Skocz do zawartości

Polecane posty

Ywa    514

Spotkałam ostatnio po latach przyjaciółkę z liceum i to w szatni, jako że akurat dowiedziałyśmy się, że chodzimy do tej samej szkoły na treningi karate... :P tylko różnie w różne  miejsca.

Odeszła od męża latem. Oboje wykształceni z dobrą pracą. Ona pracuje z dziećmi m.in.autystycznymi, jest cudowną, przepiękną, prorodzinną kobietą, z którą można na wiele inteligentnych tematów porozmawiać.

Okazało się, że popalał marihuanę coraz częściej....wyostrzyły mu się różne paranoje, np. kazał i liczył czas jak szybko potrafią spakować, gdyby stała się jakaś katastrofa; nazywał ją dziwką jak np. ubrała szpilki, dekolt; wszelkie kredyty były na nią, kupiła dla nich latem wakacje, to wieczorami siedział na fb, do koleżanek mówił skarbie i in. miłe rzeczy, do niej nie, bo twierdził, że z nią jest tak normalnie..to oczywiście nic innego jak podbudowywanie swoje ego; ich synek 6 letni powiedział, że jak jej nie było, to przyduszał jego głowę do poduszki, o czym nie wiedziała; pomagała mu nawet swą pracę na studiach pisać.

 

To nuda małżeńska czy zbyt idealnie?

Czy to taka moda dzisiejsza propagowanie "wolności" i balansowanie na krawędzi?

Czy w tej sytuacji zdecydować na terapię małżeńską?

Tkwiąc wewnątrz, w takim układzie nie dostrzega się patologii, ciężko relatywnie ocenić sytuację, dopiero kiedy w końcu odważy się wyjść, choć to bardzo trudne....to z boku patrzy się inaczej, widząc jaki człowiek był ślepy, że akceptował taką relację małżeńską.

Edytowano przez Ywa

Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MasterRoj    81

jest problem zapewne narastający od dawna tylko co teraz ponarzekały na męża i każdy w swoja stronę a problem zostanie

Nadzieja umiera ostatnia

 

 

jak się szuka fachowca do remontu czy coś naprawić w domu czy samochodzie to potrafimy szukać pytać

a jak problem w małżeństwie to jesteśmy bezradni. Też trzeba szukać i pytać jak nie ten to inny fachowiec z poradni tylko trzeba chęci.

 

W razie W w małżeństwie to pozostaje jeszcze sąd i podział majątku i opieki nad dzieckiem a po związku zostać możemy z niczym.

Edytowano przez MasterRoj

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
staszek131415    2141

Spotkałam ostatnio po latach przyjaciółkę z liceum i to w szatni, jako że akurat dowiedziałyśmy się, że chodzimy do tej samej szkoły na treningi karate... :P tylko różnie w różne  miejsca.

Odeszła od męża latem. Oboje wykształceni z dobrą pracą. Ona pracuje z dziećmi m.in.autystycznymi, jest cudowną, przepiękną, prorodzinną kobietą, z którą można na wiele inteligentnych tematów porozmawiać.

Okazało się, że popalał marihuanę coraz częściej....wyostrzyły mu się różne paranoje, np. kazał i liczył czas jak szybko potrafią spakować, gdyby stała się jakaś katastrofa; nazywał ją dziwką jak np. ubrała szpilki, dekolt; wszelkie kredyty były na nią, kupiła dla nich latem wakacje, to wieczorami siedział na fb, do koleżanek mówił skarbie i in. miłe rzeczy, do niej nie, bo twierdził, że z nią jest tak normalnie..to oczywiście nic innego jak podbudowywanie swoje ego; ich synek 6 letni powiedział, że jak jej nie było, to przyduszał jego głowę do poduszki, o czym nie wiedziała; pomagała mu nawet swą pracę na studiach pisać.

 

To nuda małżeńska czy zbyt idealnie?

Czy to taka moda dzisiejsza propagowanie "wolności" i balansowanie na krawędzi?

Czy w tej sytuacji zdecydować na terapię małżeńską?

