Skocz do zawartości
Lukasz1987

Katastrofa Narodowa

Polecane posty

hubertuss    483

Nie wiem czemu ma służyć ten wywód. Nie wiem gdzie ty mieszkasz, ja w Polsce. To, że nasz kraj historie miał jaką miał to nie tylko wina sąsiadów. Ale także nas samych polaków. Jak mówi przysłowie gdzie 2 polaków tam 3 zdania. Historia pokazuje, że tak często gęsto było. To, że szukamy winy u innych zamiast spojrzeć bardziej krytycznie na siebie to również nasza cecha narodowa. Bo kto jest zawsze winien wszystkim nieszczęściom i niedoli sąsiad, rząd nie wiadomo kto tylko nie ja.

Co do stref zgniotu itd średnio rozgarnięty człowiek zauważył, że samolot leżał do góry kołami. Stało się tak dlatego, że w wyniku uderzenia o drzewo utracił dużą część lewego skrzydła a co za tym idzie siłę nośną. W wyniku utracenia siły nośnej z lewej strony wykonał obrót wokół własnej osi wzdłużnej i uderzył o ziemię. Jeśli ktos był w samolocie to wie, że nad głowami pasażerów nic juz nie ma oprócz poszycia, schowków i jakichś tam wzmocnień kadłuba oczywiście. Za to pod nogami zostaje połowa kadłuba z róznymi mechanizmami i innymi częściami które, gdyby samolot spadł normalnie mogły by stanowić strefę zgniotu i amortyzacje uderzenia. Dodatkowo kadłub został rozerwany więc ludzie po prostu powypadali. Tak więc przy takim uderzeniu wrak został zniszczony podobnie jak i ciała ludzi. Pasażerowie zostali przygnieceni tym co normalnie jest pod spodem a nad głowami nie mieli nic.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaro    163

Pozwolę sobie zamiast linku (który czasami ktoś kliknie albo i nie wkleić pewną wypowiedź-a będzie w niej trochę o Polakach )-proponuję przeczytać i zadać sobie pytanie-ile we mnie jest z prawdziwego Polaka ?

"Grzegorz Braun

 

 

 

"U nas to już żadnej Polski nie ma. Chcą nam zostawić tylko piosenkę i chorągiewkę" - tak brzmiała diagnoza stanu państwa zasłyszana ostatnio z ust pewnego taksówkarza-aforysty z Wrocławia. Osobiście gotów jestem się spierać, czy aby z tą chorągiewką to nie nadmiar optymizmu (o czym parę słów niżej), ale ogólne wyczucie kierunku, w jakim zmierzają sprawy publiczne, zdaje mi się całkiem trafne.

 

Rzecz w tym, że jeśli się ktokolwiek spodziewa spektakularnych, publicznych gestów i jasnych deklaracji w sprawie polskiej - a póki takowe nie następują, upiera się sądzić, że widać z państwem polskim wszystko jest jeszcze "w europejskiej normie"; kto czeka, że mu z telewizji zasygnalizują problemy z niepodległością Lis, Pochanke, Miecugow albo Żakowski - ten się może nie doczekać. Warto pamiętać, że przecież w 1945 r. nikt - ani Stalin, ani Roosevelt, ani nikt inny z szajki jałtańskich zbrodniarzy wojennych - nie ogłaszał wprost zamiaru likwidacji suwerennej państwowości polskiej. Wręcz przeciwnie, kolejne kroki w tym kierunku reklamowane były i zalecane jako niezbędne dla zapewnienia Polakom większego bezpieczeństwa ("korzystniejsze granice") i wydźwignięcia na wyższy poziom cywilizacyjny ("demokratyczny rząd"). I prawdę mówiąc, ogół polskiej inteligencji długo nie przypuszczał, że nową konstytucję Polski Ludowej kreślić będzie już nie żaden Stanisław Mikołajczyk nawet, ale osobiście sam Józef Stalin. A ci, którzy rzeczy nazywali wówczas po imieniu - jak np. obaj wielcy bracia Mackiewiczowie, Stanisław i Józef, albo płk Ignacy Matuszewski czy niezłomni "żołnierze wyklęci" - ci pozostali poza nawiasem akceptującego "demokratyczne przemiany" społeczeństwa, osamotnieni jako czarnowidze i ekstremiści.

