Skocz do zawartości
thug

składka zdrowotna rolników od lutego 2012

Polecane posty

Buchaj007    0

podam Ci teraz inny przypadek.

Jest sobie ktoś kto ma 50-58 lat. Ma te 20-40ha. Z PROWu wiele nie weźmie bo niby sporo lat albo już na rencie i nie przyznają bo nie można być na rencie. Sprzedać ziemi nie sprzeda bo jak KRUS się dowie to pozbawi renty (tak się dzieje w tym kraju). Zostawi więc sobie taki rolnik te 4-6ha a resztę przepisze na syna czy córkę który wezmie MR i coś urwie z MGR i będzie gospodarzył sobie.

Powiedzcie teraz co ma zrobić ten człowiek w wieku 58lat starający się o rentę rolniczą gdyby nagle okazało się że rolnikiem jest ten kto ma minimum 10ha?

 

Problem jest głębszy, sami przyznacie. Pytanie jak pozbyć się cwaniaczków o których piszecie nie czyniąc szkody ludziom starszym.

Tak problem jest głębszy i wynika z tego ze dotychczas wszystkie opcje polityczne do tej pory olewały rolnictwo... Racja, nie można pozbawiać 58 latka jedynego źródła utrzymania....nie można tak samo dalej tkwić w patologi pseudo rolników bo nigdy z tego bagna nie wyjdziemy. Tak samo nie można mówić ze do tych 10-20 hektarowych wszyscy muszą dopłacać...bo niby dlaczego...masz mniej ha masz mniej pracy, masz mniej kasy....chcesz więcej to dokup ziemi. Tym 100-200ha nikt ziemi za darmo nie dał... muszą więcej pracować i zazwyczaj mają sporo kredytów...

Receptą na rozwiązanie problemu z pseudo rolnikami to to by podnieść minimalna wielkość gospodarstw , tak by były samowystarczalne, aby nikt do nich nie musiał dotować (np 30-40 ha)...Ziemie na ten cel można pozyskać z państwowych zasobów... Oczywiście nie powinno odbywać to sie z dnia na dzień ale w rozsądnym czasie np. 10 lat. Przez ten okres starzy rolnicy osiągnęli by wiek emerytalni, natomiast młodzi wiedzieli by na czym stoją...zdecydowali by czy sprzedają ziemie i idą w działalność pozarolniczą czy rozwijają swoje gospodarstwa. Tylko że u nas żadna partia nie ma strategii rozwoju polskiego rolnictwa i wszyscy działają na zasadzie "pali sie!!!! idziemy kopać studnie..."

 

Spróbuj to wytłumaczyć rolnikowi na pewno tak zrobi a co najmniej pół mln gospodarstw powinno tak zrobić...

wiadomo ze nie powinno sie na starość przesadzać drzew...więc przekwalifikować takiego starego rolnika jest trudno...ale tez nie można dalej generować następnych pokoleń starych rolników czekających na emerytury... Tym starym powinno sie pozwolić dotrwać do emeryturki a młodym powiedzieć albo sie rozwijają albo niech zmieniają zawód. (Tylko by było jasne państwo powinno stworzyć takie warunki aby Ci młodzi mogli sie rozwijać (np wydzielić odpowiednią ilość z państwowej ziemi na powiększenie gospodarstw, rozłożyć to na raty itp)

 

 

Ty też dostałeś 20 euro więcej do hektara dodatkowo konkretny kurs euro 4,41 dostałeś więcej to niech oni też dostaną... Zadłużony bo musi może dorzucić 15 mld do KRUS, trochę straci na akcyzie za paliwo, dodatkowo kilka mld na dopłaty bezpośrednie... Kolego każdy z nas ja czy ty generuje dług więc nie życz złego co tobie nie miłe... Pozdrawiam

 

 

Czytam twój post i zastanawiam się czy ty wiesz o czym piszesz....Jak można przyrównać dług publiczny z dopłatami z UE....rolnicy mogą ich nie brać...tylko że i tak zapłacimy taka samą stawkę członkowską...wiec to w interesie państwa jest to aby w 100% wykorzystywać dopłaty z Unii... Dzięki temu państwo sie bogaci...bo rolnik ma więcej kasy zrobi większe inwestycje, a te sa obłożone podatkami... ponadto jak rolnik kupuje maszynę zarabia dealer (który tez płaci podatki) fabryka która produkuje itd. a wiec spora część tych dopłat trafia do budżetu...

 

Co do podwyżek należą się one jedynie osobom które ciężko pracowały i uzyskują dobre wyniki...Tymczasem nasze królewięta (politycy) ani specjalnie się nie przepracowały a i mają mizerne wyniki...bo co róz to jakaś afera, a to dziurawy budżet a to drogi na euro nie będzie a to bałagan na kolei czy w służbie zdrowia... hmmm więc im zamiast nagrody należy się zwolnienie dyscyplinarne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

Ufff. Dalekie wycieczki zrobiliście w tym temacie. To może trochę porządku.

1. Stan rolnictwa w Polsce jest "zastany". Małych gospodarstw jest przewaga i wielu ludzi (znaczna ich część jest w drugiej połowie życia) utrzymuje się z tego kawałka ziemi. To bardziej wegetacja niż życie. Ale to ma tę zaletę, że choć nie są produktywni, to suma sumarum nie obciążają za bardzo budżetu państwa. Gdyby nagle walnąć w nich podatkami, zmusić do sprzedania gospodarstwa, staną w kolejce po zasiłek. W sumie bardziej się opłaca utrzymać wobec nich stan obecny. Niestety jest to kompromis, który musi trwać jeszcze jakiś czas, bo nie można w cywilizowanym w końcu państwie zastosować "rozwiązania ostatecznego".

2. Aby nie dopuścić do trwania sytuacji kolejnych pokoleń "jednohektarowców" konieczne jest wprowadzenie klasycznego systemu rozliczeń. Czyli, że uprawa roli to jest działalność gospodarcza, a zatem podlega zasadom ogólnym. Moim zdaniem nie może tu być mowy o wyznaczaniu jakiejkolwiek granicy wielkości gospodarstwa, powinien się liczyć tylko i wyłącznie przychód z jego prowadzenia. Zasady opodatkowania również ogólne - jesteś mały wybierasz ryczałt, jesteś większy i jesteś na VAT prowadzisz normalna księgowość itd. Zwolnień nie ma, niezależnie od tego, ile tej ziemi jest i czy jej uprawa odbywa sie siłami własnymi, czy też dzierżawcy. Dzierżawa to też działalność. Wyłączenia dotyczą tylko tych, którzy maja kawałek ziemi na własne potrzeby (taki "ogródek") lub maja ziemię lecz jest ona nieuprawiana, co jest potwierdzone deklaracją o wyłączeniu areału z uprawy (podobnie jak zawieszenie klasycznej działalności gospodarczej). Takie rozwiązanie natychmiast eliminuje cwaniaczków, którym ziemia potrzebna jest do płacenia niższych składek.

3. Wysokośc składki zdrowotnej powinna być stała. Dla ochrony osób, o których mowa powyżej (punkt 1) konieczna będzie składka płacona przez państwo. Uważam tak, bo ciągnie się za nami od dziesięcioleci problem wyceny ochrony zdrowia. Nikt nie chce powiedzieć otwarcie, że pełnej ochrony zdrowia swoim obywatelom nie jest w stanie zapewnić żadne państwo. Historia pokazuje, że płacenie składek w zamian za taka ochrone powoduje, że tracimy z oczu związek przyczynowo-skutkowy. Myślimy tak - skoro płacę to wymagam i wszystko ma być na najwyższym poziomie, szybko i kiedy tylko chcę. Ale nie myślimy, że wpłacone składki nie chroniły tylko nas, ale również wielu innych. My nie mamy nad tymi pieniędzmi kontroli osobiście, są więc one niejako niczyje, wrzucone do wielkiego wora. Tam marnotrawi się je w niewydolnym, skorumpowanym i zbiurokratyzowanym systemie. To relikt komuny. Trzeba więc uznać, że za składki powinniśmy otrzymać pewien pakiet usług podstawowych (wyceniony, opisany i pod naszą kontrolą ile już wykorzystaliśmy), za pozostałe leczenie powinniśmy zapłacic bezpośrednio, gotówką albo pieniędzmi pochodzącymi z indywidualnych ubezpieczeń. Kto chce ten się ubezpiecza, kto inny ma prawo uznać, że jest nieśmiertelny. Ale nie ma potem darcia mordy, że ja jestem chory więc należy mi się wszystko za darmo.