Tkwiąc wewnątrz, w takim układzie nie dostrzega się patologii, ciężko relatywnie ocenić sytuację, dopiero kiedy w końcu odważy się wyjść, choć to bardzo trudne....to z boku patrzy się inaczej, widząc jaki człowiek był ślepy, że akceptował taką relację małżeńską.

 

Widzisz Ty już oceniłaś go po jej słowach wydałaś wyrok  a wypadało by wysłuchać najpierw drugiej strony no ale to taka kobieca B) solidarność

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
miglanc88    110

I przez to że sobie popalał rozpadło się ich małżeństwo. .hyyy wątpię. Po prostu ten typ z natury ma naje. ..ane we łbie. Skoro ona chodzi na karate, to nie mogła mu zwyczajnie wpier. .ić?A potem co, rano palcem po grozić dla przypomnienia kto w tym związku ma jaja jak king-kong?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ansja    351

Slucha sie zawsze obu stron wersji zdarzen,nie tylko jednej.Przewaznie jedno mowi zle na drugie by sie wybronic a jaka jest prawda nikt nie wie,bo nie przebywa tam na codzien wiec po co trzymac ktorego kolwiek strone.A ta dzwieczyna czy byla bez winy calkiem?

Czasem jezeli nie pomaga rozmowa to tylko zostaja pięści,by pozniej mogl sie chwalic kumplom w barze,ze zona go leje...)
Zrobilabym sobie z takiego meza swietny worek treningowy ha ha

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MasterRoj    81

Bezlitosna jesteś :D

Tu nie miejsce na rozwiązywanie problemów małżeńskich jedynie możemy przyjąć do wiadomości.

Patrząc przez pryzmat problemów można by sądzić ze wszędzie tak jest, podobnie lekarz widząc cały dzień pacjętów mógłby stwierdzić że wszyscy są chorzy. :)

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
grzegorzk4    60

Ło matko co tu się wyprawia, Aniu ja wiem że Ty nasza i baba od gór to ma charakter i do bitki pierwsza, ale żeby z chłopa odrazu worek treningowy robić.

Męża trzeba kochać to i on będzie Ciebie kochał :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Sean    338

 

Czasem jezeli nie pomaga rozmowa to tylko zostaja pięści,by pozniej mogl sie chwalic kumplom w barze,ze zona go leje...)

Zrobilabym sobie z takiego meza swietny worek treningowy ha ha

Kij ma zawsze dwa końce Aniu  :)   Nie każdy facet zaraz dałby się pobić żonie, i nieważne co tam trenuje.    :)  Także zostańmy lepiej jednak przy rozmowie.    :P    :)


Czasami człowiek sądzi że ujrzał już dno ludzkiej głupoty,     :) 

ale spotyka kogoś, dzięki komu dowiaduje się,

że ta studnia jednak nie ma dna.      ;) 

 

                                                                          STEPHEN KING

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ansja    351

Jasne,ze tak pierw bez konfliktow.
Grzes masz racje dziewczyny z gor to charakterne sa wiec na taka lachmende sposob zawsze sie znajdzie.

Mi sie marzy by na pierwsza randke chlopak po mnie przyjechal kradzionym koniem i wozem drabiniastym ha ha

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Sean    338

No to raczej byłaby pierwsza i ostatnia randka, bo zamiast przed ołtarz, to narzeczony trafiłby przed wymiar sprawiedliwości, no ładnie byś wkopała gościa.    :P    :)

Edytowano przez Sean

Czasami człowiek sądzi że ujrzał już dno ludzkiej głupoty,     :) 

ale spotyka kogoś, dzięki komu dowiaduje się,

że ta studnia jednak nie ma dna.      ;) 

 

                                                                          STEPHEN KING

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ansja    351

Tylko konia teraz na wsi brak to ciezko by ukrasc chyba,ze sie wysili i wezmie sie za tego mechanicznego a to juz glosny jest i gdyby z plugiem byl i asfalt zaczął orac to by juz nigdy na ta randke nie dotarl.:-D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MasterRoj    81