Po 10 kwietnia 2010 r. podobne analogie historyczne nasuwają się same. Ich podstawowa nieścisłość bierze się stąd, że Niemcy dokooptowane zostały do grona zwycięzców drugiej wojny światowej (którego ścisłe jądro stanowi, przypomnijmy, ekskluzywny klub jałtańskich zbrodniarzy wojennych: Sowiety i kontynuująca ich byt prawny Rosja, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii). Ma się rozumieć, "zwycięzcą honoris causa" była zawsze Francja, a poniekąd "per procura" - Izrael. I otóż gotów jestem przypuszczać, że w tym właśnie poszerzonym gronie założycieli i strażników powojennego porządku światowego jakoś całkiem niedawno zgodzić się musiano, że po okresie nieporozumień i niejasności, które ciągnęły się przez ostatnie dwie dekady, przyszedł czas na ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej. Że nie ma i być nie może miejsca na jakikolwiek ośrodek suwerennej władzy i krystalizacji geopolitycznej między Moskwą a Berlinem. Upraszczam, ma się rozumieć, roboczo pomijając kazus Białorusi. Zakładam więc, że nie dalej niż półtora roku temu musiał się w naszej sprawie odbyć jakiś "Teheran bis", czego być może jedyną poszlaką pozostanie komunikat ze spotkania prezydentów Rosji i Izraela w Soczi, w połowie sierpnia 2009 roku. W 2010 r. zaś jakaś "Jałta bis", tyle że tym razem już tylko "na telefon" i zapewne także w podgrupach roboczych. W drugiej dekadzie kwietnia 2010 r. Stany Zjednoczone - tak rozumiem ostentacyjną absencję naszych aliantów na wawelskim pogrzebie - ostatecznie podżyrowały "strategiczny sojusz" Moskwy i Berlina. Pamiętajmy, że historia zgodnej współpracy na tej linii jest już bardzo długa, liczy setki lat, w których kontekście dwie wojny światowe to tylko niepotrzebny zgrzyt, po którym wszystko właśnie wróciło do normy - jak zwykle - po naszym trupie.

Data zamachu smoleńskiego wyznacza więc - z każdym miesiącem staje się to coraz bardziej koszmarnie ewidentne - koniec naszego drugiego "dwudziestolecia międzywojennego". Pewnie, że tę naszą ostatnią, postpeerelowską "niepodległość" trzeba ujmować w wyraźny cudzysłów. Była to przecież raczej zaledwie "promesa niepodległości", wydana warunkowo i - co gorsza - nie w pełni wykorzystana - ale przecież i to traktować należało w kategoriach daru Opatrzności. Teraz jednak i ta prowizoryczna "promesa" została najwyraźniej cofnięta.

Jeszcze mamy "piosenkę i chorągiewkę" - bo cóż to szkodzi, że się Polacy sami sobą od czasu do czasu powzruszają. Choć i to nie wszędzie i chyba tylko do czasu - wszak na gmach Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu wciągnięto już przed rokiem nową flagę województwa dolnośląskiego: orzeł czarny na tle żółtym. Miejscowa "Gazeta Wyborcza" sporo wysiłku włożyła w popularyzację wiedzy, że to nasz, swojski, tradycyjny, czarny orzeł Piastów śląskich - ale ktoś nieuświadomiony, nieoczytany, może przez pomyłkę skojarzy ową flagę z ościennym państwem - a nie wywieszono już obok żadnej biało-czerwonej...

