Skocz do zawartości

Polecane posty

Wybrane dla Ciebie
jaro30    10

black 08-Jest takie powiedzenie( Przed ślubem posak duży du.a mała a po ślubie du.a duża a posak mały)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gofiaczek    74

Widzę, że coraz więcej anonsów się pojawia na forum :D

 

jaro30 chodzi o posag tak? hmm no wiesz nie koniecznie musi być przed ślubem :D pewnie facet to wymyślił: materialista i szowinista. :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty
Napisano (edytowany)

Jest też powiedzenie "Choćby koza biała - byle posag miała" , żarty żartami ale są prócz niego rzeczy tak cenne, że aż można rzec bezcenne ;).

Tak w ogóle zbliża się przedostatni week karnawału, Kocury! może coś upolujecie:P :P :P

Edytowano przez Profil usunięty

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
werka    0
Napisano (edytowany)

Przyglądam się temu wątkowi od dłuższego czasu, aż nie wytrzymałam i założyłam sobie konto :P

Tak się w moim życiu zdarzyło, że mój mężcyzna jest rolnikiem a ja do szpiku miejską dzieuchą :) Co prawda mój tata prowadzi gospodarstwo, ale mama zawsze pracowała w mieście i tam mnie podrzucała babci na przechowanie na 10 h dzennie, w mieście chodziłam do szkoły, miałam przyjaciół, więc w zasadzie o wsi i gospodarstwie wiem niewiele. Później wyjechałam na studia i byłam święcie przekonana, że wołami nikt mnie na wieś nigdy nie zaciągnie, mimo że jestem jedynaczką, to na dziedziczkę ojcowizny się nie nadaję. Jak kupiłam sobie mieszkanie, to tata uznał, że faktycznie nie żartuję i zaczął wszystko sprzedawać, bo teraz to on odpoczywać z mamą powinien, a nie setki hektarów obrabiać. A że życie, to podstępna i ironiczna besta, to pchnęło mnie w ramiona pewnego przystojnego gospodarza ;) I im dłużej ze sobą jesteśmy, tym ja bardziej zastanwiam się, czy to wszystko może się udać. Bo niby on wie, że ja mojej pracy nie rzucę za żadne skarby świata (a w przypadku zamieszkaniia u niego oznaczałoby to codzienne 80 km dojazdów w jedną stronę), moja praca wiąże się czasami z długimi delegacjami i raczej wiele pomocy to on ze mnie miał nie będzie. Zastanawia mnie tylko, czy jak rzeczywiście okaże się, że wychodzę z domu o 7 a wracam o 18, to czy wtedy zdania nie zmieni :P

I później pojawią się "delikatne sugestie", żebym może jednak z pracy zrezygnowała. Obawiam się tego, bo moja mama pół życia słyszała od rodziny taty, że mogłaby zająć się "czymś pożytecznym" (czytaj: pracą w gospodarstwie) a nie "po mieście latać", mimo, że to "latanie" dawało całkiem konkretną pensję co miesiąc.

 

Panowie, jak to jest, mając duże gospodarstwo, zgodzilibyście się, żeby żona realizowała się zawodowo, nawet jeżeli oznacza to, że nie ma jej cały dzień w domu albo jeździ w delegację na tydzień czy dwa?

Edytowano przez werka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

Po pierwsze witamy. :) Widać coraz więcej rolniczek wspiera "szpilki" na AF. ;)

 

To sprawa bardzo indywidualna, nie mniej jednak uważam, że jednak każdy farmer po pracy ceni sobie możliwość spędzenia wieczoru razem z małżonką. @werka co z dziećmi, bo jednak potomek szczególnie męski to marzenie każdej głowy rodziny farmerskiej? Ja osobiście nie chciałbym, aby żona ciężko pracowała w gosp., tym samym może nawet pracować poza gosp., byleby dbała o ognisko domowe.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaro    163

Strasznie mi się podobają pomysły typu "mąż na roli a żona z miasta na noc wraca" (albo i nie -delegacja ;) )-taaa oczywiście wiem że dzieci byleby zdrowe były itede :D .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ale tak już jest coraz częściej że kobiety tylko chodzą na zakupy, no i zajmują się swoim pieskiem :o I jeszcze mają za ciężko :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