Bedzie potem jak w filmie ze coś ta nowoczesność na moje pole wjechała
A sa tacy co z wrażenia i asfalt poorali

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Sean    338

jaki asfalt, on to by łąke orał tym koniem mechanicznym :)

 

Po co używać mechanicznego?     :)    a własny będzie "rozrabiał w stajni"    :P   :D

 


Czasami człowiek sądzi że ujrzał już dno ludzkiej głupoty,     :) 

ale spotyka kogoś, dzięki komu dowiaduje się,

że ta studnia jednak nie ma dna.      ;) 

 

                                                                          STEPHEN KING

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ansja    351

Skad w ludziach bierze sie msciwosc,zawisc,chec gorowania siebie a innych traktuje sie ponizajaco,zaslepienie w swoim idalizmie?

 

Niektorzy maja wiecej msciwosci i zawisci niz inni przez to,ze poniesli kleske i nie moga sie z wlasna porazka pogodzic.A ostatnio takie zachowanie mnie spotkalo,przez osobe ktora  ma zabuzone wlasne wartosci i ma srednie ich poczucie.Rozne sa konflikty i poglady,lecz zycie w przekonaniu,ze zemsta oparta na klamstwie jest dobrym rozwiazaniem prowadzi do szkodzenia samemu sobie,bo wszyscy sie od tej osoby odwroca i zostanie sama z wlasnym egoizmem i zarozumialoscia.

Powiem tak od siebie,ze rozpowszechnianie o kims roznych informacji nieprawdziwych tylko w celu zemsty swiadczy zle wylacznie o tej osobie,madrzy ludzie w takie rzeczy i tak nie uwierza i nie zmienia juz swojego nastawienia do kogos im znanego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
grego    218

I przez to że sobie popalał rozpadło się ich małżeństwo. .hyyy wątpię. Po prostu ten typ z natury ma naje. ..ane we łbie. Skoro ona chodzi na karate, to nie mogła mu zwyczajnie wpier. .ić?A potem co, rano palcem po grozić dla przypomnienia kto w tym związku ma jaja jak king-kong?

 

Ależ Ty masz wybitnie prosty tok myślenia i osądzania ludzi, już zresztą nie pierwszy raz... Poza tym z Twojej wypowiedzi wynika, że palenie maryśki to w zasadzie nic złego.... :blink:. A nie przyszło CI do głowy, że to ona mogła mu zryć beret? Juz nawet nie chcę mówić, że to zakrawa prostactwem, "zwyczajnie mu wpie...ić", to Twój jedyny sposób rozwiązywania problemów? ehh no dobra. Jakby miał z natury naje... we łbie to by chyba od początku tak robił? Nie uważasz? A oczy widziały co brały... Jeśli coś mu dobiło z czasem to jednak jakieś przyczyny najczęściej temu towarzyszą, mało kto od tak sobie sięga po używki szczególnie maryśkę, to nigdy nie jest takie proste jakby Ci sie wydawało i nie zawsze wina lezy po jednej stronie...

Edytowano przez grego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ywa    514

Ją pamiętam zawsze jako osobę, od której bije ciepło.....kiedyś godzinami mogłyśmy rozmawiać o książkach i filozofii.

Go poznałam i widziałam raz 5 lat temu, wrażenie grzeczny, ułożony, zadbany, nawet podwoził mnie.

 Z jednostronnej relacji opowiadam...ona wiedziała, że popalał weekendami niby nic, ale nie w domu, potem okazało się codziennie w piwnicy.....czyli poznając kogoś powinno postawić się ultimatum, albo maryśka albo koniec? Nie można akceptować niby pojedynczych wybryków a potem ukrywania się po piwnicach.

On jej stawiał ultimatum i miała wybierać, kto jest dla niej ważniejszy dziecko czy on?

A któż chciałby czuć się w związku źle, traktowany poniżająco?