 

Naród czy materiał etnograficzny

I w takich oto niewesołych okolicznościach pyta mnie szanowna redakcja "Naszego Dziennika": "Po co nam Polska?". Na takie pytanie trzeba najpierw odpowiedzieć pytaniem: "n a m" - to znaczy komu właściwie? Czy zostali jeszcze jacyś Polacy? Czy jesteśmy jeszcze narodem, czy już zaledwie "materiałem etnograficznym" - by posłużyć się cennym w swej drastyczności rozróżnieniem uczynionym przez nieocenionego Mikołaja Bierdiajewa?

Otóż jeśli nawet jeszcze narodem, to przecież narodem z resztek, narodem po lobotomii. Po zbrodniach metodycznego ludobójstwa dokonanej na Polakach w latach 30. i 40. przez socjalistów międzynarodowych (Stalina) i socjalistów narodowych (Hitlera), po zagładzie elit (Katyń/Palmiry, Oświęcim/Kołyma, etc.) i czystkach etnicznych (Wołyń 1943, Warszawa 1944, etc.); po nigdy niepoliczonych stratach materialnych, niepowetowanych zniszczeniach i rabunkach depozytów pamięci narodowej (bibliotek i archiwów, zabytków i kolekcji muzealnych); po amputacji odwiecznych stolic polskiej kultury, Wilna i Lwowa. Po tym wszystkim przyszedł wszak jeszcze jeden pogrom, niedoceniony co do rozmiaru tragicznych konsekwencji cywilizacyjnych: wypędzenie ziemiaństwa polskiego. A także wyzucie z majątku polskiego fabrykanta, polskiego rzemieślnika, przedsiębiorcy. Tym samym w XX wieku nie tylko utraciła Polska większość elit, ale też polski patriotyzm ostatecznie stracił realną bazę materialną.

Ale i to nie było jeszcze złem ostatecznym. Oto bowiem w miejsce owych wyeliminowanych lub zmarginalizowanch (w drodze bezpośredniej eksterminacji albo wtórnej pauperyzacji) podstawiono nowe elity "z importu" lub "z awansu". Miejsce "pana, wójta i plebana" (patrz: Rej) w strukturze społecznej zajęli: sekretarz, zetempowiec i kapuś. W odróżnieniu od reprezentantów elity tradycyjnej, którzy w znakomitej większości zawdzięczali swą pozycję aktom odwagi, przedsiębiorczości i wierności, którymi musieli się niegdyś wykazać ich przodkowie, karierę tej nowej elity warunkują: zaprzaństwo, nierzadko udział w zbrodni lub rabunku, zdrada i donosicielstwo, a co najmniej konformizm, niedostatek odwagi cywilnej. Zatem ta nowa elita zawdzięcza swoje z sowieckiego nadania "szlachectwo" aktom gremialnej i fundamentalnej niewierności Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. A ponieważ w wyniku tzw. transformacji ustrojowej owa niewierność nie tylko nie została nigdy przez państwo wyraźnie napiętnowana i ukarana, ale wręcz przeciwnie - stała się nietracącą ważności legitymacją i najlepszą przepustką do dalszej kariery w establishmencie post-PRL (alias III RP) - stąd nieznany w dziejach Polski zanik instynktu państwowego czy rozumienia racji stanu. Bo niby po kim ten instynkt i tę intuicję w rozpoznawaniu polskiej racji stanu mieliby dziedziczyć ci, co dziedziczą nomenklaturowe mieszkania przy alejach Przyjaciół i Róż?

Tę dziejową i systemową niesprawiedliwość po 1989 r. powtórnie podżyrowano - dekretom PKWN nadano sankcję autorytetu III RP (tym samym dokonując bezterminowej prolongaty przywilejów dla renegatów i ich progenitury), zapobiegając z jednej strony skutecznej lustracji i dekomunizacji, z drugiej zaś, nie dopuszczając na szerszą skalę do zwrotu mienia zagrabionego (zwanego eufemicznie reprywatyzacją). I przez całych 20 lat naszej prowizorycznej niepodległości ten stan rzeczy nie uległ zasadniczym zmianom. Kto zatem miałby dziś łożyć na polski patriotyzm - czy może beneficjenci afery FOZZ?

