasmus (przebieg zdarzeń) ten sam.

Więc albo jest się z osobą której się ufa bez względu w którym akademiku mieszka, albo zaufania brak i strach przed akademikiem hiszpańskim czy polskim taki sam.

 

A był ktoś na ukrainie lub słyszał relacje z wymiany szkół średnich uczniów polsko/ukraińskich? Określić to jako fanatyczna przygoda, będzie mało.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Famer21    6
Napisano (edytowany)

Co do pustego mieszkania jak to ktoś ujął w swoim poście, to jest całkowita racja, życie singla jest dobre do 28 lat max, potem trzeba myśleć nad założeniem rodziny powoli, żona lub bliska osoba już dawno powinna być w tym czasie u boku faceta. Prawda jest taka, że może i te kobiety nas czasem wkrzurzają te ich fochy, marudzenie, narzekanie, ale żyć bez nich się nie da.. Wole 1 dzień marudzenia mojej (już o tych dniach nie wspomne wtedy staram sie jej unikać, bo zabija wzrokiem :D ) niż reszte życia bez niej.. Bo potem w wieku 40 lat i wzwyż samemu w postym domu, czy mieszkaniu to jest poprostu smutne ;/

Edytowano przez Famer21

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Famer21    6

"Z nimi źle, a bez nich jeszcze gorzej"

Ciekawe czy kobiety o nas powiedzą to samo hehe ;)

 

Heh w sumie chciałem to powiedzenie zacytować w swoim poście, ale ;) No, a nie jest tak? Dziewczynę masz, na codzień wspaniałem życie z nią, czasami ma swoje fochy, narzeka jak coś boli czy o coś powiesi nos bo myśli (że coś faceta tym postepowaniem nauczy..) na mnie nie działają jej fochy, bo czasem ma z byle powodu, nie mam na myśli kiedy ma "swoje dni" bo wtedy to byle drobnostka drażni i migam się od spotkania gorzej, jak tak rano wstaniemy i jest już w fazie kobiecych spraw to.. To jest jedyny dzień w którym pozwalam jej na wszystko o nic nie mam pretensji, ale normalnie to trzeba kobieta trzymać w ryzach żeby zbyt nie zaczęła "tupać noga" :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
rogas    16

Werka macie podobną sytuację jak ja miałem z moją byłą. Ona pracowała już ja jeszcze studiowałem (była rok starsza). W końcu doszła do wniosku, że się rozstajemy bo ona chce pracować w dużym mieście (najlepiej tak ponad 100.000) a ja chcę pracować gdzieś, gdzie da się dojechać z gospodarstwa (co mi się udało). Chodziłem zatruty przez jakiś czas bo to się stało z dnia na dzień (skończyła akurat pewien kurs, który umożliwiał jej rozpoczęcie pracy na wyższym poziomie wtajemniczenia). Wtedy mój przyjaciel przedstawił mi scenariusz co będzie jakbyśmy dalej byli ze sobą:

"Siedzicie sobie wieczorem w piątek przed 42" plazmą i oglądacie film. Mówisz: Kochanie a może byśmy sobie kupili 60" plazmę?

- Tak! Już dawno moglibyśmy mieć 60" plazmę albo nawet i większą gdybyś mi pozwolił rozwijać się w Warszawie czy Lublinie a nie pracować na tym zadupiu!"

Oczywiście kolega bardzo to uprościł lecz sens został zachowany. W sumie to powinienem się cieszyć, że podjęła taką decyzję jednak czy tak jest?

Jeżeli chodzi o dzieci to jeśli teraz ich nie chcesz a Twój partner nie określa jednoznacznie czy chce czy nie to moim zdaniem chciałby (podkreślam: moim zdaniem). O kompromis w tej kwestii będzie ciężko ponieważ nie da się być w części w ciąży.

Wydaje mi się, że macie bardzo ciężki orzech do zgryzienia i chyba "rozmowa kwalifikacyjna" jest wskazana.