 

Mam inną koleżankę 42 lata, cudowna, wesoła, zazdroszczę jej optymizmu i energii. W szpilkach na rowerku śmiga przez miasto i do pracy w biurze. Jej mąż to jakiś wyższy urzędas.  Zdradzał ją i odszedł w tym roku. Ona z 3 dzieci została(12 letnie, i bliźniaczki 18stki), w mieszkaniu z kredytem we frankach.

Robiła 3 obiady( dla męża i dzieci), bo każde lubiło co innego....uwielbia gotować. Miała zwyczaj całowania na pożegnanie i powitanie męża, ostatni raz odwrócił się niby sięgając po teczkę, byle pominąć ten rytuał. Przed innymi niby chwalił się, że żona robi dla niego to i owo. Przy znajomych żenująco wywyższał się co to nie on i koleżanki podrywał. Ona spędzała z dziećmi czas na rowerach, rolkach i in., a on na kanapie w domu z pilotem.

W czerwcu jeszcze wyglądała tragicznie zmarniała. Jednakże w lipcu poznała kogoś z drugiego krańca Polski, bodajże Wieliczki, on rozwodnik(również w domu musiał zasuwać na byłą żonę, obiadki, porządki domowe itd). Promienieje szczęściem, nie poznaję jej, jakby odmłodniała. Nad morzem zrobili sobie cudowny piknik na kocyku, nawet z kryształowymi lampkami do wina itp. Potem byli w górach we wrześniu. Nigdy nie czuła, że można z partnerem  tak dobrze się rozumieć. Marzy jej się agroturystyka w górach...razem się rozglądają i  dla tego szczęścia może zmienić miejsce zamieszkania. Nigdy nie jest za późno. Oglądałam przepiękne fotografie ich w telefonie. To cud, że można tak szybko odnaleźć szczęście.

Ostatnio kochanka jej męża/są w trakcie rozwodu/ dzwoniła do jej 12 letniego synka, że tata leży w szpitalu, miał lekki zawał....sam nie miał odwagi zadzwonić....to smutne i dla dziecka ciężkie, ale ten 12 letni chłopiec czuje odpowiedzialność teraz. Z kolei dziecko  kochanki mówi na nowego partnera mamy  misiu.

Gdyby ją przeprosił....mówiła, ze może byłaby mu w stanie wybaczyć, po odkryciu tego...teraz już za późno..

 

Edytowano przez Ywa

Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
grego    218

Nie bardzo rozumie tą Twoją pierwszą część wypowiedzi. Poznając go niby wiedziała, że lubi sobie popalić i akceptowała to? A nie wiedziała, że marycha lasuje mózg i będzie tylko gorzej?. No sorki, ale dobierając się w pary dokonujemy obustronnych wyborów, a w sumie to nawet bardziej kobieta dokonuje ostatecznego wyboru..., facet najcześciej tylko adoruje. Niestety kobiety często naiwnie wierzą, że akurat dla nich się zmieni.

 

S

Podstawowa zasada nigdy nie wybaczać zdrad czy podobnych wybryków, bo to tylko oszukiwanie samego siebie, kop w tyłek, krzyż na drogę i do widzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
yacenty    592

Zwracam uwagę na prywatne wycieczki i prowokowanie do kłótni.

Od teraz każda takie zachowanie skutkuje banem na 30 dni.


Pozdrawiam YacentY
Drogi użytkowniku - zapamiętaj sobie, nie ponoszę odpowiedzialności za posty innych użytkowników serwisu - odpowiadam tylko za siebie!!!

Blog o uprawie roślin na Dolnym Śląsku - Nasze uprawy - AgroFoto.pl
My agri pictrues

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ywa    514

Napisałeś to prawie pod moim postem, więc czuję się winna. Przyjmuję bana dobrowolnie.

Prowokować lubię do rozmowy, do różnych ciekawych przemyśleń innych osób.

Jeśli z tego wyniknie kłótnia, to zależy od osób. Nie dam się.

 


Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
staszek131415    2141

Ją pamiętam zawsze jako osobę, od której bije ciepło.....kiedyś godzinami mogłyśmy rozmawiać o książkach i filozofii.