Szkicowany tu w czarnych barwach obraz byłby jednak nadal zbyt przyjemny dla oka, gdybyśmy nie wspomnieli o dwóch innych czynnikach, które zaważyły na kondycji Narodu Polskiego. Były bowiem jeszcze dwie kwestie, które sowieccy namiestnicy w Polsce (Kiszczak, Jaruzelski & wspólnicy) zaliczyć musieli, jak przypuszczam, do priorytetowych w dziedzinie zabezpieczenia "transformacji ustrojowej", to jest w istocie dla zabezpieczenia interesów sowieckiej nomenklatury w Polsce.

Pierwsza: nie dopuścić do wywarcia wpływu na bieg spraw i podniesienia jakości elit w Polsce Polaków z emigracji. Musiało to być z ich (towarzyszy generałów) perspektywy "niebezpieczeństwo" całkiem realne, jedyna szansa udanej transplantacji zachowanych jeszcze na emigracji "komórek macierzystych" polskości, ostatnia nadzieja na wzmacniający zastrzyk, który mógł nieco podreperować zmasakrowane tkanki Narodu (zwłaszcza mózgową). Warto więc nie zapominać, jak wielkie środki zainwestowali zawczasu komuniści w dezintegrację tzw. Polonii poza granicami kraju. I jak skuteczne okazały się te działania. Skromnie milczą o swych zasługach w tym dziele generałowie Czempiński i Petelicki i inni ich koledzy z peerelowskiego Departamentu I MSW. A polska historiografia - jeśli nie zabraknie chętnych, by ją pisać - nie powinna też przeoczyć wysiłków na polu "neutralizacji" środowisk emigracyjnych w epoce postokrągłostołowej różnej rangi cywilów: od Geremka po Gugałę.

 

Genetyczna dewiacja na lewo

Drugą kluczową kwestię postawił podobno nawet w trybie wyraźnej dyrektywy sam Czesław Kiszczak: nie dopuścić, powstrzymać lub maksymalnie opóźnić powstawanie ośrodków krystalizacji politycznej (w praktyce: partii) o proweniencji i profilu ideowym innym niż lewicowy.

Stanowczo warto odnotować fenomen: polska inteligencja ze swej genezy i prawdziwej tradycji jest lojalnym (nawet jeśli częstokroć szczerze naiwnym) lumpenproletariatem światowej rewolucji. I to niezależnie od tego, jakie teorie sama sobie na swój własny użytek do tej smutnej praktyki dziejowej dorabia. Przy bliższym poznaniu polskie "za wolność waszą i naszą" okazuje się niestety przysposobioną do celu autoegzaltacji lokalną wersją globalnych, iście szatańskich zabiegów "o nowy wspaniały świat".

A polski patriota, który tych niebezpiecznych związków nie zauważył i tego rodowodu się wypiera - a uwagi o genetycznym i nieuleczalnym "zlewicowaniu" polskiej inteligencji z oburzeniem odrzuca jako insynuacje - jest jak molierowski Grzegorz Dyndała, który, jak się okazało, sam nie wiedział, że mówi prozą.

 

Poza fundamentalizmem republikańskim

Biorąc pod uwagę wspomniane pobieżnie okoliczności, możemy bez ryzyka większego błędu założyć, że Polacy, którzy świadomie, a nie ledwie intuicyjnie pragną jeszcze jakiejkolwiek Polski, polskiego państwa - a zatem zdolni są do poważnej refleksji np. na zadany przez "Nasz Dziennik" temat - tacy Polacy muszą być dość egzotyczną mniejszością wśród stanowiącej na polskim terytorium zdecydowaną większość ludności postpeerelowskiej czy neosowieckiej. Że tak jest w istocie, tego mieliśmy dowód w całej serii spektakularnych manifestacji w minionym strasznym roku 2010. Od 10 kwietnia Polska racja stanu jest nieustannie kwestionowana już nie tylko przez ościennych mocarzy i ich ambasadorów, ale przez rzeszę tubylczych ochotników. Mnożą się dowody już nie jawnej obojętności, ale narastającej wrogości i agresji - wobec Polaków niechcących pochopnie wyrzekać się aspiracji do własnej państwowości. I wygląda na to, że w konfrontacji z całym tym neofolksdojczfrontem w Polsce, owych "n a s" ze stawianego przez redakcję "Naszego Dziennika" pytania nie wystarcza, by stawić czoła już nie tylko zagrożeniom zewnętrznym, ale nawet wewnętrznym.