4. Ten sam bałagan panuje w systemie emerytalnym. Od zawsze jest to w Polsce system pokoleniowy. "Dzieci" pracują na utrzymanie "rodziców". Ten chory system przyniósł absurdy 40 letnich emerytów z emeryturą po kilka tysięcy, którzy dalej pracują bez jej utraty. Idiotyzmy przywilejów dla wybranych grup pracowników (lub aparatczyków), którym obiecano "złotą jesień życia" za nie swoje pieniądze i horror życia dla innych, którzy z emerytury mogli by utrzymac jedynie kota. Tego się nie da dalej utrzymać. Każdy powinien, gdy może, pracować na swoje utrzymanie i odkładać na czasy, gdy nie bedzie mógł. Albo inwestowac w dzieci z nadzieją, że one nas przygarną. Państwo powinno pobierać jedynie składki na solidarne utrzymanie w kraju tych, którzy nie mogli, nie ze swojej winy, sami sobie zapewnić utrzymania (kalecy, chorzy, uposledzeni itp).

 

 

Jak zauważyliście nie podaję żadnych kwot ani %. Wysokośc składek zdrowotnych za to samo świadczenie musi być tej samej wysokości dla wszystkich. Należałoby jednak uwzglednić sezonowość przychodów niektórych typów działalności rolniczej przesuwając terminy płatności stosownie do tych okresów. Chciałbym w końcu żyć w kraju, gdzie każdy jest traktowany tak samo, co nie znaczy "równo". Nie zazdroszczę temu rządowi, poprzednim i nastepnym. Sobie też nie zazdroszczę, bo choć nie ja zawiązywałem ten supeł, to między innymi i ja k...wa zapłacę za jego rozwiązanie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
west    45

Po to mamy Ministerstwo Rolnictwa oraz Agencję która w swojej nazwie ma określenie Restrukturyzaja aby tak kierować zmianami w rolnictwie by dążyć do najbardziej optymalnej struktury agrarnej pozwalającej nie tylko na przeżycie rolnika na tym gospodarstwie ale przedewszystkim zapewnieniu samowystarczalności żywnościowej kraju. W Konstytucji RP istnieje również zapis mówiący o modelu rolnictwa jaki powinien dominować w Polsce i stanowić jego podstawę czyli ,,gospodarstwo rodzinne".

Mineło 23 lata od transformacji ustrojowej oraz 7 lat od wejścia do UE i nadal nie wypracowaliśmy podstawowych definicji określających jednoznacznie rolnika i gospodarstwo rodzinne, o wizji rozwoju rolnictwa nie wspomnę czy objęciu gospodarstw zasadami wyliczania podatku dochodowego, przypomnę że istnieją trzy różne wielkości dochodu rolniczego w różnych instytucjach.

Zgadzam się z djp że nie jest to proste ale istytucje odpowiedzialne za zmiany na Polskiej wsi niedość że nic nie robią w tej kwesti to jeszcze swoimi błędnymi decyzjami jeszcze bardziej betonują istniejący stan do tego wprowadzają zamęt i skłócają rolników między sobą oraz napuszczają pozostałą część społeczeństwa na wieś i rolnictwo. Bo przeciętny mieszkaniec miasta widząc jak wiele pieniędzy jest wpompowane w rolnictwo i jak mizerny skutek one przynoszą słusznie się buntuje bo nie odczuwa z tego powodu korzyści, czyli tańszej żywności.

Po pierwsze trzeba koniecznie skończyć z gospodarstwami socjalnymi należy określić minimalny próg żywotności ekonomicznej biorąc pod uwagę specyfikę produkcji oraz model gospodarstw w kierunku którego powinny przebiegać zmiany w rolnictwie, nie mówie o gwałtownych zmianach pewną ochroną w okresie przejściowym powinny być objęte gospodarstwa niskotowarowe prowadzone przez rolników w wieku np 50+ lat.

Do wyjaśnienia wszelkich niejasności wystarczą proste zapisy w niektórych ustawach:

- gospodarstwo rodzinne musi spełniać wymóg minimalnej żywotności ekonomicznej (załóżmy tak jak przy ubieganiu się o PROW 4ESU) i mieć powierzchnię nie przekraczającą 300ha, z automatu musi być objęte Vat-em na zasadach ogólnych oraz rozliczać się z podatku dochodowego. Prowadzone jest przez osobę fizyczną której dochód z gospodarstwa stanowi conajmniej 60% całkowitego dochodu rocznego.

I do tak zdefiniowanego gospodarstwa trafiać powinna cała pomoc publiczna (czyli dopłaty bezpośrednie, zwrot akcyzy z paliwa, dopłaty do materiału siewnego, wszelkie programy PROW) bo one powinny być oczkiem w głowie państwa.

Wyjątkiem w okresie przejściowym mogłby być gospodarstwa prowadzone przez rolników w wieku 50+ po spełnieniu warunku ubezpieczenia wyłącznie w KRUS i ten okres przejściowy trwałby jedynie do 17lat czyli w roku 2030 mielibyśmy z głowy gospodarstwa niskotowarowe czyli socjalne.

Natomiast gospodarstwa pow 300ha otrzymywałby dopłaty tylko do 300ha bo chorym jest obecny stan gdzie zachodnie koncerny lub nawet przedsiębirstwa z kilkoma tysiącami hektarów z tego korzystają.

Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze mogły by trafić do drugiego filara np na renty struktralne lub modernizacje gospodarstw itp.

- na nowo zdefiniować działy specjalne produkcji rolnej i rozszeżyć je np. o gospodarstwa agroturystyczne, ekologiczne, sadownictwo czy uprawę polową warzyw oni powinni bez względu na wielkość areału także korzystać z pomocy publicznej oczywiście muszą spełniać pozostałe warunki dotyczące gospodarstwa rodzinnego czyli ubezpieczenie w KRUS, żywotność ekonomiczna oraz max 300ha, Vat, podatek dochodowy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiadomość z agroFakt.pl

Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

Super @west. Konkretny głos w dyskusji.

Widać wyraźnie, że brak jest jasnej, popartej wyliczeniami wizji kierunku rolnictwa rolnictwa i to nie na najbliższe lata, ale na najbliższe powiedzmy dwa pokolenia. To niezwykle ważne, bo produkcja rolna nie może się przebranżowić z sezonu na sezon. Jednak zastanów sie @west czy rzeczywiście konieczne jest ustalanie jakichkolwiek progów żywotności ekonomicznej gospodarstwa. W pozarolniczej działalności nikogo nie obchodzi, czy twoje przedsięwzięcie będzie ekonomicznie uzasadnione czy bedzie klapą. Warunki działania są tam jasne. Tak samo powinno być dla rolnictwa. Może pomoc państwa lub ulgi powinny być przyznawane do produkcji (przychodu), a nie z tytułu posiadania środków produkcji (areału)? Jest granica wydajności produkcji i jest ograniczony zasób środków produkcji (areału, gleby, wody). W fabryce można pracować na jedną, dwie, trzy zmiany, albo zainstalowac roboty przemysłowe po to by produkować trzy razy więcej i trzy razy taniej. W rolnictwie ten sam kawałek ziemi da plon zasadniczo tylko raz w roku niezależnie od tego ile robotów ganiałoby po polu. Świniak czy opas musi rosnąć swój czas niezależnie od tego ile zeżre, a próba napychania go na siłę skończy się padnięciem. I tak dalej. Tak więc to biologiczne uwarunkowanie obciążające rolnictwo jest podstawą do wypłat wyrównujacych.