Go poznałam i widziałam raz 5 lat temu, wrażenie grzeczny, ułożony, zadbany, nawet podwoził mnie.

 Z jednostronnej relacji opowiadam...ona wiedziała, że popalał weekendami niby nic, ale nie w domu, potem okazało się codziennie w piwnicy.....czyli poznając kogoś powinno postawić się ultimatum, albo maryśka albo koniec? Nie można akceptować niby pojedynczych wybryków a potem ukrywania się po piwnicach.

On jej stawiał ultimatum i miała wybierać, kto jest dla niej ważniejszy dziecko czy on?

A któż chciałby czuć się w związku źle, traktowany poniżająco?

 

Mam inną koleżankę 42 lata, cudowna, wesoła, zazdroszczę jej optymizmu i energii. W szpilkach na rowerku śmiga przez miasto i do pracy w biurze. Jej mąż to jakiś wyższy urzędas.  Zdradzał ją i odszedł w tym roku. Ona z 3 dzieci została(12 letnie, i bliźniaczki 18stki), w mieszkaniu z kredytem we frankach.

Robiła 3 obiady( dla męża i dzieci), bo każde lubiło co innego....uwielbia gotować. Miała zwyczaj całowania na pożegnanie i powitanie męża, ostatni raz odwrócił się niby sięgając po teczkę, byle pominąć ten rytuał. Przed innymi niby chwalił się, że żona robi dla niego to i owo. Przy znajomych żenująco wywyższał się co to nie on i koleżanki podrywał. Ona spędzała z dziećmi czas na rowerach, rolkach i in., a on na kanapie w domu z pilotem.

W czerwcu jeszcze wyglądała tragicznie zmarniała. Jednakże w lipcu poznała kogoś z drugiego krańca Polski, bodajże Wieliczki, on rozwodnik(również w domu musiał zasuwać na byłą żonę, obiadki, porządki domowe itd). Promienieje szczęściem, nie poznaję jej, jakby odmłodniała. Nad morzem zrobili sobie cudowny piknik na kocyku, nawet z kryształowymi lampkami do wina itp. Potem byli w górach we wrześniu. Nigdy nie czuła, że można z partnerem  tak dobrze się rozumieć. Marzy jej się agroturystyka w górach...razem się rozglądają i  dla tego szczęścia może zmienić miejsce zamieszkania. Nigdy nie jest za późno. Oglądałam przepiękne fotografie ich w telefonie. To cud, że można tak szybko odnaleźć szczęście.

Ostatnio kochanka jej męża/są w trakcie rozwodu/ dzwoniła do jej 12 letniego synka, że tata leży w szpitalu, miał lekki zawał....sam nie miał odwagi zadzwonić....to smutne i dla dziecka ciężkie, ale ten 12 letni chłopiec czuje odpowiedzialność teraz. Z kolei dziecko  kochanki mówi na nowego partnera mamy  misiu.

Gdyby ją przeprosił....mówiła, ze może byłaby mu w stanie wybaczyć, po odkryciu tego...teraz już za późno..

 

No proszę Cię w lipcu poznała i doskonale się rozumieją......kobiety jednak są naiwne początki pierwszego związku pewnie były takie same

Z kimś kogo znaz4 miesiące planować wspólny biznes no pogratulować lekkomyślności

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


  • Podobna zawartość

    • Przez Leasing-rolniczy
      Być może moderatorzy dokleją ten temat do już jakiegoś istniejącego a może dostrzegając jego potencjał zostawią w takiej formie:)
       
      Jako że mamy już temat jak poderwać Kobietę swojego życia, czyli jak zrobić ten pierwszy krok żeby: zauważyła nas, uznała za wartościowego, itd.
       
      Czas na kolejne porady szczęśliwców: sprawdzone sposoby aby zatrzymać swój Skarb przy sobie na wsi.
       