To jednocześnie wiadomość dobra i zła w jednym. Dla klasycznego polskiego inteligenta, wdrożonego do bezkrytycznej akceptacji przesądów demokratycznych, taki bilans sił może mieć skutek obezwładniający. Jeśli bowiem jedyną drogą do wolnej Polski ma być wygrana w demokratycznych wyborach, jeśli jedyną opcją dozwoloną polskim patriotom ma być przegłosowanie hołoty, która na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie wołała: "Chcemy Barabasza!", to sprawa z góry wygląda na przegraną. Z takiego obłędnego założenia wynika bowiem logicznie, że pilnie nieodzowną akcję ratowania polskiej państwowości należałoby zawiesić do czasu, aż przekona się do niej odpowiednia liczba "młodych, wykształconych z wielkich miast". Za równie sensowną należałoby uznać koncepcję uzależnienia losu Polski od ewentualnego nawrócenia i publicznej ekspiacji towarzyszy generałów. Czas, by polscy patrioci zauważyli, że prawdziwie wolnej i wielkiej Polski - na miarę 1000-lecia swych dziejów - nie uda się ani "przegłosować", ani przy żadnym okrągłym czy kanciastym stole "wynegocjować".

Tu jednak czas na dobrą wiadomość: istnieje życie poza fundamentalizmem republikańskim. Dla świadomej opcji na rzecz polskiego patriotyzmu liczebność tłumów na Krakowskim Przedmieściu nie ma większego znaczenia, nie licząc doraźnych uciążliwości, które porównać można do komplikacji, jakie wnieść może w nasz dom banda agresywnych sublokatorów. Nie zapominajmy, że nie ludzka statystyka - ale raczej "Boża ekonomia" decyduje o najważniejszych sprawach. Wielkie projekty polityczne w istocie nigdy nie są sprawą "mas ludowych" - a bieg dziejów zmieniają raczej kameralne grona zdeterminowanych zamachowców (vide: rewolucje jakobińskie i bolszewickie). Czemuż więc losów sprawy polskiej nie miałaby przesądzić grupa świadomych celu "spiskowców" konsekwentnie działających na rzecz niepodległości?

Tu jednak otwiera się nowa przestrzeń, w której polski patriota - który zerwał linkę asekuracyjną frazesu demokratycznego - wystawiony będzie na szereg nowych niebezpieczeństw. Jedna jest w tej przestrzeni busola, której nie wolno mu wypuścić z ręki: imperatyw kategoryczny wierności Kościołowi (rzymskokatolickiemu, ma się rozumieć). To wbrew pozorom istotne zastrzeżenie - niektórzy bowiem z Polaków patriotów w ogólnej desperacji i na tle niewątpliwie szczerego zapału patriotycznego poobrażali się na Kościół. Albo też zobojętnieli na jego sprawy. I częstokroć doszli do przekonania, że walka o Polskę to sprawa tak ważna, że wolno i należy przedkładać ją nad dobro Kościoła. Niektórzy zapomnieli się nawet do tego stopnia, iż gotowi chyba o Polskę walczyć - jak mickiewiczowscy opętańcy - "z Bogiem i choćby mimo Boga" (vide: "Dziady" część III). Nic nowego - to jedna ze stałych pułapek polskiego patriotyzmu - stare błędy ćwiczone już na własnej skórze przez wielu skądinąd dzielnych naszych protoplastów, co ze szczerej tęsknoty za Polską zbłądzili i do lóż masońskich (jak ww. polscy jakobini, jak Lelewel i tylu innych z generacji wieszczów) i w szeregi armii bezbożników (Napoleona czy Garibaldiego).