@jaro jak powiedzmy gosp. nie ma zwierzaków to życie wiele nie różni się od małżeństwa posiadającego własną działalność gospodarczą...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

@werka głowa do góry jeśli nie potraficie żyć bez siebie (czyt. Kochacie się) to nic nie stanie na drodze do szczęścia jeśli o to zadbacie. Porozmawiaj z facetem, może przedstaw mu czarny scenariusz Twoich wieczornych powrotów i jakie mogłoby to mieć konsekwencje w codziennym życiu. Ty również przemyśl czy jesteś w stanie odnaleźć się w jego pracy na roli chociażby biernie ale jednak mentalnie będziesz z tym związana. Zapewne jednak skoro zależy Wam na sobie to nie będzie problemu z obopólną akceptacją ;). Zdanie rodziny to Ich zdanie, a tu liczy się Wasze. Faktycznie kwestia czy chcesz mieć dzieci :D :D ihihi. Jeszcze jedna myśl przyszła mi do głowy ale to już taka osobista…czy nie szkoda zdrowia na tak czasochłonną pracę?

 

Czerwone szpilki w avatarze:D, przymierzałam takowe w tym tygodniu, poezja :D:P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaro    163

@jaro jak powiedzmy gosp. nie ma zwierzaków to życie wiele nie różni się od małżeństwa posiadającego własną działalność gospodarczą...

Wiesz nie o to mi chodziło :D .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

@jaro brałem to pod uwagę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Automoderacja spowodowana brakiem działań administracji forum.

Edytowano przez gonzobonzobong

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

Pewnie, że życie jest brutalne i robi czasem nawet na złość, bez względu na to jak przykładowo każdy z Agrofotowiczów wypowiedziałby się to i tak najważniejsze będzie zdanie samego zainteresowanego co jest sprawą bardzo indywidualną gdyż nikt z Nas nie zna całej sytuacji dokładnie i raczej nie pozna ;). @gonzobonzobong zależy co kto uważa pod pojęciem miłości, które nie musi odnosić się tylko do romantycznego uczucia i wzdychania 18latków :D:P, bo jednak mając więcej lat można już nieco inaczej to odbierać i przekładać na szare, codzienne życie.

@werka mimo wszystko życzę powodzenia, przemyślanych i trafnych decyzji ;).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Automoderacja spowodowana brakiem działań administracji forum.

Edytowano przez gonzobonzobong

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

To teraz rozumiemy się ;):P. Fakt łatwo nie mieliby, brak czasu na życie prywatne też może przyczyniać się do sporów ale obierając optymistyczny scenariusz każde robiłoby to co lubi, prócz tego przez cały dzień zdążyliby chociaż zatęsknić za sobą:P, nie widząc się 24h/dobę mogliby bardziej doceniać czas dla siebie i go ciekawie wykorzystywać ;).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
werka    0

Ależ faux pass popełniłam, wyskoczyłam tutaj z moimi problemami, a przywitać to się zapomniało - witajcie :)

 

@Slońce: Slońce, dziękuję za słowa otuchy, mam nadzieję, że wszstko ułoży się po naszej myśli i z optymizmem patrzę w przyszłość :) z drugiej strony jednak wiem, że jest to związek "o podwyższonym ryzyku", więc dmucham na zimne, bo już raz rozstaliśmy się przez spory o to kto i ile w tym związku pracuje. Ale to chyba nie kwestia tego, że on jest rolnikiem, tylko dlatego, że mamy trochę inne wizje wspólnej przysłości a przez ewentualnym ślubem musimy znaleźć kompromos, inaczej nici z "żyli długo i szczęsliwie" ;)

Jeśli chodzi o moją pracę, to na pewno nie jest to praca do emerytury, bo tak się nie da. Nie zmieni to jednak faktu, że jest to praca moich marzeń i na dzień dzisiejszy nie chcialabym z niej rezygnować, zmniejszyć obciązenia pracą też się nie da, bo kryzys mamy i na moje miejsce stoi już kilku chętnych, którzy będą pracowali jeszcze więcej. Niestety zawodowe życie w korpo bywa brutalne.