Pozdrawiam i życzę powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

@Famer21 świetnie to ująłeś :D :D. Podobnie jest z Wami Drodzy Panowie. :P. Lepiej czasem przymknąć na coś oko i nie brać wszystkiego do siebie, pozwolić czasem mieć humory tak jak i my mamy (nawet większe i gorsze :D) ale mimo wszystko mieć do kogo odezwać w zimowy wieczór przy kominku :P. Zatem „Z Wami źle, bez Was jeszcze gorzej” :P:P. @Famer21 fajnie, że tak podchodzisz do babskich dni, lepiej czasem od nas wtedy uciekać bo pioruny mogą lecieć bez powodu, a o płaczu już nie wspomnę…:D, tylko Wam pozazdrościć, że nie musicie przeżywać chwili kiedy można rozbeczeć się i samemu nie wiedzieć dlaczego… (eh te hormony:P). Dobranoc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
werka    0

Moi drodzy, wybaczcie, że nie będę odpisywała każdemu z osobna, ale wiedzcie, że Wasze posty czytam i dają mi sporo do myślenia. Pojechałam dzisiaj do mojego mężczyny, bardzo długo rozmawiaśmy, bardzo! Na chwilę obecną nic nie zdcydowaliśmy, bo i ja i on musimy przemyśleć, to co zostało powiedziane. Jedno, co mogę Wam powiedzieć, to moja reflesja, jak wracałam, że gdybym ja potrafiła być w życiu osobistym taką zimną suką, jak w pracy, to wszystko byłoby o wiele mniej skomlikowane :)

 

@Grzechol: jeśli chodzi o Erasmusa, to jak to ktoś tutaj ładnie ujął, Erasmus to zabawa życiem :) Jedzesz za granicę na rok, poznajesz wspaniałych i otwartych ludzi z całego świata, jedynym obowiązkiem jest doskonale się bawić i wysciskać życie, jak cytrynę! Studia są dodatkiem i pretekstem, żeby zrobić te wszystkie niesamowite rzeczy, których bez wyjazdu na Erasmusa zrobić by się nie dało B) Nie będę Cię oszukiwała, jak ja byłam w NL, to po kilku pierwszych miesiącach wszyskie związki sprzed wyjazdu rozsypywały się, jak domki z kart. Trudno to opisać, ale na Erasmusie ma się takie nieodparte uczucie, że jest się królem świata, świata który stoi przed tobą otworem, że nie ma żadnych barier i rzeczy niemożliwych, na Erasmusie można wszystko :P Oczywiście życzę Tobie i Twojej kobiecie, jak najlepiej i trzymam kciuki, żeby Wam się udało.

 

Ps. U nas w akademiku Erasmusowym w NL, na korytarzu, był taki wielki napis na ścianie:

Kiss me, I'm Erasmus!

Love me, I'm Erasmus!

Forgive me, I'm Erasmus! :D:P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Indiana    7

@werka bardzo uogólniasz, wrzucasz wszystkich do jednego worka. Błąd. Mi, i bynajmniej znajomym, których dobrze znam, Erasmus, ani praktyki zagraniczne, życia do góry nogami nie wywróciły. Poznajesz ludzi, nowe miejsca, kulturę. Co nie znaczy, że to ogłupia. Wszystko zależy od człowieka, prawda. Jeśli ktoś jest podatny na wpływ innych, cóż, jego strata. Ale to raczej syndrom dziecka trzymanego całe życie na smyczy przez rodziców, które gdy nadarza się okazja, daje upust, głupieje w nowym otoczeniu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
werka    0
Napisano (edytowany)

@Indiana: zaraz po studiach pracowałam, jako koordynator Eramusa na jednej z największych uczelni i moje obserwacje, jako uczestnikczki wymiany a później koordynatora są takie, jak napisałam powyżej. I nie sądzę, że to trzeba nazywać ogłupianiem, Erasmus sprawia, że na życie patrzy się z innej perspektywy i to jest to właśnie perspektywa "nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych i idę zdobywać świat". Przynajmniej tak to określali studenci w ankietach.

 

I wyjeżdżając na Erasmusa byłam już po jednej rocznej wymianie w ramch innego programu i kilku latach w polskim akademiku, więc o "spuszczaniu ze smyczy nie było mowy".

