Skocz do zawartości

Zdjęcie

Moja smutna historia - największe rozczarowanie i ból mojego życia


Brak odpowiedzi na ten temat

#1 Share robert936vario

robert936vario

    Nowicjusz

  • Members
  • Pip
  • 0 postów

Napisany 15 sierpień 2016 - 02:34

Moja smutna historia - największe rozczarowanie i ból mojego życia

Witajcie. Chciałbym wam opowiedzieć moją krótką, smutną historię, którą wy jako rolnicy od pokoleń powinniście doskonale zrozumieć. Uprzedzam, że jest co czytać. Byłbym wdzięczny za jakąś odpowiedź.

 

A więc wychowałem się u dziadków na wsi. Moi rodzice nie byli zainteresowani rolnictwem, mój ojciec pochodził z dużego miasta, z bogatej rodziny, moja mama urodziła się w chłopskim domu, od małego nienawidziła pracy na wsi i jak tylko mogła wyprowadziła się do metropolii na studia. Na studiach poznała tatę, pobrali się i otworzyli razem bardzo dochodowy biznes (w branży włókienniczej, były to lata 90te, czasy tzw. transformacji), więc jako dzieciak na brak środków narzekać nie mogłem, wręcz odwrotnie: miałem wszystko o czym młody chłopak mógł tylko zamarzyć.

 

W związku z rozwijaniem się ich firmy i brakiem czasu od pierwszego do czternastego roku życia mieszkałem z dziadkami. Mój dziadek prowadził jak na nasze rejony całkiem pokaźnych rozmiarów gospodarstwo rolne (prawie 80ha ziem uprawnych, łąk i kawałek lasu, 20 sztuk bydła mlecznego). Od dziecka zakochałem się w pracy na roli. Nie odstępowałem mojego dziadka na krok, wszystkie prace od małego wykonywaliśmy razem - roboty polowe, wyprowadzanie krów na łąkę, naprawy ciągników. Wiedziałem, że to jest to co chciałbym robić w życiu, nie ważne co będą mi mówić inni. Bardzo szybko, bo już na przełomie 2 i 3 klasy podstawówki nauczyłem się jeździć ciągnikiem.

 

Gdy miałem może z 8 czy 9 lat, mój dziadek postanowił ze względów zdrowotnych przejść na rentę a gospodarstwo przepisać na młodych. Wtedy, ze zrozumiałych powodów, nie wiedziałem o co chodzi z tym przepisywaniem itp. Gospodarka została przepisana na młodszą córkę mojego dziadka, siostrę mojej mamy oraz na jej męża. Nadal, tak jak dawniej, pomagałem w gospodarstwie, tyle że zamiast dziadkowi to teraz mojemu wujkowi. Dogadywaliśmy się doskonale, mój wujek z domu także był rolnikiem, tyle że znacznie mniejszym, ale coś na temat rolnictwa wiedział. Lubiłem go. I tak to wszystko toczyło się dalej. Gospodarstwo rozwijało się powoli, bo oprócz pracy na roli mój wujek miał także inne zajęcia, mianowicie prowadził firmę budowlano-wykończeniową. Udało mu się nawet zakupić kilka nowych maszyn, w tym ciągnik, w ramach programów dofinansowania z UE.

 

Po pewnym czasie wszystko powoli zaczęło się psuć. Zlikwidowano hodowlę krów na rzecz małej hodowli świń 200 sztuk), z powodu iż było przy niej zbyt dużo roboty i odpowiedzialna za zwierzęta babcia z wiekiem nie dawała sobie rady.

 

Gdy kończyłem gimnazjum zacząłem sobie coś uświadamiać. Zawsze myślałem, że to ja będę kontynuował rodzinny biznes i prowadził po dziadku gospodarstwo, bo jako jedyny z rodziny, z jego dzieci czy wnucząt wyrażałem zainteresowanie prowadzeniem farmy. Z resztą jako dzieciak mówiłem mu to wprost. Jednak dotarło do mnie, że gospodarka nigdy nie będzie należeć do mnie, tylko po moim wujku odziedziczą ją moi kuzyni, którzy do roboty w polu się nie palili, a wręcz przeciwnie - wstydzili się swojego pochodzenia i ani razu, mimo iż mieszkali na farmie, nie pomagali ojcu przy pracy. Mógł polegać tylko na mnie.

 

Gdy zdałem sobie z tego sprawę dobiło mnie to. Nie potrafiłem wyobrazić sobie swojego życia bez pracy na roli we własnym gospodarstwie. Nie wyciągałem tej sprawy na forum rodzinnym, nie chciałem by mojemu dziadkowi było przykro, po za tym wtedy zaczęły się jego problemy z sercem i wolałem nie powodować u niego niepotrzebnego stresu, który może negatywnie wpłynąć na jego zdrowie. 