Czerwone szpilki polecam, działają cuda we wszelkich negocjacjach, nie tylko w pracy! :D I wbrew pozorom są całkiem wygodne i da się w nich 12 h przy taśmie w korpo stać albo przetańczyć całą noca nie tylko stać i dobrze wyglądać :D

Z dziećmi to mamy pewien kłopot, bo ja nie jestem zupełnie przekonana do tego, czy będę chciała je mieć. Na dzień dzisiejszy - nie. Mój mężczyzna o tym wie, ale emigmatycznie odpowiada: "zobaczymy, jak się życie ułoży", a ja to wolałabym sama świadomie życie układać i decydować o tym czy dzieci mieć będziemy, czy nie.

 

@gonzobonzobong: Otóż to, od początku związku uczę mojego mężczyznę, żeby umiał lekko podchodzić do słów rodziny, sąsiadów i otoczenia ogólnie. Wiem, że jego rodzice nie są mną zachwyceni i woleliby dla jedynego syna innej kobiety u boku, ale cóż serce nie sługa. Do dzisiaj pamiętam moje "wejście smoka", kiedy to w czasie żniw wracałam ze szkolenia z Wawy i spontanicznie postanowiłam odwiedzić mojego mężczyznę. Umówiliśmy się u niego około 20, przyjechałam ale jego mama mówi mi, że coś się tam przedłużyło i on jeszcze w polu, jak chce to mam jechać. No to pojechałam. I pół wsi później gadało, że jakąś nienormalną dziewczynę ma, co to w w szpilkach, kiecce i w pełnym makijażu po ściernisku biega :D:P Mnie to rozbawiło do łez, bo ja jechałam z pracy i nie miałam gdzie i jak się przebrać, a on biedny się tym przejął, że takie rzeczy o jego dziewcynie mówią :P Ta sytuacja pokazuje tylko, że łatwość podchodzenia z dystansem do opinii otoczenia jest w takim związku niezwykle ważna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

@werka czy naprawdę jest sens kłócić się?..nie, dosłownie nie warto..ludzie wówczas tylko oddalają się od siebie, a później bardzo ciężko cokolwiek zmienić. Skoro Twój facet mimo, że jest rolnikiem i zdaje sobie sprawę, że Ty nie jesteś typową rolniczą jest z Tobą, to chyba mówi samo za siebie bardzo wiele ;). Inne wizje przyszłości można jakoś pogodzić tak aby właśnie każde z Was było szczęśliwe. Trzeba dogadać „złoty środek” :D.

W takich życiowych dylematach warto czasem zadać sobie pytanie: Czy wolę zrezygnować z kogoś czy może podjąć kompromisu i dać szansę być szczęśliwym/szczęśliwą ;)? Życzę powodzenia i trzymam kciuk ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Automoderacja spowodowana brakiem działań administracji forum.

Edytowano przez gonzobonzobong

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
werka    0
Napisano (edytowany)

@Slonce: Oczywiście, że nie warto, dlatego teraz staramy się raczej negocjować i dyskutować niż kłócić, bo tak jest po prostu efektywniej. Tym bardziej, że oby dwoje jesteśmy uparci, jak osły, więc jak już dojdzie do kłótni, to ciężko nas pogodzić :)

 

Weroniko z długa nogą ^^ A pewnaś że się kochacie, czy może jedno jest zauroczone a drugiemu jest wygodnie?

P.S. Jak już starasz się "uczyć" faceta, zważ moja droga że to bardzo ryzykowna gra, tak na dłuższą metę ;)

A i jeszcze jedno , LUDZIE SIĘ NIE ZMIENIAJĄ. Tzn. nieraz się może i zmieniają ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę. Jeżeli dojdziecie do wniosku że naprawdę chcecie być razem to lepiej się zaakceptujcie, "każdy ma jakiegoś gryzia co go moli". Uważam że lepiej się zaakceptować niż po 5 czy 15 latach wybuchnąć...