Ograniczenie wielkości gospodarstwa w kontekscie dopłat jest moim zdaniem uzasadnione. 300 ha to nawet za dużo, wg mnie jakieś 50. Powinniśmy chronić to, co jest w naszym kraju cenne. Jeszcze nie zdewastowane środowisko, bioróżnorodność, rodzinność, a nie korporacyjność, jeszcze zdrowy rozsądek, a nie zysk za wszelką cenę. Nasze krowy jeszcze widzą zieloną trawę, kury nie jedzą własnych odchodów przetworzonych na paszę, zwierzęta nie chodzą całe życie "na haju" od antybiotyków, wiosną słychać skowronki bo pola nie są wielkości województwa. I na razie nikt jeszcze nie podaje nas do sądu z tytułu ochrony praw patentowych za to, że użyliśmy materiału siewnego, który wcześniej wyrósł na naszym polu. Zachodnie korporacje mają w d..pie jaki syf nam zostawią, gdy już nic się nie da wyprodukować na ziemi, która składem przypominać będzie wysypisko.

Żywności potrzeba będzie coraz więcej, w miarę wzrostu liczby ludzi, których stać było kiedyś tylko na miskę ryżu dziennie, a dziś stać ich na jeden mięsny posiłek tygodniowo. Przypomnę, że jakieś 20 lat temu była to prawie połowa ludzi na świecie (w Chinach, Indiach, Pakistanie i 4/5 Afryki). Dziś Chińczycy kupują kilometrami kwadratowymi ziemię w Afryce. Będzie wojna (oby nie prawdziwa) o zasoby ziemi i wody. Nie powiniśmy dopuścić do sytuacji, że nasze decyzje zmuszą szerokie rzesze rolników do gwałtownego pozbywania się ziemi, którą wykupią obce kapitały tylko dlatego, że nasi rodzimi rolnicy nie posiadaja wystarczająco dużo kapitału. Tak stało się ze znaczną częścią naszego pozostałego majątku.

Edytowano przez djp

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
west    45

Tu niestety się mylisz we wszystkich branżach które korzystaja z jakichkolwiek publicznych pieniędzy każda złotówka jest kilkakrotnie oglądana i trafia jedynie tam gdzie jest to ekonomicznie uzasadnione, nawet bank nie udzieli Ci kredytu jesli w biznesplanie nie uzasadnisz że te pieniądze trafią na rozwój a nie na przejedzenie. Wiem że zdarzaja sie przypadki marnotrawienia publicznych pieniędzy ale to już inny temat.

Pieniadze publiczne powinny trafiać do gospodarstw które dają gwarancję że zostaną one prawidłowo wykorzystane stąd ten próg żywotności sprawdziło sie to w przypadku programu PROW. Zdaje sobie sprawę że potrzebny jest okres przejściowy dla starszych rolników bo trudno w wieku np. 50+ lat nagle zostawić wszystko i zmienić branże, natomiast oszukiwanie młodych ludzi że z kilku ha ziemi będą wstanie zapewnić sobie i swoim dzieciom przyszłość jest podłe i nie moralne bo za kilka czy kilkanaście lat postawimy ich w gorszych warunkach niż są dzisiaj obecni 50latkowie.

Natomiast jeśli chodzi o górną granicę czyli 300ha tak jest zapisane w konstytucji i póki co bym tego nie zmieniał, a jesli chodzi o środowisko i formę produkcji to tylko dodatkowe zachęty w postaci programów środowiskowych zabezpieczą przed jego nadmiernym zdewastowaniem.

Co do formy dopłat czyli jak teraz do ha bez względu na poziom produkcji to jestem przekonany że powinna być zachowana jako najprostszaa w dystrybucji i obsłudze, mogłaby być jedynie lekko zmniejszona (ale warunek jednakowa w całej EU) natomiast pieniędzmi z drugiego filara poszczególne kraje mogły by sterować różnymi programami w celu poprawy efektywności czy profilu produkcji

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

Coś mi się zdaje, że mnie źle zrozumiałeś i umieściłeś dwa rodzaje pomocy - dopłaty bezpośrednie od pieniedzy z programów pomocowych - w jednym worku. Dopłaty bezposrednie nie podlegaja ocenie zasadności biznesowej ich wypłacania. Nikt nie pyta czy to przejesz, czy zainwestujesz. To są pieniadze mające na celu wyrównać różnice dochodów z gospodarowania na grunatach i ich specyfiką z dochodami z pracy wykonywanej poza rolnictwem. Pieniadze pomocowe są natomiast przeznaczone na działania zgodne z celem tych programów - z reguły chodzi w nich o rozwój obszarów wiejskich (gospodarstw) w kierunku produkcji towarowej lub przebranżowienia się na co innego. I tu oczywiście musisz mieć biznesplan i musisz udowodnić, że trzyma sie on kupy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
west    45

Właśnie o to mi chodzi aby pieniądze z obu filarów były lokowane w gospodarstwa które dają gwarancję ich prawidłowego spożytkowania a nie przejedzenia, Dopłaty bezpośrednie obecnie trafiają do tych którzy posiadają ziemię, a powinny trafiać do tych którzy produkują na rynek czyli gospodarstw towarowych a nie socjalnych lub taksówkarzy którzy mają 4 ha i korzystają i z dopłat i darmowego ubezpieczenia w KRUS a nawet na swoją taksówkę występują o zwrot akcyzy do gminy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
danield28    33
Natomiast gospodarstwa pow 300ha otrzymywałby dopłaty tylko do 300ha bo chorym jest obecny stan gdzie zachodnie koncerny lub nawet przedsiębirstwa z kilkoma tysiącami hektarów z tego korzystają.

 

Ten problem będzie rozwiązany prawdopodobnie w przyszłej WPR na lata 2014-2020 ponieważ w propozycjach pojawił się taki zapis aby dopłaty otrzymywali ci dla których stanowią one więcej niż 5 % dochodu gospodarstwa...

 

ochroną w okresie przejściowym powinny być objęte gospodarstwa niskotowarowe prowadzone przez rolników w wieku np 50+ lat.

 

Te sprawa również może być rozwiązana w przyszłym WPR jeśli zostanie zatwierdzony, że dopłaty będą przypisane do właściciela a nie do ziemi... Przez co taki właściciel może tą ziemie sprzedać a dopłaty będzie dostała on do końca życia... Będzie miało to dwa oblicza taka ziemia kupiona przez innego rolnika bez uprawnień do dopłat sprawi że on ich nie będzie dostawał ale przez takie działanie na pewno ziemia stanieje... Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nikita_Bennet    100
...

Do wyjaśnienia wszelkich niejasności wystarczą proste zapisy w niektórych ustawach:

- gospodarstwo rodzinne musi spełniać wymóg minimalnej żywotności ekonomicznej (załóżmy tak jak przy ubieganiu się o PROW 4ESU) i mieć powierzchnię nie przekraczającą 300ha, z automatu musi być objęte Vat-em na zasadach ogólnych oraz rozliczać się z podatku dochodowego. Prowadzone jest przez osobę fizyczną której dochód z gospodarstwa stanowi conajmniej 60% całkowitego dochodu rocznego.

I do tak zdefiniowanego gospodarstwa trafiać powinna cała pomoc publiczna (czyli dopłaty bezpośrednie, zwrot akcyzy z paliwa, dopłaty do materiału siewnego, wszelkie programy PROW) bo one powinny być oczkiem w głowie państwa....

 

 

Teraz załóżmy że chcesz zacząć gospodarzyć od zera.

Masz 24lata, dyplom w ręku i życzę Ci powodzenia abyś stworzył jakiekolwiek gospodarstwo od podstaw wg Twojej definicji. Jedynie bogaty ożenek albo przejęcie po rodzicach. To po pierwsze.

 

 

Po drugie - dochód z gospodarstwa jest ważny, tylko np ja mam więcej z pracy poza gospodarstwem i przez najbliższe lata mam nadzieje że tak będzie. Po prostu wolę inwestować w gospodarstwo kasę z pracy poza rolnictwem niż ze zwierzątek z których zrezygnowałem a kiedyś pewnie wrócę stricte do rolnictwa. Dlaczego miałbym nie korzystać z programów pomocowych? Też chcę się rozwijać, ba, interesują mnie głównie uprawy polowe, w przyszłości może opasy ale to pisane przez wielkie 'M'. Wszystkie obecne inwestycje z MGR zrobione pod uprawy polowe.