 

Co zabawne, moi kuzyni zawsze zazdrościli mi mojej sytuacji. Miałem wszystko o czym oni mogli tylko pomarzyć - quady, komputery, konsole, kamery, rowery i tego typu bajery. Dochody ich rodziców z gospodarstwa, wiejskiego sklepiku i małej firmy w porównaniu z dochodami z firmy moich rodziców były śmieszne. A ja mimo to chciałem koniecznie kontynuować dzieło wielu pokoleń naszej rodziny czyli gospodarstwo, które z braku poświęcanego mu czasu i pasji podupadało i przynosiło coraz mniejsze zyski mimo inwestycji dofinansowywanych z UE.

 

Obecnie moja ciotka oraz wujek tylko czekają aż mój dziadek umrze i będą mogli wyprzedać cały jego majątek, podzielić co się da na działki budowlane. Resztę również posprzedawać, włącznie z maszynami bądź pooddawać w dzierżawę, co generalnie oznacza, że planują to gospodarstwo zamknąć. Gdyby zrobili to już teraz, mój dziadek albo by tego z żalu nie przeżył, albo by ich wydziedziczył.

 

Patrzę na to z boku i jest mi przykro. Bardzo przykro. Tak bardzo szkoda mi pracy tak wielu pokoleń, tylko po to aby teraz to zamknąć, sprzedać i przejeść dorobek gromadzony tak wiele lat. Szkoda mi też mojego dziadka oraz babci, bo mimo iż nikt nie mówi tego wprost, jestem pewien, że wiedzą co się kroi. 

 

I zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego? Dlaczego dziadek nie mógł przepisać tej gospodarki na mnie czy na moich rodziców? Przecież dobrze wiedział, że kocham pracę na roli, że mam takie same powołanie jak on. I chyba znam odpowiedź. 

 

Jak już wcześniej wspominałem mnie i moim rodzicom bardzo dobrze się wiedzie. Gdyby dziadek przepisał na nich lub na mnie tę gospodarkę, moją ciotka oraz jej rodzina, która już i tak mam wrażenie, z zazdrości, nas po cichu nienawidzi, została by bez niczego. I tak nawet teraz, kiedy prawie cała ojcowizna należy do niej i tak ma nam za złe i uważa to za niesprawiedliwe, że dziadek dał nam 8ha działek. Uważa, że z racji tego, iż jesteśmy majętni nic z ziemi naszych ojców się nam nie należy, a to przecież nieprawda, bo majątek moich rodziców to 100% ich ciężkiej pracy.

 

Z racji iż pieniądze to dla nas nie problem, moglibyśmy wykupić ojcowiznę, ale jakoś nie mogę tego przeboleć. Uważam, że nie należą im się te pieniądze, że wykupienie od nich tej gospodarki byłoby dla mnie i dla mojej rodziny poniżające. Powinienem przecież odziedziczyć tą ziemię po dziadku.

 

Mam takie dni, że nie mogę przestać o tym myśleć. Czasami zdarza mi się nie przespać z tego powodu nocy, tak jak teraz, kiedy to piszę. Nic nie pomaga, alkohol, inne hobby, zakupy itd. Musiałem się w końcu z kimś tym podzielić. Jeżeli czytając to dotrwałeś do końca jestem Ci bardzo wdzięczny kimkolwiek jesteś. To dużo dla mnie znaczy, mimo iż podejrzewam, że nie wiele to da a piętno jakie odcisnęła na mnie ta historia będę nosił do końca życia. Nie potrafię o tym mówić, jak tylko o tym myślę to staremu, prawie dwudziestoletniemu koniowi do oczu cisną się łzy.

 

Jeśli chodzi o moją przyszłość to najprawdopodobniej będę prowadził i rozwijał firmę moich rodziców. I choć niby nie mam powodów do narzekania, bo prowadzenie własnej firmy to również moja pasja, to zawszę będę duchem z wami - rolnikami, a moją pasją czy marzeniem będzie rolnictwo, mimo iż dla tej branży czasy są trudne i pewnie będąc rolnikiem nie zarobiłbym w ciągu roku nawet 1/20 tego co zarobię w mojej firmie.

 

Co byście zrobili na miejscu mnie, a co na miejscu mojego dziadka? Co sądzicie o zaistniałej sytuacji? Co byście mi radzili? Znacie podobne przypadki? Nie wiem na co liczę, na otuchę czy na rady, po prostu musiałem to z siebie wyrzucić, tak bardzo mnie to boli.

 

 

Wam wszystkim, którzy prowadzicie własne gospodarstwa rolne, małe czy duże, zacofane czy nowoczesne, z całego serca zazdroszczę. Wiedzcie, że macie naprawdę dużo szczęścia i pewnie czasem nie zdajecie sobie z tego sprawy.

 

 



Reklama AgroFoto Ads

  • watermark
  • Reklama
Moja smutna historia - największe rozczarowanie i ból mojego życia Dzisiaj, 23:10
  •  

Podobne tematy

Tylko na agroFakt.pl: Żywność z krajów UE bez pozostałości ŚOR! zobacz »