 

Cóż... pytanie bardzo trafne, niestety nie umiem na nie jasno i zdecydowanie odpowiedzieć. Jeśli ja miałabym być stroną, której jest wygodnie, to chyba jednak nie, bo to nie jest najprostszy związek w życiu i na pewno wygodniej byłoby mi z jakimś panem, co mieszka 2 dzielnice dalej, też jest korpo-szczurem i nawet mu nie musze tłumaczyć dlaczego jest tak a nie inaczej, bo on sam bierze udział w korpo-grze. No chyba, że jemu jest przy mnie wygodnie... Przyznam, nie myślałam o tym w ten sposób. Chociaż jak to mówi moj tata, on to musi Cię kochać, bo jaki porządny rolnik chciałby taką porąbaną, jak kapelusznik dziewuchę :P

 

Właśnie takiego wybuchu się boje, że za jakieś 10 lat któreś z nas wstanie rano i wyjdzie z tego związku/małżeństwa. Dlatego najpierw musimy z sobą pomieszkać przed ewentualnym ślubem i zobaczymy, czy możemy być razem, czy każde z nas powinno iść swoją drogą.

Edytowano przez werka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

@werka czyżby Twoja praca ma charakter "szczura korporacyjnego". Oczywiście upraszam o wielki dystans do tego stwierdzenia. :) Chrzestnego zięć pracuje w dużej korporacji i jako o pracowniku tak o sobie mówi, bo też dużo chętnych na stanowisko i spore wymagania. Jeżeli nogi z avatara są Twoje to tylko pozazdrościć temu, który może je podziwiać. :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaro    163

Hmm-chcesz iść na wieś i nie obdarzyć swego faceta potomkiem ?Oj cienko to widzę, cienko.Przy okazji-Twoja historia strasznie przypomina historię mojej znajomej aż zaczynam mieć podejrzenia co do tożsamości :D .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wiesmag    52

praca w korporacji-czy to jakiś większy prestiż,czy co?-bo nie rozumiem-praca jest pracą-czy to w biurze,czy we warsztacie,czy w oborze-jakaś ujma-po za tym:mgr.inż już od moich krówek obornik wyrzucał,i nie czuł się jakoś upokorzony.

czasami któryś z drobno-bogackich patrzy z góry np. na śmieciarza-niechby tylko śmieciarza zabrakło-to ten pierwszy patrzący z góry-czy by sobie poradził?

 

co do takiego związku jak opisuje werka-mnie to by nie pasowało-pracując w gospodarstwie pracujemy często razem,przez co jesteśmy ze sobą,gest,słowo czasem dużo znaczą-na odległość to nie to samo,telefon,nawet wypasiony też niedużo znaczy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Automoderacja spowodowana brakiem działań administracji forum.

Edytowano przez gonzobonzobong

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Michufarmer    21

wolałabym sama świadomie życie układać i decydować o tym czy dzieci mieć będziemy, czy nie.

Jak można samemu decydować czy małżeństwo będzie miało potomstwo? :blink: <_<

Ty możesz powiedzieć mężowi NIE chcę mieć dzieci a on ma Cie posłuchać. A jakbyś zareagowała gdyby to on postawił Ci warunek: "MUSISZ" urodzić mi dziecko? :blink:

Tak troszkę egoistycznie podeszłaś. Samemu decydować o czymś, kiedy małżeństwo to jedno?

Mimo wszystko życzę Wam powodzenia ;)

Czyli wychodzi na to, że praktycznie w związku facet ma g..no do powiedzenia.. :P

A wracając do powiedzonek odnośnie posagu to ja słyszałem coś takiego:

"Od dziedziczki ani wódki ani pi..ki"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Automoderacja spowodowana brakiem działań administracji forum.

Edytowano przez gonzobonzobong

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


  • Podobna zawartość

    • Przez Leasing-rolniczy
      Być może moderatorzy dokleją ten temat do już jakiegoś istniejącego a może dostrzegając jego potencjał zostawią w takiej formie:)
       
      Jako że mamy już temat jak poderwać Kobietę swojego życia, czyli jak zrobić ten pierwszy krok żeby: zauważyła nas, uznała za wartościowego, itd.
       
      Czas na kolejne porady szczęśliwców: sprawdzone sposoby aby zatrzymać swój Skarb przy sobie na wsi.
       