 

Po trzecie - forma opodatkowania, w PL to przedsiębiorca określa która forma opodatkowania jest bardziej korzystna dla niego - czemu więc chcesz ograniczyć rolnika w dokonaniu tego wyboru? Czy gospodarstwo rolne to nie jest takie małe przedsiębiorstwo?

 

Poruszyłeś tutaj super sprawę którą ja bym ujął troszkę inaczej jeżeli pozwolisz - ubezpieczenie w KRUS uzależnione powinno być od wysokości dochodu w gospodarstwie i np jeżeli dochód z gospodarstwa wynosi te 60% lub więcej to rolnik jest w KRUS. Natomiast jeżeli dochód z gospodarstwa wynosi 59% lub mniej (ktoś pracuje poza rolnictwem) to wylatuje z KRUSu (połowa taryfiarzy i wielu na umowę zlecenie oraz część pseudo rencistów z KRUSu poleci).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

Poczekaj @west bo zdaje się, że mamy tu fundamentalny problem zrozumienia zjawiska dopłat.

Dopłaty bezpośrednie pojawiły sie dlatego, że produkcja rolna przestała się opłacać. Nie jest to wniosek, który został wyciagnięty w naszym kraju, lecz na zachodzie Europy wtedy, gdy nie byliśmy jeszcze członkami wspólnoty. Tam średnie areały uprawy nijak się miały (i mają) do naszych. Więc nie byl to problem niskotowarowości tylko wynik politycznych roztrzygnięć. Tanie produkty importowane wypierały rodzima produkcje i czyniły gospodarzenie nieopłacalnym. Nie będę sie wdawał w analizę dlaczego import był tańszy bo za mało czasu i miejsca. Trzeba było cos zrobić, żeby nasi rolnicy nie przeszli na garnuszek państwa, czyli innych podatników, co skutkowałoby wysokim bezrobociem, niepokojami społecznymi (znamy fransukie protesty rolników), uzależnieniem od importu żywności i całą resztą skutków. W skrócie można powiedzieć, że dopłata bezpośrednia spełnia z jednej strony zadanie cła zaporowego, z drugiej strony jest zachętą państwa, żebyśmy robili to, co się w zasadzie nie opłaca i nie pozwala wyżyć.

Czy było inne wyjście? Zewnętrzny obserwator (nie związany z rolnictwem) powie tak: A co mnie obchodzi, że się komuś nie opłaca? Ja nie chce dopłacać rolnikom, którzy produkują drożej, skoro można zaimportować taniej. No pewnie. Ale jeśli on pracował w zakładzie produkującym statki i nagle ich produkcja została wyparta przez tańszą konkurencją, to pierwszy krzyczał żeby cos z tym zrobić. Moralność Kalego. Dzis toczy się gra o całkowitą dominacje kapitału nad ludzmi, państwami, organizacjami. Uznaje on, że wszystko musi przynosić zysk. Idąc tym tokiem rozumowania dochodzimy do absurdu. Ten który produkuje 1000 szt może dać niższą cenę niż ten, który produkuje 10. Dlatego, że aby się utrzymac potrzebuje konkretną ilość pieniędzy, więc z każdej sztuki może mieć mniej aby co najmniej taką kwotę uzbierać. W sumie więc sprzedaje taniej, a zarabia więcej. Idąc dalej - to ten który produkuje 100 000 bedzie jeszcze tańszy i w końcu można dowieść, że ten który bedzie produkował sam jeden, bez konkurencji będzie najtańszy. Z ekonomicznego punktu widzenia to absolutna prawda, lecz przecież to bzdura. Wiadomo co się stanie. MONOPOL. A ten ma gdzieś klienta, postęp, dbanie o jakość, a także o niską cenę. Kto mu zagrozi?

Tak więc nie moge sie zgodzić, że każde pieniądze muszą być kierowane tam, gdzie prawidłowo zostana spożytkowane. Co oznacza "prawidłowo"? Dzisiaj jeden człowiek jest w stanie obrobić powiedzmy 20 ha upraw. I według Twojego rozumowania dziś warto mu płacic dopłaty bezpośrednie. Ale powiedzmy za 20 lat (czyli całkiem niewiele) wynajdziemy maszyny, które same będą zapierniczać w polu więc jeden człowiek bedzie w stanie obrobić tyle pola, ile będzie w stanie kupić takich maszyn. Wtedy ten 20 hektarowiec straci racje ekonomicznego bytu, więc dopłaty należy mu zabrać. Z 3000 gospodarstw 20 ha zrobi się jedno 60 000 ha. 3000 rolników wraz z rodzinami straci utrzymanie. Co z nimi zrobić (a może bedziesz to Ty albo ja). Znowu staniemy przed dylematem, przed jakim stoimy dziś. Granicy dla tej umysłowej zabawy nie ma. Na świecie może być jeden rolnik, jeden producent samochodów, maszyn, lodów, prezerwatyw, gorzały, jeden dostawca internetu i jedna sieć telewizyjna. Wszystko będa robić automaty i programy. A ludzie? Będą podłączeni do Matrixa, bo nikt normalny czegoś takiego nie wytrzyma.

@west nie dajmy sie zwariować. Jak na razie Ziemia i jej ograniczone zasoby stawiają nam szlaban na ciagły wzrost. Ideologia, którą próbuje sie nam zaszczepić, a która zmusza do ciągłego "rozwijania się" jest utopią. Już to pisałem na forum: Jeśli miałeś jedną krowę i dokupiłeś drugą to wzrost jest 100%. Jeśli jednak masz 100 krów i dokupisz jedną wówczas wzrost jest 1% choć nominalnie jest taki sam. Żaden z pacanów, którzy oceniają rozwój kraju w oparciu o wskaźnik wzrostu PKB nie chce zauważyć przytoczonej przeze mnie zalezności. Musisz osiągać co najmniej 4-5% wzrost bo inaczej jesteś degradowany w rankingu. Ale jak to osiągnąć gdy masz już 1 000 000 krów i nie ma gdzie ich postawić i czym wykarmić. A jak zwiększyć plony, gdy działa prawo "malejących efektów ekonomicznych nawożenia" albo genetycznych ograniczeń w płodności (plonowaniu). Wyprodukujemy himery: krowa będzie dawać mleko z dowolnym, programowanym antybiotykiem, sr** granulatem nawozowym, wydalać gazy do ogrzewania domów, będzie linieć dwa razy do roku aby dostarczać skóry bezubojowo i będzie można z niej pobierać mięso, bo dowolne organy będą jej odrastać. A czy, tak zwyczajnie, nie można mieć wciąż tyle samo, czyli tyle ile nam i naszej rodzinie wystarczy do życia? Człowiek potrzebuje 2500 kcal dziennie i około 2 litrów wody.

Kapitał, który zamierza rzadzić światem już ma w d...ie granice państw. To on Ci wmawia, że musisz mieć więcej, bo na tym zarabia nawet wtedy, kiedy Ty tracisz. Działa ponad granicami drenując nasze kieszenie, manewrując czym się da: kursami walut, cenami surowców i produktów, manipulujac danymi, zmieniając rankingi wg uznania itd. Kiedy pokona państwowości poprzez udowodnienie ich nieprzydatności wtedy wielu się obudzi. Ale będzie za późno, bo jego się nie da odrzucić w wyborach. Wyborów nie bedzie.