Bo po cóż nam wreszcie ta Polska, jak nie po to, by się jeszcze kiedyś na coś przydać mogła Stolicy Apostolskiej? To powinien być oczywisty i wyraźny horyzont aspiracji polskiego patriotyzmu. Alternatywa jest bowiem jasna i straszna: jeśli nie po tej stronie, to po której? Lepiej więc zawczasu zabiegajmy o to, by w ostatniej bitwie szeregów armii Goga i Magoga nie zasilili przypadkiem jacyś zbałamuceni lub niedoinformowani Polacy.

 

 

 

Grzegorz Braun - ur. 1967 r., reżyser, publicysta, zdeklarowany monarchista; autor i współautor m.in. filmów dokumentalnych: "Plusy dodatnie, plusy ujemne", "TW Bolek", "Marsz wyzwolicieli", "Towarzysz generał", oraz ponad tuzina filmów z cyklu "Errata do biografii", który ostatnio zniknął z tzw. ramówki TVP 1; najnowszy film dokumentalny "Eugenika - w imię postępu" czeka na emisję w TVP 2."

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

N

Dodatkowo kadłub został rozerwany więc ludzie poprostu poowypadali.

 

jedyna prawdziwa gazeta podaje co innego i pozwolę sobie zacytować

"

Wielu świadków zdarzenia, którzy tuż po tragedii byli na miejscu katastrofy, a później nie brali udziału w akcji wydobywania zwłok, zeznawało, że nie widziało ciał zabitych. Jeden z rosyjskich strażaków relacjonuje: "W środku wraku było miejsce "kula", w której były ludzkie ciała. Te ciała były przemieszane. Samolot jest "rurą", a jak samolot się odwróci do góry nogami, ludzie odczepiają się z siedzeniami od podłoża samolotu. Pasy od siedzeń przecinają ludzkie ciała, a te ciała po uderzeniu samolotu o powierzchnię przyciągane siłą grawitacji udają się w jedno miejsce". Z ekspertyzy Instytutu Medycyny Sądowej w Moskwie wynika, że przebadano 320 fragmentów zwłok."

 

Hubertus ,czyżby twoja wersja wydarzeń opierała się na takiej możliwości? http://smolensk-2010.pl/2011-01-27-dlaczego-zamilkl-komputer-pokladowy.html

Edytowano przez xemit

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiadomość z agroFakt.pl

hubertuss    483

Nie wiem w jakie miejsce udają się ciała. Jedno jest pewne kadłub był w kilku częściach tak więc wszystkie ciała nie mogły być wewnątrz. Poszukiwania zwłok trwały kilka dni. Pozatym jak piszesz były w ilus tam częściach a i to pewnie nie wszystko znaleziono. Co do foteli one urwały się od podłogi ale nie w chwili kiedy samolot się odwrócił a dopiero wtedy gdy uderzył o ziemię. Ciężar i siła uderzenia odwróconego samolotu najpierw zgniotła poszycie kadłubu a potem siedzących w nim ludzi wraz z fotelami, którye w wyniku dalszego zgniatania oderwały się od podłogi. Oczywiście jakas część pasażerów była w środku z części nie było co zbierać.

Moja teoria jest krótka piloci z niewiadomych względów (nie żyją więc nigdy się nie dowiemy) podjeli próbę lądowania pomimo, że wiedzieli , że nic z tego. Ladowali wg wskazań wysokościmomierza radiowego mylonego przez ukształtowanie terenu, zamiast wg baromretrycznego. Zeszli poniżej 120m do których miał uprawnienia pilot przy tych warunkach. Zorjętowawszy się że już nic z tego postanowili odejść na drugi krąg na autopilocie czytaj automacie pomimo, że lotnisko nie miało ils a samolot nie miał wprowadzonych współżędnych w bazie autopilota. Co do informacji kontrolera czego można się spodziewać po sprzęcie z lat 60 tych ze ścieżka podejścia namalowaną na ekranie radaru markerem.