      Szczególnie zależy mi na opiniach tych szczęśliwców, którzy w opinii tych mniej szczęśliwych dokonali czegoś niemożliwego: (uwaga dla bardzo wrażliwych- w tym momencie specjalnie przejaskrawiam, żeby unaocznić o co mniej więcej mi chodzi) zatrzymali piękną i mądrą dziewczynę na zapadłej wsi w sytuacji gdy większość jej koleżanek już dawno wyjechała ku dalekiemu światu:)
       
      Pokażcie chłopaki że się da, tym niedowiarkom na pohybel, marzącym dla otuchy:)
    • Przez Amorim
      Witam
       
      Rok temu skończyłem studia na kierunku ochrona środowiska wydawał mi się to dobry kierunek po liceum i biol-chemie nie był zbyt trudny a ja byłem średnim uczniem. Tata prowadził gospodarstwo około 15 hektarów plus 10-14 krów. Jednak ja nigdy go nie słuchałem często sie z nim kłóciłem i nie chciałem iść do technikum na rolniczy kierunek tak jak mi radził... Poszedłem do liceum gdzie bardzo się męczyłem ale jakoś je skończyłem i dość dobrze zdałem maturę nie wystarczyło na weterynarie czy biotechnologie nie mówiąc o medycynie wiec wybrałem popularną ochronę środowiska. Studia przeszedłem bez większych problemów a ojciec który ma już 66 lat nie mógł sobie poradzić i gospodarstwo pod*padło. Teraz ja nie mam pracy i perspektyw (ponieważ ludzi po ochronie środowiska jest w brut) ani nie mogę przejąć gospodarstwa i starać się o premie młody rolnik... macie jakieś rady co w tej sytuacji robić ? spotkaliście się z takimi przypadkami gdzie ludzie po studiach wracali na wieś nie z wyboru a z przymusu ?
    • Przez mataysen1994
      Witam. !
       
      Na wstępie z góry przepraszam jeśli pomyliłem działy ( aczkolwiek ten wydał mi sie najodpowiedniejszy )
       
      Ale do rzeczy...
       
      Z racji iż moi rodzice pochodzą ze wsi, jestem szczęśliwym posiadaczem ok. 5h ziemi ( co prawda ostatnio była ona uprawiana za czasów komuny. i dawno na niej nic nie rosło oprócz samoistnie zasianych z pobliskiego lasu sosen itp, no ale ZIEMIA TO ZIEMIA ) Dlatego też ostatnio wpadłem na pomysł, iż może spróbuje swojego szczęścia i wezmę sie za "GOSPODARKĘ" no i tutaj właśnie rodzi sie moje pytanie, 
       
      CZY WARTO ??
       
      Musialbym, zaczynać kompletnie od podstaw, czyli zakup ciagnika ( myślałem nad poczciwym URSUSIE C-360 ) pług, kultywator, siewnik no i oczywiscie przyczepę, zdaje sobie sprawę że na początku musiałbym w cały ten interes "wtopić" sporo kasy, a moją jedyną szansą za jakikolwiek zarobek w tym fachu, byłaby sprzedaż tego zboża co zebrałem, ( bo raczej na żadne unijne dodatki nie miałbym co liczyć )
       
      Z góry dziękuje za odpowiedzi.
       
      Pozdrawiam.
    • Przez jestem_z_miasta
      Cześć, 
      mam nadzieję, że trafiłem w dobre miejsce. Odziedziczyłem 6 hektarów ziemi (2 łąki, 4 ziemi) łąki w 3 działkach, pola w 2 + budynki gospodarcze i maszyny. 
      I nie wiem co z tym zrobić. 
       
      Mieszkam w mieście 70km od wsi w której znajduje się ziemia. I raczej nie zostawię mojej pracy, bo po prostu ją lubię, a codziennie dojazdy nie wchodzą w grę. 
       
      Mielibyście jakieś porady, co mógłbym zrobić, aby zarabiać na tej ziemi i jednocześnie nie musieć tam pracować non - stop? Szukam czegoś, co pozwoli wyciągnąć z tego więcej niż na dzierżawie. 
       
      Mam nadzieję, że ktoś podrzuci jakieś fajne pomysły  
       
      dzięki!
×