 

Tak jak napisałem: traktujmy się tak samo, co nie znaczy "równo". Wyeliminujmy tych, co biorą dopłaty bezpośrednie lecz nic nie robią na ziemi. Ale tym, którzy choćby i nie zarabiali na tej ziemi to na niej pracują dajmy dopłaty i dajmy im spokojnie doczekać swoich dni. Niech zysk nie zasłania nam człowieka, bo człowiek bez kapitału przeżyje, a nie kapitał bez człowieka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
west    45

@Nikita_benet Jaki widzisz problem ze stworzeniem gospodarstwa od podstaw idziesz do banku bierzesz kredyt z lini MR na utworzenie gospodarstwa rolnego kupjesz kilka ha i jazda (ja tak zaczynałem w 2000 roku) aby spełnić wymóg 4ESU naprawdę nie potrzeba tego wiele wystarczy 3 ha warzywek i z 5 tuczników rocznie które zjedzą odpady z Twojej produkcji (masz żywotność, wykształcenie rolnicze możesz sięgnąc po premie młody rolnik także w opracowaniach nowego rozdania finansowego są propozycje zwiększenia dopłat bezpośrednich dla młodych rolników przez pierwsze 5lat funkcjonowania) . Bo chyba nie wmówisz mi że jeżeli na tych trzech ha zasiejesz żytko to zarobisz na cały rok utrzymania siebie i rodziny niestety trzeba kombinować i za***przać rolnictwo to branża dla upartych i wytrwałych.

 

Skoro pracujesz po za rolnictwem i osiągasz z tego powodu dochody wyższe niż z działalności rolniczej to niestety nie możesz się nazwać rolnikiem, nawet jeśli posiadasz kilka czy kilkanaście ha rolnictwo traktujesz jako hobby nie jako źródło utrzymania jeśli dopieścisz swoje gospodarstwo inwestując w nie pieniądze ze swojej pracy i wkońcu zjmniesz się nim na poważnie z radością powitam Cię w gronie braci rolniczej. Jeśli nie określimy jednoznacznej definicji rolnika nadal będziemy tkwili w absurdzie gdzie rolnikami nazywają się działkowcy.

 

Z opodatkowaniem może masz rację choć jestem zdania że dla gospodarstw intensywnie się rozwijających nie ma innej alternatywy jak Vat na ogólnych zasadach bo to się poprostu opłaca a obliczenie na podstawie tej rachunkowości dochodu to już prawdziwy pikuś wzamian za te małe utrudnienia gospodarstwa rodzinne mogłyby korzystać z wszelkiej pomocy. Poprostu kombinatorom i cwaniaczkom nie opłacałoby się wchodzić na vat i podatek dochodowy a to zkolei zniechęciłoby ich do wyciągania ręki po łatwa kasę przeznaczoną wyłącznie dla rolników

Edytowano przez west

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nikita_Bennet    100
Skoro pracujesz po za rolnictwem i osiągasz z tego powodu dochody wyższe niż z działalności rolniczej to niestety nie możesz się nazwać rolnikiem, nawet jeśli posiadasz kilka czy kilkanaście ha rolnictwo traktujesz jako hobby nie jako źródło utrzymania ...

Obecnie obrabiane jest sporo ponad naszą średnią wojewódzką ;)

I raczej cieszę się czasami że w PL jest taki bałagan bo w świetle prawa jestem dalej rolnikiem indywidualnym a to że rycie w gnoju zastąpiłem inną pracą - mój wybór, wiem co chcę robić w rolnictwie/gospodarstwie i tego się trzymam.

Podejrzewam że gdybym prowadził 250hektarowe gospodarstwo i grał na giełdzie (dochody z giełdy wyższe) to też nie byłbym wg ciebie rolnikiem ;)

Dlatego też poziom dochodów powinien decydować tylko o ubezpieczeniu - większość dochodu z rolnictwa = KRUS, większość spoza rolnictwa = ZUS. Powinien też decydować o świadczeniach socjalnych itp.

 

A i wiesz że czasem wyjdzie Ci mały dochód mimo wysokiego przychodu -> inwestycje.

 

A i zapomniałeś że komuś z dyplomem w ręku i marzeniami nikt w banku kredytu bez dobrego zastawu nie da ;)

 

 

@djp - fajnie że przypomniałeś mi o ostatnich informacjach z TVP - marnujemy coraz więcej żywności. Bieda, niedożywienie a my wyżucamy żywność.

Czy nie uważasz że jest to efektem dopłat bezpośrednich?

Gdyby nie te dopłaty to żywność musiałaby być droższa (no i problem z nadprodukcją) ale ludzie by szanowali jedzenie,

Edytowano przez Nikita_Bennet

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
west    45

I dobrze nikt Cię nie zmusza do rycia w gnoju i dlatego że niechcesz ryć nie powinieneś się nazywać rolnikiem i korzystać z wsparcia kierowanego do rolników, nawet jakbyś prowadził 300ha gospodarstwo a dochody w przeważającej większości pochodziły z gry giełdowj nazwałbym Cię spekulantem a nie rolnikiem koniec i kropka.

 

Jak będzie mały dochód bo będą inwestycje to nie zapłacę podatku więc nie wiem w czym masz problem (warunek że w końcu doczekamy się objęcia gospodarstw podatkiem dochodowym)

 

A jednak bank mi dał kredyt na moje marzenia oczywiście przez 10 lat miałem obciążoną hipotekę ale jestem już na swoim (zastawem była hipoteka na kupowanej nieruchomości). Normalna procedura a jak Twoim zdaniem zaczyna się własny interes gdy startujesz od zera? od wygranej w Totolotka? Zawsze zaciągasz jakiś kredyt na start i ciężką pracą dążysz do celu czy to będzie gospodarstwo czy zakład lakierniczy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
danield28    33
A jednak bank mi dał kredyt na moje marzenia oczywiście przez 10 lat miałem obciążoną hipotekę ale jestem już na swoim (zastawem była hipoteka na kupowanej nieruchomości). Normalna procedura a jak Twoim zdaniem zaczyna się własny interes gdy startujesz od zera? od wygranej w Totolotka? Zawsze zaciągasz jakiś kredyt na start i ciężką pracą dążysz do celu czy to będzie gospodarstwo czy zakład lakierniczy

 

Zapominasz, że teraz świat się zmienił i nie tak łatwo o kredyt a ziemia przed UE była o dobre kilka razy tańsza niż teraz... Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nikita_Bennet    100

Wg Ciebie rolnik to osoba ryjąca w gnoju - fajna definicja ;)

 

Co do kryterium dochodu - załóżmy że z gospodarstwa mam 70% dochodu i z pracy poza 30%.

Jestem wg Twego kryterium rolnikiem. Jednego roku robię spore inwestycje (PROW/MGR).

Mój dochód będzie niższy ze względu na inwestycje i może być poniżej twoich 60% i co wtedy?

Jestem rolnikiem, inwestuję i nagle nim przestaję być?

 

Wiesz co to jest swoboda działalności gospodarczej? Chceesz mieć 3 firmy - nikt Ci tego nie zabroni. Mogę też pracować gdzie chcę.

 

Co do rozpoczęcia działalności - mi rodzice przekazali ziemię, dwie działeczki kupiłem z własnych oszczędności, starego bizonka już spłaciłem i rozglądam się za czymś nowszym, z działań ARIMR kupiłem sprzęt (wpis do KW hipoteki), a teraz finalizacja zakupu ziemi którą użytkujemy od jakiegoś czasu.

Na wygraną w totka nie liczyłem, nawet nie grałem w to. Część funduszy pozostała z tego że byłem ciut za granicą i dzieki temu kasa z gospodarstwa szła w inwestycje a za tamto mogłem parę rzeczy w domu wymienić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Buchaj007    0
Czyli, że uprawa roli to jest działalność gospodarcza, a zatem podlega zasadom ogólnym. Moim zdaniem nie może tu być mowy o wyznaczaniu jakiejkolwiek granicy wielkości gospodarstwa.

 

 

A ja z tym kolego się nie zgadzam...bo powinna być jasna definicja rolnika, przystająca do obecnych czasów... Jej dzisiejszy brak potęguje patologie o których tu mówimy (1 ha rolnicy czy farmerzy z warszawy). Wielkość gospodarstwa rolnego jest ściśle powiązana z jego dochodowością. Owszem nie mówię ze powinniśmy tworzyć molochy bo wszyscy wiemy jak skończyły PGRy. Ale też nie powinno stawiać sie na gospodarstwa 10-20 ha... bo to anachronizm...O ile 30-40 lat temu rolnik sam nie był w stanie obrobić takiego areału , to w dzisiejszych czasach przy odpowiednim sprzęcie da radę i pracować na 300 hektarowym gospodarstwie.