      Szczególnie zależy mi na opiniach tych szczęśliwców, którzy w opinii tych mniej szczęśliwych dokonali czegoś niemożliwego: (uwaga dla bardzo wrażliwych- w tym momencie specjalnie przejaskrawiam, żeby unaocznić o co mniej więcej mi chodzi) zatrzymali piękną i mądrą dziewczynę na zapadłej wsi w sytuacji gdy większość jej koleżanek już dawno wyjechała ku dalekiemu światu:)
       
      Pokażcie chłopaki że się da, tym niedowiarkom na pohybel, marzącym dla otuchy:)
    • Przez Amorim
      Witam
       
      Rok temu skończyłem studia na kierunku ochrona środowiska wydawał mi się to dobry kierunek po liceum i biol-chemie nie był zbyt trudny a ja byłem średnim uczniem. Tata prowadził gospodarstwo około 15 hektarów plus 10-14 krów. Jednak ja nigdy go nie słuchałem często sie z nim kłóciłem i nie chciałem iść do technikum na rolniczy kierunek tak jak mi radził... Poszedłem do liceum gdzie bardzo się męczyłem ale jakoś je skończyłem i dość dobrze zdałem maturę nie wystarczyło na weterynarie czy biotechnologie nie mówiąc o medycynie wiec wybrałem popularną ochronę środowiska. Studia przeszedłem bez większych problemów a ojciec który ma już 66 lat nie mógł sobie poradzić i gospodarstwo pod*padło. Teraz ja nie mam pracy i perspektyw (ponieważ ludzi po ochronie środowiska jest w brut) ani nie mogę przejąć gospodarstwa i starać się o premie młody rolnik... macie jakieś rady co w tej sytuacji robić ? spotkaliście się z takimi przypadkami gdzie ludzie po studiach wracali na wieś nie z wyboru a z przymusu ?
    • Przez mataysen1994
      Witam. !
       
      Na wstępie z góry przepraszam jeśli pomyliłem działy ( aczkolwiek ten wydał mi sie najodpowiedniejszy )
       
      Ale do rzeczy...
       
      Z racji iż moi rodzice pochodzą ze wsi, jestem szczęśliwym posiadaczem ok. 5h ziemi ( co prawda ostatnio była ona uprawiana za czasów komuny. i dawno na niej nic nie rosło oprócz samoistnie zasianych z pobliskiego lasu sosen itp, no ale ZIEMIA TO ZIEMIA ) Dlatego też ostatnio wpadłem na pomysł, iż może spróbuje swojego szczęścia i wezmę sie za "GOSPODARKĘ" no i tutaj właśnie rodzi sie moje pytanie, 
       
      CZY WARTO ??
       
      Musialbym, zaczynać kompletnie od podstaw, czyli zakup ciagnika ( myślałem nad poczciwym URSUSIE C-360 ) pług, kultywator, siewnik no i oczywiscie przyczepę, zdaje sobie sprawę że na początku musiałbym w cały ten interes "wtopić" sporo kasy, a moją jedyną szansą za jakikolwiek zarobek w tym fachu, byłaby sprzedaż tego zboża co zebrałem, ( bo raczej na żadne unijne dodatki nie miałbym co liczyć )
       
      Z góry dziękuje za odpowiedzi.
       
      Pozdrawiam.
    • Przez jestem_z_miasta
      Cześć, 
      mam nadzieję, że trafiłem w dobre miejsce. Odziedziczyłem 6 hektarów ziemi (2 łąki, 4 ziemi) łąki w 3 działkach, pola w 2 + budynki gospodarcze i maszyny. 
      I nie wiem co z tym zrobić. 
       
      Mieszkam w mieście 70km od wsi w której znajduje się ziemia. I raczej nie zostawię mojej pracy, bo po prostu ją lubię, a codziennie dojazdy nie wchodzą w grę. 
       
      Mielibyście jakieś porady, co mógłbym zrobić, aby zarabiać na tej ziemi i jednocześnie nie musieć tam pracować non - stop? Szukam czegoś, co pozwoli wyciągnąć z tego więcej niż na dzierżawie. 
       
      Mam nadzieję, że ktoś podrzuci jakieś fajne pomysły  
       
      dzięki!
×