Edytowano przez hubertuss

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

Ja tego nie pisałem.Jest to żywcem zerznięte z GW , a ta się nie myli B)

Fakt kadłub odwróconego Tupolewa musiał mocno wbić się w ziemię, aż po same koła, które były zabłocone ;) .

Moim zdaniem logicznie o współrzędnych

 

"Jak wiadomo sygnaly z satelitów systemu GPS sa przetwarzane przez komputer pokładowy TAWS który na tej podstawie oblicza położenie samolotu. Wątpliwe jest, by piloci po raz kolejny wprowadzając współrzędne położenia lotniska, wprowadzili złe dane: System zapamiętuje ostatnie cele i ich współrzędne i jak wiadomo w środę wylądowali prawidłowo. Współrzędne są pokazywane po wprowadzeniu ich w system jako punkt na mapie. Gdyby odbiegały od ostatnich współrzędnych wprowadzonych w środę, piloci zobaczyliby na mapie dwa rózne punkty, co musiałoby wywołać ich nieufność"

Edytowano przez xemit

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

Zaczynam się z tobą zgadzać.On się rozpadł.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
mateuszc355    1898

ja powiem tak o katastrofie lotniczej w Smoleńsku Rosjanie będą zamazywać ślady zrzucać winę na polotów i inne osoby

a dlaczego Pan Tusk nie docieka prawdy bo się boi Putina

Lech Kaczyński się nie bał i każdy wie jak skończył

gdzie ten cud gospodarczy Tuska gdzie te drogi i autostrady

wyższe pensje niższe ceny paliw i żywności

każdy pamięta wydarzenia z lipca związane z krzyżem przed pałacem prezydenckim wtedy tv tylko o tym nadawała a o tym że podnieśli VAT to może na pasku puścili tyle mam do powiedzenia ;[

 

ja powiem tak o katastrofie lotniczej w Smoleńsku Rosjanie będą zamazywać ślady zrzucać winę na polotów i inne osoby

a dlaczego Pan Tusk nie docieka prawdy bo się boi Putina

Lech Kaczyński się nie bał i każdy wie jak skończył

gdzie ten cud gospodarczy Tuska gdzie te drogi i autostrady

wyższe pensje niższe ceny paliw i żywności

każdy pamięta wydarzenia z lipca związane z krzyżem przed pałacem prezydenckim wtedy tv tylko o tym nadawała a o tym że podnieśli VAT to może na pasku puścili tyle mam do powiedzenia ;[

 

ja powiem tak o katastrofie lotniczej w Smoleńsku Rosjanie będą zamazywać ślady zrzucać winę na polotów i inne osoby

a dlaczego Pan Tusk nie docieka prawdy bo się boi Putina

Lech Kaczyński się nie bał i każdy wie jak skończył

gdzie ten cud gospodarczy Tuska gdzie te drogi i autostrady

wyższe pensje niższe ceny paliw i żywności

każdy pamięta wydarzenia z lipca związane z krzyżem przed pałacem prezydenckim wtedy tv tylko o tym nadawała a o tym że podnieśli VAT to może na pasku puścili tyle mam do powiedzenia ;[

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
lemelvaus    0

Z ciekawości przeczytałem te wywody pana Brauna i muszę powiedzieć, że ma rację o nikłym patriotyzmie w obecnych mieszkańcach naszego kraju. Jedynie co Mnie osobiście uraziło to nadanie herbu wiszącemu na Urzędzie Marszałkowskim we Wrocławiu proniemieckiego tematu. Fakt mieszkam na Dolnym Śląsku blisko Wrocławia ale uważam że jest to po prostu pewna forma zazdrości, może chodzi o dobrą infrastrukturę o naszą autostradę A4,o wyższe zarobki, standard życia, a może o to, że Prezydentem jest człowiek niepowiązany z żadną partią (co kolidowałoby z treścią jego wypowiedzi <_< ). Ale do reszty nie mam zastrzeżeń szczera prawda i tyle...