 

 

 

Prowadzone jest przez osobę fizyczną której dochód z gospodarstwa stanowi conajmniej 60% całkowitego dochodu rocznego.

No i tu jest kolejny problem...bo jak mają wyglądać te rodzinne gospodarstwa. Mają być to być firmy które oprócz jakiejś tam działalności dodatkowo zajmują się rolnictwem, czy gospodarstwo rodzinne powinno tylko być nastawione na uprawę własnej ziemi?

 

 

 

 

Natomiast gospodarstwa pow 300ha otrzymywałby dopłaty tylko do 300ha bo chorym jest obecny stan gdzie zachodnie koncerny lub nawet przedsiębirstwa z kilkoma tysiącami hektarów z tego korzystają.

 

Może i w tym jest troszkę racji, bo to niepoważne aby obcokrajowcom sprzedawać ziemię podczas gdy miejscowi mają problemy z jej zakupem. Lecz jest też druga strona medalu...Taka duża firma mająca xxx ha podlega takim samym prawom rynkowym jak ten mały, tez musi zakupić środki nawozy maszyny (dużo droższe niż te służące do pracy na kilkunasto hektarowych gospodarstwach). większa ilość ha wymusza zatrudniania większej liczy pracowników. Ponadto wykazaliście troskę o tych 50+ rolników z hektarowymi gospodarstwami. A co teraz powiecie tym 300-500 hektarowym rolnikom którzy na nabycie tych gruntów wzięli kredyty, a wy tak nagle chcecie ich pozbawić dopłat (ważnej części rolniczych budżetów)

 

Ten który produkuje 1000 szt może dać niższą cenę niż ten, który produkuje 10. Dlatego, że aby się utrzymac potrzebuje konkretną ilość pieniędzy, więc z każdej sztuki może mieć mniej aby co najmniej taką kwotę uzbierać. W sumie więc sprzedaje taniej, a zarabia więcej. Idąc dalej - to ten który produkuje 100 000 bedzie jeszcze tańszy i w końcu można dowieść, że ten który bedzie produkował sam jeden, bez konkurencji będzie najtańszy. Z ekonomicznego punktu widzenia to absolutna prawda, lecz przecież to bzdura. Wiadomo co się stanie. MONOPOL. A ten ma gdzieś klienta, postęp, dbanie o jakość, a także o niską cenę. Kto mu zagrozi?

To jest błędna argumentacja. Nie zawsze większy może produkować taniej. Wystarczy popatrzeć na poprzedni ustrój. PGR y przegrały konkurencje ze średnimi gospodarstwami rodzinnymi.

 

 

 

Po drugie - dochód z gospodarstwa jest ważny, tylko np ja mam więcej z pracy poza gospodarstwem i przez najbliższe lata mam nadzieje że tak będzie. Po prostu wolę inwestować w gospodarstwo kasę z pracy poza rolnictwem niż ze zwierzątek z których zrezygnowałem a kiedyś pewnie wrócę stricte do rolnictwa. Dlaczego miałbym nie korzystać z programów pomocowych? Też chcę się rozwijać, ba, interesują mnie głównie uprawy polowe, w przyszłości może opasy ale to pisane przez wielkie 'M'. Wszystkie obecne inwestycje z MGR zrobione pod uprawy polowe.

 

Moim zdaniem jeśli jesteś rolnikiem to utrzymuj się tylko z ziemi. Bo takie dorabianie tworzy chore sytuacje i furtki prawne dla kombinatorów. Ponadto praca rolnika po za rolnictwem mogła by mieć zły odbiór społeczny. Taki koleś pracujący tylko na etacie mógłby mieć Ci za złe ze po mimo iż pracujesz na etacie tak jak on pobierasz dodatkowo pomoc od państwa skierowana dla rolników

 

 

Poruszyłeś tutaj super sprawę którą ja bym ujął troszkę inaczej jeżeli pozwolisz - ubezpieczenie w KRUS uzależnione powinno być od wysokości dochodu w gospodarstwie i np jeżeli dochód z gospodarstwa wynosi te 60% lub więcej to rolnik jest w KRUS. Natomiast jeżeli dochód z gospodarstwa wynosi 59% lub mniej (ktoś pracuje poza rolnictwem) to wylatuje z KRUSu (połowa taryfiarzy i wielu na umowę zlecenie oraz część pseudo rencistów z KRUSu poleci).

 

A ja mam odmienny punkt widzenia na ta sprawę... Wszyscy ciągle sie spierają o ZUS KRUS itd. a może powinniśmy zlikwidować te instytucje i sami sie ubezpieczać (tak jak w USA). Zobaczcie ile pieniędzy jest marnotrawionych na utrzymanie tych molochów.Przez całe życie zbieramy na emeryturkę, ponadto jeszcze państwo coś od siebie dorzuca a w końcowym efekcie dostaniemy wielkie nic....

 

 

 

 

Wiesz co to jest swoboda działalności gospodarczej? Chceesz mieć 3 firmy - nikt Ci tego nie zabroni. Mogę też pracować gdzie chcę.

 

Z ta swobodą przesadziłeś...bo niektórzy od jej nadmiaru głupieją :D

Są pewne rzeczy których nie da sie przeskoczyć...skoro chcesz być rolnikiem to podejmujesz świadomą decyzję iż będziesz pracował tylko w polu, a powinieneś mieć go tyle by na pracę na etacie nie mieć czasu:)

Jeśli pozwolimy rolnikom według twojego pomysłu pracować na roli i jednocześnie na etacie, przy założeniu że nie ma zadnych ograniczeń ilościowych gospodarstwa rolnego to otrzymamy definicję cwaniaka - dzisiejszego taryfiarza, który gdzieś tam ma 1 ha pola i jest rolnikiem pełną gęba.

Edytowano przez Buchaj007

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

Kolega @Nikita_Bennet zadał pytanie:

"@djp - Bieda, niedożywienie a my wyrzucamy żywność. Czy nie uważasz że jest to efektem dopłat bezpośrednich?

Gdyby nie te dopłaty to żywność musiałaby być droższa (no i problem z nadprodukcją) ale ludzie by szanowali jedzenie,"

 

Trochę trudno odpowiedieć na to pytanie, bo dotyka ono dwóch przeciwstawnych problemów. Zrezygnowanie z dopłat niestety nie spowodowałoby wzrostu cen żywności. Wynika to z tego, że światowy rynek nie zależy wyłącznie od Europy. Na miejsce droższej, europejskiej, żywwności pojawiłaby się żywność tańsza z krajów o niższych kosztach jej wytwarzania lub z krajów, które do produkcji rolnej dopłacają. Wiele krajów tylko na to czeka. Nie będziemy dopłacać my, europejczycy, do swojej produkcji, to będzie dopłacać kto inny do własnej. To jest "rozsądek polityczny", gra. Pamiętasz z historii świata, że pewnien kraj skupował zboże ładowa je na statki i topił z morzu. Po co to robił? Aby utrzymać ceny i nie spowodować bankructwa swoich producentów. Czy to nie była przypadkiem forma dopłaty? Oczywiście, że była. Ktoś powie, że można było ją przecież dać głodującym? Z tym, że trzeba byłoby zapłacić za jego dostawę, dystrybucję, ochronę konwojow przed bandytami itd itp bez pewności, że trafi to tam, gdzie powinno, czyli do głodnych. Ktoś więć wpadł na pomysł, że lepiej będzie dopłacić do eksportu nadwyżek produkcji, bo w ten sposób utrzymuje się opłacalność produkcji u siebie, a niszczy opłacalność u innych.

Drugi problem to ozczędzanie żywności. Marnuje się jej według różnych szacunków, od 20 do 50%. Gdyby to zaoszczędzić faktycznie problem żywności by zniknął, ale to natychmiast wywołałby inny problem - nadprodukcja. I rozwiązaniem nie jest tu ogromna rzesza głoujących (około 1 mld ludzi na świecie) bo głód ten nie wynika z braku żywności lecz z faktu, że ci głodni nie mają jej za co kupić. A rozdawać żywności nikt nie chce. Dlaczego? A Ty byś oddał za darmo?