Edytowano przez werka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Indiana    7

@werka "nie ma żadnych barier i rzeczy niemożliwych, na Erasmusie można wszystko" - te słowa można interpretować na różny sposób. Jednak w kontekście "jak ja byłam w NL, to po kilku pierwszych miesiącach wszyskie związki sprzed wyjazdu rozsypywały się, jak domki z kart." nasuwa mi się jakiś jeden hmm negatywny aspekt braku barier etc.. Z którym się nie zgadzam. To, że coś poszerza horyzonty, nie znaczy, że zmienia charakter człowieka, chociażby w kontekście braku barier moralnych. Jeśli ktoś potrafi tylko w trakcie wymian, za granicą, korzystać (w pozytywnym sensie) z życia, to współczuję. Jakie zatem "niesamowite rzeczy" masz na myśli pisząc: "żeby zrobić te wszystkie niesamowite rzeczy, których bez wyjazdu na Erasmusa zrobić by się nie dało B) Nie będę Cię oszukiwała, jak ja byłam w NL, to po kilku pierwszych miesiącach wszyskie związki sprzed wyjazdu rozsypywały się, jak domki z kart"?

 

Nie piszę też konkretnie o Tobie, bo i Ciebie nie znam. Natomiast poruszyłaś kwestię ogółu Erasmusa. Nie uogólniam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
werka    0

@Indiana: pisząc o erasmusie, ani przez chwilę nie miałam na myśli moralności. Ja tam pojechałam jako silnie zakochana dziewczyna, chciałam skończyć studia, znaleźć przyzwoita, stabilną i spokojną pracę, wziąć ślub, kupić mieszkanie, uprzednio zaciągając dożywotni kredyt na jego zakup, urodzić dziecko, raz w roku jeździć na wakacje do Egiptu albo Tunezji i żyć długo w świętym podhalańskim spokoju. Mój partner chciał dokładnie tego samego. A Erasmus obudził we mnie żądzę odkrywania i zdobywania świata, uświadomiłam sobie, że jest tyle rzeczy do zrobienia w życiu, że moje uprzednie plany na przyszłość, to jakiś nocny koszmar był. Ja na Erasmusie odkryłam siebie na nowo, pokochałam życie na wysokich obrotach i zrozumiałam, że trudno skoczyć wysoko, jeśli poprzeczka zawieszona jest nisko. Jakie to niesamowite rzeczy zrobiłam na Erasmusie? Zjechałam ze znajomymi z wymiany całą Europę z plecakiem, na stopa, nigdy i nigdzie nie płacąc za noclegi dzięki czemu poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, w czasi ferii można wybrać się na Islandie i objechać ją wokól po drodze rozbijając namiot gdzieś w okolicy lodowca, w wakaje wybraliśmy się w podróż koleją transsyberyjską, a na kolejne wakacje razem napisaliśmy projekt dzięki któremu pojechaliśmy na wolontariat do Afryki, praktyki Erasmusowe dały mi doświadczenie, referencje i możliwość wzięcia udziału w konkursie, który później pozwolił mi na staż w US. I nigdy nie zrobiłabym tych wszystkich rzeczy gdyby nie Erasmus, nawet na myśl by mi to nie przyszło. A jeżeli, to pewnie bym stwierdziła, że to nie może się udać. Poza tym życie na Erasmusie toczyło się tak szybko, że ja w ogóle przestalam myśleć o tym, że mam partnera, przy czym nigdy go nie zdradziłam. Z resztą długo potem z nikim się nie związałam, bo chciałam być wolna. Pewnie gdybym tam nie wyjechała byłabym już sfrustrowaną matką i żoną, albo rozwódką nienawidzącą wojego życia i pracy. Albo matką i żoną żyjącą w małym świecie w swoim subiektywnym poczuciu szczęścia ale po cichu i bez większych rewelacji. Erasmus na tyle zmienił mój charakter, że partner z którym byłam już do mnie nie pasował. I tak też było w przypadkach, ktore ja znam osobiście, Erasmus tak bardzo zmieniał samych ludzi, ich perspektywę patrzenia na świat i siebie czy plany na przyszłość, że partnerzy już do nich nie pasowali. Ale ok, zgadzam się z Tobą, że każdy jest inny i uogólnianie jest błędem, ja mam na myśli przypadki, które znam. Pewnie są ludzie, którzy wracają po Erasmusie z nową wiedzą ale żyją, tak, jak i żyli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
janusz20    105

Rolnik który zapewne w 90% przypadków sięga wzrokiem i wyobraźnią nie wiele dalej niż jego ziemia? Czy przedsiębiorca rolny który ma od wszystkiego ludzi?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
karolu    1
Napisano (edytowany)