 

 

Mam nadzieję że cytujący te fragment dobrze odczytał zamiar autora. :D

 

 

...a jeżeli o katastrofę smoleńską no cóż nikt nie przeżył, gdyż samoloty nie są budowane pod kątem wypadków. Owszem były niedociągnięcia ze strony Rosji. Ale co z tego? Kto jest na tyle nierozsądny by wypowiadać otwarty konflikt Rosji? (niech każdy osobiście w duchu odpowie sobie na to pytanie) Pozostaje nam tylko wspominać ofiary katastrofy i utrwalić w pamięci to jak działa państwo rosyjskie.

Edytowano przez lemelvaus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaro    163

"Mam nadzieję że cytujący te fragment dobrze odczytał zamiar autora. :D "-spokojna Twoja rozczochrana :D a co do zamożności to może i owszem w wszym regionie widać to w miastach-ale wsie są (przynajmniej te przez które ostatnio przejeżdżałem a w jednej nawet nocowałem ) taaakie sobie (okolice Brzegu).

PS.Jak tak chwalisz owego śląsko-piastowskiego orła (ale chyba na razie dolnośląskie należy do Polski ?) to żebyś się kiedyś nie obudził w niedzielę a w TV nie będzie Teleranka i u drzwi stanie załoga "Dżi" i miś Kolabor :D w barwach feldgrau...

Edytowano przez jaro

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
hubertuss    483

Póki co to wschodni niemcy narzekają/niektórzy się cieszą, że polacy wykupują domy i mieszkania w ich przygranicznych miasteczkach. Skąd wszyscy rdzenni mieszkańcy wyjechali.

Edytowano przez hubertuss

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaro    163

Zauważ że tam rdzenni mieszkańcy to Słowianie połabscy :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
farmermf    78

Witam po tygodniowej przerwie. Ale żeście postów na machali. Jak zwykle co drugi to @jaro. Korzystając z braku internetu korzystałem z mediów papierowych i znalazłem bardzo ciekawy cytat który dedykuje dla kolegi @jaro.

,,Jest w Polsce 20% ludzi, którzy uwierzą w dowolna bzdurę, byle wyszło że to Ruskie som złe-i majac te głosy ma na 25 lat zapewniony elektorat." Pozdrawiam. :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaro    163

O Niemcach też pisałem a nawet o Szwedach :D -ale swoją drogą zapewne najbardziej zabolała lektura tego co wkleiłem ?

Oczywiście Rosjanie nie zafundowali nam rozbiorów ani nie wkroczyli 17 września :D .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
farmermf    78

Nie, nie chciało mi się tego wszystkiego czytać. Jak widać i słychać prezes opiera swe wypowiedzi na wzór mego cytatu, a temu chyba nie zaprzeczysz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaro    163

Zaprzeczę-bo jeżeli nie zaprzeczyłbym to oznaczałoby to iż wierzę w bzdury i owe 20 % etc.Z tym Twoim pytaniem jest podobnie jak z pytaniem-"czy to prawda że pańska żona przestała się puszczać ?" :D -weź tu i odpowiedz z sensem...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
lemelvaus    0
...żebyś się kiedyś nie obudził w niedzielę a w TV nie będzie Teleranka i u drzwi stanie załoga "Dżi" i miś Kolabor :D w barwach feldgrau...

 

Niech tylko spróbują, ale się nie martwię Tych niemieckich Niemców jest tak mało jak pies napłakał. Szybciej Turka lub Polaka znajdziesz.

 

... Ale Brzeg i okolice to Opolszczyzna. Coś przespałem ? :unsure:

Edytowano przez lemelvaus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jaro    163

Fakt-to już opolskie-jak rozumiem Opolszczyzna jest daleko z tyłu za rozwojem cywilizacyjnym Dolnośląskiego ?:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Profil usunięty   
Gość Profil usunięty

No comments.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×