 

 

 

Kolega @buchaj007 stwierdził "..bo powinna być jasna definicja rolnika, przystająca do obecnych czasów... Jej dzisiejszy brak potęguje patologie o których tu mówimy (1 ha rolnicy czy farmerzy z warszawy)."

 

Takie podejście do sprawy jest właśnie przyczyną nieprawdopodobnego skomplikowania polskich przepisów w każdej dziedzinie. Komuna doprowadziła do podzielenia społeczeństwa na górników, stoczniowców, rolników, hutników itp. Mentalnie tkwimy do dzisiaj w tym podziale. Wystarczy, że przeczytasz komentarze w tej dyskusji i zauważysz, że jednoznaczna definicja "rolnika" nie jest możliwa. Skoro tak, to próba zrobienia tego na siłę skończy się jak zawsze znalezieniem dziur w prawie i powstaniem kolejnej grupy cwaniaczków. W poprzednim poście wskazałem, że uznanie każdego kto ma ziemię (z opisanymi tam wyjątkami) należy uznać za przedsięborcę i opodatkować na zasadach ogólnych. Tak jest we wszystkich innych działach gospodarki, że nie możesz prowadzić działalności i jednocześnie być wyłączonym z jej rygorów.

 

 

 

Kolega @buchaj007 stwierdził: "To jest błędna argumentacja. Nie zawsze większy może produkować taniej. Wystarczy popatrzeć na poprzedni ustrój. PGR y przegrały konkurencje ze średnimi gospodarstwami rodzinnymi."

 

Szanowny kolega mówi o patologii. Ta argumentacja jest jak najbardziej prawdziwa.

 

 

 

Kolega @buchaj007 stwierdził: "Moim zdaniem jeśli jesteś rolnikiem to utrzymuj się tylko z ziemi. Bo takie dorabianie tworzy chore sytuacje i furtki prawne dla kombinatorów. Ponadto praca rolnika po za rolnictwem mogła by mieć zły odbiór społeczny. Taki koleś pracujący tylko na etacie mógłby mieć Ci za złe ze po mimo iż pracujesz na etacie tak jak on pobierasz dodatkowo pomoc od państwa skierowana dla rolników"

 

No to jest, powiedziałbym, mocno ryzykowne stwierdzenie. Brzmi mniej więcej tak: utrzymuj się z ziemi, albo zdychaj. Co właściwie kolega miał na myśli?

 

 

 

 

Kolega @buchaj007 stwierdził: "A ja mam odmienny punkt widzenia na ta sprawę... Wszyscy ciągle sie spierają o ZUS KRUS itd. a może powinniśmy zlikwidować te instytucje i sami sie ubezpieczać (tak jak w USA). Zobaczcie ile pieniędzy jest marnotrawionych na utrzymanie tych molochów.Przez całe życie zbieramy na emeryturkę, ponadto jeszcze państwo coś od siebie dorzuca a w końcowym efekcie dostaniemy wielkie nic...."

 

To nie jest kwestia marnotrawienia pieniędzy na utrzymanie molochów. Każda inna instytucja ubezpieczeniowa nie będzie ubezpieczała za darmo i trudno kontrolować jej koszty (w tym zatrudnienie). Problem leży w korupcji (prawie dwukrotnie większa liczba rencistów na 100 000 mieszkanćów niż w innych krajach Europy) oraz w tym, że nie odkładamy pieniędzy na własną emeryturę lecz idą one na płacenie emerytur obecnym emerytom w ramach tak zwanej "umowy pokoleniowej", którą de facto dawno temu zawarli politycy obiecując to, czego nie mieli. Państwo nic do tego nie dorzuca, bo Państwo o my. Trzecia sprawa to świadomość, że ubezpieczenie (w tym również emerytalne) na zdrowych zasadach daje pewność, że sam jesteś kowalem swego losu.

 

 

 

 

Kolega @buchaj007 stwierdził: "Są pewne rzeczy których nie da sie przeskoczyć...skoro chcesz być rolnikiem to podejmujesz świadomą decyzję iż będziesz pracował tylko w polu, a powinieneś mieć go tyle by na pracę na etacie nie mieć czasu :) Jeśli pozwolimy rolnikom według twojego pomysłu pracować na roli i jednocześnie na etacie, przy założeniu że nie ma zadnych ograniczeń ilościowych gospodarstwa rolnego to otrzymamy definicję cwaniaka - dzisiejszego taryfiarza, który gdzieś tam ma 1 ha pola i jest rolnikiem pełną gęba."

 

Cz kolega na prawdę jest za swobodą działalości gospodarczej, bo mam niejakie wątpliwości? Etat jest etatem. Posiadanie ziemi i jej uprawa, według mnie, jest prowadzeniem działalności gospodarczej. Z jednego i drugiego płaci się podatek, a dopłaty otrzymuje wówczas, gdy ziemię się uprawia. Jeśli jest dzierżawa opłaty idą do dzierżawcy. Grunt można wyłączyć z uprawy nie pozbawiając go jednocześnie statusu "grunt rolny" lecz dopłat do nego wtedy nie ma. Już to opisałem.

Edytowano przez djp

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
StasiekS    72

West, jeśli powołujesz się na konstytucję to rób to konsekwentnie do końca.

Bo z jednej strony chcesz aby zgodnie z Konstytucją państwo dbało o interesy rodzinnych gospodarstw

Natomiast jeśli chodzi o górną granicę czyli 300ha tak jest zapisane w konstytucji i póki co bym tego nie zmieniał

a z drugiej chcesz zabronić innym wolności działalności gospodarczej co jest sprzeczne z art. 20 Konstytucji.

I dobrze nikt Cię nie zmusza do rycia w gnoju i dlatego że niechcesz ryć nie powinieneś się nazywać rolnikiem i korzystać z wsparcia kierowanego do rolników, nawet jakbyś prowadził 300ha gospodarstwo a dochody w przeważającej większości pochodziły z gry giełdowj nazwałbym Cię spekulantem a nie rolnikiem koniec i kropka.

 

To, że ktoś ma 30ha upraw roślinnych i w wolnym czasie sobie dorabia nie powinno mieć znaczenia. Pomoc UE powinna trafiać do gospodarstwa rolnego a nie do konkretnej osoby która wykaże ile dochodu uzyskała w poprzednim roku. Bo to zrodzi patologię, że rolnik będzie tylko związany z ziemią i aby robić coś innego będzie potrzebował zgody urzędu.

Dlatego lepszym rozwiązaniem jest stworzenie definicji gospodarstwa rolnego niż rolnika czyli co musi spełniać aby móc ubiegać się o UE pomoc i korzystać z rolniczych przywilejów. Bo tworząc definicję rolnika chcecie na siłę ograniczyć tą grupę społeczną i stworzyć coś na wzór prawników albo lekarzy.

 

Co do pomocy UE. Nie uważacie, że ta pomoc zabiła przedsiębiorczość w rolnikach? Że dzisiaj gospodarstwo rolne może prowadzić i półgłówek bo i tak wszystko za niego załatwia państwo? Ilu rolników tak naprawdę martwi się o rynek zbytu i robi coś w tym kierunku aby to poprawić? Ilu rolników kombinuję jak obniżyć koszty produkcji? Bo to co obserwuję to prawie wcale. Jak na razie panuje opinia, że rolnik jest od uprawy i hodowli a opłacalność to ma rząd załatwić. Jak dla mnie w większości pieniądze z PROW i dopłat zostały zmarnowane bo przyczyniły się nie do rozwoju rolnictwa tylko do wymiany starych ursusów na nowe NH a struktura gospodarstw rolnych jak i sposoby produkcji od lat takie same.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
west    45

@Nikita-Benet ja nie ryje w gnoju a jestem rolnikiem a to określenie to Ty napisałeś więc wyluzuj jeśli chcesz obrazić osoby mające produkcję zwierzęcą Twoja sprawa.