Ale w sumie to bardzo budujące i pocieszające zjawisko, że taka "światowa panna" dostrzega w jakimś "odwracaczu gleby" jakieś pozytywy :). Chociaż z drugiej strony może to jest tylko chwilowa zachcianka rozkapryszonej panny? :)

Edytowano przez karolu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
scott11    0

d*pa , d*pa , d*pa - jak mawiał klasyk . Nic z tego nie będzie panno na literkę w . Czegoś tu nie rozumiem , w pracy cyt. zimna suka , zaś w domu co - kochająca żona . To mi wygląda na jakieś rozdwojenie jaźni no chyba , że cały ten dialog z agrofoto ma ukryte drugie dno . :ph34r:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MECHANIZATOR    156

...Trudno to opisać, ale na Erasmusie ma się takie nieodparte uczucie, że jest się królem świata, świata który stoi przed tobą otworem...

 

... ciekawe tylko którym ??

 

Ludzie się nie zmieniają - to sytuacja budzi w nas to co siedziw środku - więc jeśli ktoś potrzebuje wyjazdu w całkiem obce miejsce "wszystko mi wolno nikt mnie tu nie zna" - to albo do tej pory wstydził się swoich marzeń albo miał za krutką smycz i za ciasny kaganiec

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Indiana    7

"Pewnie są ludzie, którzy wracają po Erasmusie z nową wiedzą ale żyją, tak, jak i żyli."

 

A....marnie żyli twoim zdaniem?. Hmm to, że Ciebie Erasmus odmienił, nie wiem czy pozytywnie, czy też przeciwnie, nie oznacza, że musi odmienić każdego innego człowieka. Nie wszyscy potrzebują takich zmian.

 

"Erasmus tak bardzo zmieniał samych ludzi, ich perspektywę patrzenia na świat i siebie czy plany na przyszłość, że partnerzy już do nich nie pasowali."

Może oni nie pasowali owym partnerom? Każdy kij ma dwa końce.

 

Bycie matką, czy żoną, nie zamyka nikomu dróg na świat. To kwestia charakteru. Dla Ciebie widać potrzeba macierzyństwa była/ jest mniej znacząca od "wolności". Tylko czym w takim wypadku jest "wolność"?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MECHANIZATOR    156

@Indiana - święte słowa - jeśli jeden czy nawet kilka wyjazdów sprawia że człwoiek się zmienia na tyle że dotychczasowy partner już nie pasuje to znaczy tylko tyle że ta osoba wyjeżdzajaca nigdy nie traktowała tej znajomosci powaznie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
StasiekS    72

Co za dyskusja.

 

Werka, według mnie nie uda Ci się z tym facetem. Macie inny system wartości i dopóki żadne z Was nie zmieni go to dalej będzie tak jak teraz. Dla Was obojga praca i kariera jest najważniejsza i żadne z Was z tego nie zrezygnuję. Ale dalej już się różnicie czyli u niego założenie rodziny jest zaraz za pracą a u ciebie pewnie gdzieś za nowym telewizorem albo torebką. Pewnie Tobie odpowiada dzisiejszy stan czyli ty go odwiedzasz w weekendy albo czasami w tygodniu, on Ciebie także odwiedza w Stolicy i czasami pojedzie gdzieś na wspólne wakacje. Ale niestety jemu taki układ się nie podoba i próbujesz jakoś temu załagodzić czyli jego nie stracić i samej za dużo nie zmieniać w swoim życiu. Tylko czy Wam to się uda jeśli żadne z Was nie chce zrezygnować ze swoich priorytetów? Wątpię.

 

Dzisiaj, pobudzona intelektualnie i emocjonalnie Waszymi postani na forum, rankiem podążyłam na gym, mp3 w uszy i biegałam tak długo, aż nie byłam pewna, co ja sama o tym wszystkim myśle.
czy się kochamy - tak, myślę, że się kochamy. Nevertheless jesteśmy tak różni, że chyba w naszym

Błagam, wiem, że jesteś korpo-szczurem ale czy napisanie słowa siłownia albo jednak jest tak trudne, że trzeba posiłkować się angielskim?

 

Będziemy rozmawiac, rozmawiac i jeszcze raz rozmawiać, w końcu za gadanie płacą mi w korpo, więc chyba coś w tej kwestii potrafię :)

Jesteś papugą w korpo?