 

Co do dochodu to jak nauczysz się rozróżniać dochód gospodarstwa od dochodu osobistego rolnika to pogadamy,

@StasiekS Przeczytaj uważnie moje wcześniejsze posty a dopiero później komentuj, przecież jasno napisałem że najpierw trzeba określić na nowo definicję gospodarstwa rodzinnego które zgodnie z konstytucją ma granicę 300ha ja bym jedynie dodał minimalną granicę np 4ESU i skoro ma to być podstawa ustroju rolnego RP to całą pomoc skierowałbym do tych gospodarstw zresztą wcześniej opisowałem mechanizmy nie będe się powtarzał.

 

Co do wolności gospodarczej to czy ja komuś bronie możesz być właścicielem 100 firm i współwłaścicielem kolejnych 100, tylko pomoc publiczna dla rolnictwa powinna trafiać dla rolników którzy utrzymują się wyłącznie z pracy w gospodarstwie lub prowadzą działalnośc pozarolniczą (usługi, handel itp) ale dochód z działalności poza rolniczej nie przekracza 40% lub tak jak jest jeszcze bardziej rygorystycznie w KRUS czyli nie przekracza kwoty wolnej od podatku inaczej tracisz możliwość ubezpieczenia w KRUS, oraz możliwość skorzystania z wsparcia z drugiego filara itp.

 

Co do samych dopłat bezpośrednich to tak jak napisałem nie spełniasz 4ESU nie dostajesz chyba że jesteś w przedziale 50+lat w okresie przejściowym oraz powyżej 300ha tylko do tych 300 ewentualnie możliwe byłoby zmniejszanie np. o 50% między 300-500ha i 25% między 500-1000ha pow niestety już nie. Bo chyba wszystkim nam zależy aby jak największy procent stanowiły gospodarstwa rodzinne a nie zachodnie koncerny i rolnicy z marszałłkowskiej

 

Co do większej kontroli sensowności niektórych inwestycji to się z Tobą zgodzę, ale tak właśnie jest że nie ma określonych priorytetów i wizji rozwoju rolnictwa a pieniądze są rozdawane bez ładu i składu konserwując strukturę gospodarstw (niskotowarówka) oraz często robiąc ludziom złudne nadzieje (np ptrzyznanie młodego rolnika osobie bez przygotowania i na kilka ha teraz płacz bo muszą zwracać pomoc) oraz nie przemyślane i naciągane inwestycje (np kupno nowego kombajnu czy ciągnika 150KM na 15ha ziemi ) póżniej brak kasy na przeglądy, serwis i części.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nikita_Bennet    100

ja tylko napisałem że ja nie mam zamiaru ryć ...

Ty stwierdziłeś że mam ryć skoro chcę być rolnikiem a nie zamieniać rycie w gnoju na inną pracę. Równie dobrze mogłaby to być działalność okołorolnicza czy usługowa w rolnictwie a nie praca na etat bo i tak zus i tak zus.

Wracajac do meritum - ja napisałem że gnoju przewalać nie mam zamiaru ;)

 

Ale dyskusja wyszła ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wolowik    22

ja tylko dwa słowa. Widać po tej dyskusji jak bardzo wszelkie dopłaty i obciążenia poróżniły rolników... bo jeden ma większe obciążenia a mniejsze dopłaty inny znów odwrotnie... myślę że twórcy dopłat nie to mieli chyba na myśli...

i jeszcze kilka uwag do Nikity... po pierwsze gospodarując bez obornika przekonasz się za kilka lub kilkanaście lat co to znaczy wyjałowienie gleby.. i nawet zwiększone nakłady w postaci nawozów i śor nie pomogą... ja to już przerabiałem... a druga sprawa (wracając do składki zdrowotnej) piszesz że jesteś na etacie urzędniczym (czy mundurowm na jedno wychodzi) i że płacisz ZUS, otóż jesteś w błędzie i jeszcze wmawiasz innym nieprawdę bo po pierwsze to nie "Ty" płacisz ZUS tylko twój pracodawca którym jest Państwo, a państwo bierze na Twój ZUS z podatków płaconych przez nas podatników (oczywiście sam jesteś też podatnikiem ale idę o zakład że nie generujesz miesięcznie takich podatków które równałyby się Twojemu ZUS-owi)....... Dlatego napisałem sarkastycznie w którymś z postów że najlepiej gdyby wszyscy w Państwie byli urzędnikami, mundurowymi i księżmi tylko skąd wtedy wzięłoby państwo pieniążki na ZUS dla wszystkich?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
StasiekS    72

West, wskaż mi w konstytucji gdzie jest zapisane ile ha powinno mieć rodzinne gospodarstwo rolne? Bo nie pamiętam aby coś takiego tam było.

 

Co do wolności gospodarczej to czy ja komuś bronie możesz być właścicielem 100 firm i współwłaścicielem kolejnych 100, tylko pomoc publiczna dla rolnictwa powinna trafiać dla rolników którzy utrzymują się wyłącznie z pracy w gospodarstwie lub prowadzą działalnośc pozarolniczą (usługi, handel itp) ale dochód z działalności poza rolniczej nie przekracza 40% lub tak jak jest jeszcze bardziej rygorystycznie w KRUS czyli nie przekracza kwoty wolnej od podatku inaczej tracisz możliwość ubezpieczenia w KRUS, oraz możliwość skorzystania z wsparcia z drugiego filara itp.

Idźmy jeszcze dalej. Jeśli małżonek rolnika pracuje poza branżą to także nie należy dawać mu pomocy z UE. Tak samo z dziećmi. Jeśli dzieci się kształcą w innym kierunku niż rolniczy to także należy zabrać mu pomoc UE bo po pierwsze robi to za publiczne pieniądze a po drugie nie będą prowadzić rodzinnego gospodarstwa więc po co inwestować w nieprzyszłościowe gospodarstwo.

 

jeszcze kilka uwag do Nikity... po pierwsze gospodarując bez obornika przekonasz się za kilka lub kilkanaście lat co to znaczy wyjałowienie gleby.. i nawet zwiększone nakłady w postaci nawozów i śor nie pomogą... ja to już przerabiałem..?

A wiesz, że można zwiększyć poziom próchnicy bez obornika?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wolowik    22

Hmmm to ja poproszę o ten sposób. ;-)

Co do meritum sprawy ja jestem za tym żeby było jak najwięcej wolności gospodarczej i jak najmniej przepisów i urzędników bo zaczynamy brodzić w oparach absurdu (" vide krzywizna ogórka czy ślimak jako ryba). Jęsli ktoś chce pracować na etacie i prowdzic gospodarstwo jego sprawa, nie możan mu tego zabronić, dopłaty - tak ale równe dla wszystkich, itd, itp.....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nikita_Bennet    100
i jeszcze kilka uwag do Nikity... po pierwsze gospodarując bez obornika przekonasz się za kilka lub kilkanaście lat co to znaczy wyjałowienie gleby..
A gdzie napisałem że zrezygnuję z nawożenia obornikiem?

 

... że płacisz ZUS, otóż jesteś w błędzie i jeszcze wmawiasz innym nieprawdę bo po pierwsze to nie "Ty" płacisz ZUS tylko twój pracodawca ...
no akurat u mnie pracodawca płaci ZUS ale mam wielu znajomych co przejęli gospodarstwa po rodzicach - ziemi dokupić nie mogą bo nie ma do sprzedaży i zaczęli działalność okołorolniczą (handel nawozami, maszynami itp) nie rezygnując z rolnictwa. Oni płacą 'normalny' ZUS a wg definicji westa przestaliby być rolnikami mimo że mają po 30-50ha (sama produkcja roślinna).

 

Dalej pozostanę przy swoim - to czy jest się rolnikiem czy nie nie powinno być uzależnione od tego czy jest się w KRUS czy ZUS czy innym systemie emerytalnym. Natomiast to komu idą składki (KRUS/ZUS) powinno zależeć od tego skąd mamy najwięcej dochodów i tak ten kto ma więcej z rolnictwa opłaca tańszy KRUS, ten co ma dodatkowo firmę płaci ZUS a za tego z budżetówki 'opłaca państwo' jako pracodawca za świadczenie pracy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×