 

Ale to nie jest koleżanka poznana wczoraj tylko jesteśmy ze sobą już 5 lat, więc myśle że sobie ufamy w kwestii wierności, zresztą dam znać jak wróci. Mam nadzieję, że bedę mógł się pochwalić, a nie żalic.

 

 

Wieloletnie małżeństwa się rozpadają a Ty myślisz, że jak jesteście 5 lat to nic Wam nie grozi? Nawet jak Cię nie zdradzi to i tak po roku czasu uczucie między wami już nie będzie takie same, ona nie będzie tą samą dziewczyną co kiedyś. Warto ryzykować i marnować sobie rok czasu?

 

Ale w sumie to bardzo budujące i pocieszające zjawisko, że taka "światowa panna" dostrzega w jakimś "odwracaczu gleby" jakieś pozytywy :). Chociaż z drugiej strony może to jest tylko chwilowa zachcianka rozkapryszonej panny? :)

 

Widocznie jesteś zbyt mało rozgarnięty żeby mieć dziewczynę która coś w życiu osiągnęła. Masz szczęście, że idiotek jest pełno.

 

... ciekawe tylko którym ??

 

Ludzie się nie zmieniają - to sytuacja budzi w nas to co siedziw środku - więc jeśli ktoś potrzebuje wyjazdu w całkiem obce miejsce "wszystko mi wolno nikt mnie tu nie zna" - to albo do tej pory wstydził się swoich marzeń albo miał za krutką smycz i za ciasny kaganiec

 

Albo myślał, że nic lepszego już się nie przydarzy lub nic go nie zaskoczy.

 

"Pewnie są ludzie, którzy wracają po Erasmusie z nową wiedzą ale żyją, tak, jak i żyli."

 

A....marnie żyli twoim zdaniem?. Hmm to, że Ciebie Erasmus odmienił, nie wiem czy pozytywnie, czy też przeciwnie, nie oznacza, że musi odmienić każdego innego człowieka. Nie wszyscy potrzebują takich zmian.

 

 

Tylko roczny wyjazd do kraju gdzie panuje inna kultura, jest inna mentalność ludzi i inne życie zawsze spowoduję zmianę w człowieku. Erasmus to nie jest dwutygodniowy wyjazd na wakacje albo szkolenie. To jest roczny pobyt w innym kraju, gdzie nikt nas nie zna, gdzie wszystko jest inne. Gdzie nie ma prawie obowiązków tylko dobra zabawa i poznawanie kultury danego kraju. Do tego dodaj kompleksy polaków wobec zachodu czyli wszystko co na zachód od odry jest naj. To tak jakbyś ponad 20 lat jeździł starym Ursusem który dla ciebie jest ideałem a nagle, na rok czasu dostajesz nowego JD albo Fendta. Myślisz, że dalej będziesz postrzegał swojego Ursusa za ideał?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Indiana    7

Tylko roczny wyjazd do kraju gdzie panuje inna kultura, jest inna mentalność ludzi i inne życie zawsze spowoduję zmianę w człowieku. Erasmus to nie jest dwutygodniowy wyjazd na wakacje albo szkolenie. To jest roczny pobyt w innym kraju, gdzie nikt nas nie zna, gdzie wszystko jest inne. Gdzie nie ma prawie obowiązków tylko dobra zabawa i poznawanie kultury danego kraju. Do tego dodaj kompleksy polaków wobec zachodu czyli wszystko co na zachód od odry jest naj. To tak jakbyś ponad 20 lat jeździł starym Ursusem który dla ciebie jest ideałem a nagle, na rok czasu dostajesz nowego JD albo Fendta. Myślisz, że dalej będziesz postrzegał swojego Ursusa za ideał?

 

 

 

@StasiekS wiem, że to forum rolnicze, ale nie sprowadzajmy wszystkiego do traktorów.

 

To, że człowiek poznaje inną kulturę, mentalność, nowe otoczenie, nie znaczy, iż mu zasady mają odwrócić się do góry nogami. To, że spędzisz rok w kraju muzułmańskim, może dłużej, nie oznacza zmiany wiary. Poznawanie, nie oznacza wyzbywania się swojego ja. Raczej rozwój, konfrontację czegoś nowego z własnymi doswiadczeniami. Ale to nadal człowiek dokonuje wyboru, nikt mu siła niczego nie narzuca. Popadanie w nadmierny, ślepy zachwyt, mnie bawi.

 

Kompleksów z powodu bycia Polakiem nie posiadam. Niestety, Zachód dziś staje się zbyt jednolity, zanikają różnice między kulturami, tak jakby wrzucono wszystkie narody do miksera. Wschód, Bałkany, kraje bałtyckie są znacznie ciekawsze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
StasiekS    72
Napisano (edytowany)

Ale nie twierdzę, że taki wyjazd spowoduję zmianę człowieka o 180 stopni ale na pewno w jakimś stopniu, większym lub mniejszym. I nawet jeśli będzie to w mniejszym stopniu to już taka zmiana może nie spodobać się partnerowi.

 

To, że spędzisz rok w kraju muzułmańskim, może dłużej, nie oznacza zmiany wiary.

Ale może zafascynować się tamtejszą kulturą i będziesz chciał ją dalej poznawać czyli na wakacje tam wyjeżdżać lub trochę ją naśladować w Polsce.

 

Kompleksów z powodu bycia Polakiem nie posiadam. Niestety, Zachód dziś staje się zbyt jednolity, zanikają różnice między kulturami, tak jakby wrzucono wszystkie narody do miksera. Wschód, Bałkany, kraje bałtyckie są znacznie ciekawsze.

Zgadzam się z Tobą ale niestety takich osób jest mało. Chociażby Polki, które dość chętnie wyjeżdżają na zachód i chcą tam zakładać rodziny.

Edytowano przez StasiekS

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Grzechol    0

Stasiek przeczytaj może ostatnie 2-3 strony ze zrozumieniem...

Bo nie wiem, czemu np. pojechałeś po @Karolu? On pisał akurat o facecie @werki, którego pewno tez nie znasz na tyle żeby pisać o nim w ten sposób...

Ten Erasmus trwa akurat 4, 5 mieś, czyli 1 semestr, ale mniejsza o to. A moim zdaniem rady w stylu -zerwijcie, bo Cie zdradzi można porównać do -daj samochód złodziejowi, bo wcześniej czy później go ukradnie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
falconeyes    9

Panowie, tylko spokój może zaprowadzić porządek na forum, wiec apeluję: bez zbędnych emocji :rolleyes:

Rozumiem że w obliczu kobiety która wywraca nasze myślenie do góry nogami staramy się uratować/obronić swoje wartości,ale to nie powód by bombardować koleżankę postami.

@Werka przedstawiła swoje spojrzenie na Erasmusa,bardzo cenne i obiektywne bo wyciągnięte z własnego doświadczenia. Nie mnie jest oceniać postępowanie czy poglądy,a agresja zawsze budzi agresję. Myślę ze jeśli ktoś z was spróbuje postawić się w jej sytuacji to będzie miał podobny dylemat.

Rzecz jest w czym innym, nasza bohaterka jest pewnie rozdarta między miłością,a własnymi ambicjami i ja radziłbym Ci @Werko; zrób bilans, spróbuj wyobrazić sobie swoje życie za kilkanaście lat, z Nim, i bez Niego. To nie łatwe ale przyjmij w obu wariantach optymistyczny plan (tzn w pierwszym wariancie błyskotliwa kariera,a w drugim np.dogadujesz się z teściami) i porównaj gdzie byłabyś bardziej szczęśliwa. To będzie duże uproszczenie, ale da obraz Twoich pragnień.

 

A co do kolegi @Grzechol to nie udzielę Ci dobrej odpowiedzi, każdy człowiek jest inny, a Ty chyba najlepiej znasz swoja wybrankę. Mam koleżankę która była na Erasmusie i jej świat nie wywrócił się do góry nogami, wiem że dużo imprezowała ale wróciła sama (w każdym tego słowa znaczeniu :lol: ) Po powrocie było widać że się zmieniła, ale nie została "zimną suką", związała się z chłopakiem którego poznała jeszcze przed wyjazdem i którego bardzo pragnęła. A koleżanka @Werka widocznie ma inny temperament i system wartości (dyskusja czy lepszy to już inny temat)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


  • Podobna zawartość

    • Przez Leasing-rolniczy
      Być może moderatorzy dokleją ten temat do już jakiegoś istniejącego a może dostrzegając jego potencjał zostawią w takiej formie:)
       
      Jako że mamy już temat jak poderwać Kobietę swojego życia, czyli jak zrobić ten pierwszy krok żeby: zauważyła nas, uznała za wartościowego, itd.
       
      Czas na kolejne porady szczęśliwców: sprawdzone sposoby aby zatrzymać swój Skarb przy sobie na wsi.
       
      Szczególnie zależy mi na opiniach tych szczęśliwców, którzy w opinii tych mniej szczęśliwych dokonali czegoś niemożliwego: (uwaga dla bardzo wrażliwych- w tym momencie specjalnie przejaskrawiam, żeby unaocznić o co mniej więcej mi chodzi) zatrzymali piękną i mądrą dziewczynę na zapadłej wsi w sytuacji gdy większość jej koleżanek już dawno wyjechała ku dalekiemu światu:)
       
      Pokażcie chłopaki że się da, tym niedowiarkom na pohybel, marzącym dla otuchy:)
    • Przez Amorim
      Witam
       
      Rok temu skończyłem studia na kierunku ochrona środowiska wydawał mi się to dobry kierunek po liceum i biol-chemie nie był zbyt trudny a ja byłem średnim uczniem. Tata prowadził gospodarstwo około 15 hektarów plus 10-14 krów. Jednak ja nigdy go nie słuchałem często sie z nim kłóciłem i nie chciałem iść do technikum na rolniczy kierunek tak jak mi radził... Poszedłem do liceum gdzie bardzo się męczyłem ale jakoś je skończyłem i dość dobrze zdałem maturę nie wystarczyło na weterynarie czy biotechnologie nie mówiąc o medycynie wiec wybrałem popularną ochronę środowiska. Studia przeszedłem bez większych problemów a ojciec który ma już 66 lat nie mógł sobie poradzić i gospodarstwo pod*padło. Teraz ja nie mam pracy i perspektyw (ponieważ ludzi po ochronie środowiska jest w brut) ani nie mogę przejąć gospodarstwa i starać się o premie młody rolnik... macie jakieś rady co w tej sytuacji robić ? spotkaliście się z takimi przypadkami gdzie ludzie po studiach wracali na wieś nie z wyboru a z przymusu ?
    • Przez mataysen1994
      Witam. !
       
      Na wstępie z góry przepraszam jeśli pomyliłem działy ( aczkolwiek ten wydał mi sie najodpowiedniejszy )
       
      Ale do rzeczy...
       
      Z racji iż moi rodzice pochodzą ze wsi, jestem szczęśliwym posiadaczem ok. 5h ziemi ( co prawda ostatnio była ona uprawiana za czasów komuny. i dawno na niej nic nie rosło oprócz samoistnie zasianych z pobliskiego lasu sosen itp, no ale ZIEMIA TO ZIEMIA ) Dlatego też ostatnio wpadłem na pomysł, iż może spróbuje swojego szczęścia i wezmę sie za "GOSPODARKĘ" no i tutaj właśnie rodzi sie moje pytanie, 
       
      CZY WARTO ??
       
      Musialbym, zaczynać kompletnie od podstaw, czyli zakup ciagnika ( myślałem nad poczciwym URSUSIE C-360 ) pług, kultywator, siewnik no i oczywiscie przyczepę, zdaje sobie sprawę że na początku musiałbym w cały ten interes "wtopić" sporo kasy, a moją jedyną szansą za jakikolwiek zarobek w tym fachu, byłaby sprzedaż tego zboża co zebrałem, ( bo raczej na żadne unijne dodatki nie miałbym co liczyć )
       
      Z góry dziękuje za odpowiedzi.
       
      Pozdrawiam.
    • Przez jestem_z_miasta
      Cześć, 
      mam nadzieję, że trafiłem w dobre miejsce. Odziedziczyłem 6 hektarów ziemi (2 łąki, 4 ziemi) łąki w 3 działkach, pola w 2 + budynki gospodarcze i maszyny. 
      I nie wiem co z tym zrobić. 
       
      Mieszkam w mieście 70km od wsi w której znajduje się ziemia. I raczej nie zostawię mojej pracy, bo po prostu ją lubię, a codziennie dojazdy nie wchodzą w grę. 
       
      Mielibyście jakieś porady, co mógłbym zrobić, aby zarabiać na tej ziemi i jednocześnie nie musieć tam pracować non - stop? Szukam czegoś, co pozwoli wyciągnąć z tego więcej niż na dzierżawie. 
       
      Mam nadzieję, że ktoś podrzuci jakieś fajne pomysły  
       
      dzięki!
×