Skocz do zawartości

Zdjęcie

Katastrofa Narodowa


1133 odpowiedzi na ten temat

#1041 Share Profil usunięty Profil usunięty

Profil usunięty
  • thumbphoto
  • Guests

Napisany 25 styczeń 2011 - 11:27

Katastrofa Narodowa Tego się nigdy nie dowiemy.
Poziom abstrakcji zawartych w jego postach przekracza możliwości szarego zjadacza chleba.

Reklama AgroFoto Ads

  • watermark
  • Reklama
Katastrofa Narodowa Dzisiaj, 15:28
  •  

#1042 Share StasiekS

StasiekS

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 1196 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 25 styczeń 2011 - 11:29

Katastrofa Narodowa I Xemit rozwiązał zagadkę.

Cimoszewicz jak się zmienił:
http://wiadomosci.dz...molenskiej.html

Ktoś mnie właśnie uświadomił że rząd PO jest najlepszy ze wszystkich innych bo przyśpieszył budowę dróg.

Edytowany przez StasiekS, 25 styczeń 2011 - 11:31.


#1043 Share Profil usunięty Profil usunięty

Profil usunięty
  • thumbphoto
  • Guests

Napisany 25 styczeń 2011 - 11:34

Katastrofa Narodowa Ma również niewątpliwe sukcesy w walce z globalnym ociepleniem powodując że ostatnia zima była dużo chłodniejsza jak te za rządow PiS.

#1044 Share StasiekS

StasiekS

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 1196 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 25 styczeń 2011 - 11:39

Katastrofa Narodowa I weź tu nie zagłosuj na PO.
Ale co do dróg to trochę jest w tym racji bo to PO zmieniło ustawy uwłaszczeniowe i przyśpieszające budowę dróg.

#1045 Share jaro

jaro

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 5087 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 25 styczeń 2011 - 11:40

Katastrofa Narodowa Znaczy tych dróg co ich nie ma ?-no brawo,brawo bo jak przy przyspieszyli budowę tych dróg co są (w budowie znaczy) to bym już ich nie chwalił.Dlaczego spytacie-bo by napytali sobie biedy, jak wiadomo wszystkie drogi prowadzą do Rzymu (w naszym przypadku Warszawy)-gdyby owe drogi były dobre to np. jeden z drugim Bolek ze wsi oporządziłby się i jechał panie na strajk (a po południu wrócił na to swoje zadupie) ale panie jak ma jechać 2 dni wewte i 2 dni z powrotem to panie-zwierzoki mu padną.Stąd właśnie brak chłopskich protestów-brawa dla Donka :D .
PS.I co @xemit-mogę już powoli zaczynać termin u @staszka ?:D

#1046 Share StasiekS

StasiekS

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 1196 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 25 styczeń 2011 - 11:53

Katastrofa Narodowa Ale jakby jakimś cudem rolnicy by pojechali do Warszawy to zostali by posądzeni o zniszczenie tych cudownych, nowo wybudowanych dróg swoimi ciężkimi traktorami. Więc tak i tak jest źle.

Ale fakt faktem to za czasów PO podpisano najwięcej zleceń na budowy dróg i dużo jeszcze czeka ale się szybko nie doczeka. PO jest ofiarą własnego sukcesu. Przyśpieszyli budowy ale zapomnieli że firmy budowlane nie budują za darmo autostrad.

#1047 Share wiesaw

wiesaw

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 273 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:z doliny Wolicy
  • Zainteresowania:

Napisany 25 styczeń 2011 - 17:39

Katastrofa Narodowa Drogi i cała gospodarka to temat podrzędny, naj to max. wysokie notowania, a reszta jakoś ujdzie... . A takie moherowe myślenie nie występuje tylko u nas w Polsce. U Rosjan też są takie przypadki. Przykład: http://lubczasopismo...u-wersja-polska
Więc:
"Wszystko pokryje ropa, gaz i mgła."
samczeruno.pl :)))

"Jeżeli wydaje Ci się, że wiesz wszystko, to masz rację... wydaje Ci się."

#1048 Share jaro

jaro

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 5087 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 25 styczeń 2011 - 18:37

Katastrofa Narodowa Co by tu dodać ?-jesteśmy już tak zmęczonym narodem że nie chce nam się już nawet myśleć o sprawach innych niż przyziemne .Czy ktoś się kiedyś zastanawiał dlaczego historia naszego kraju toczyła się przez ostatnie 700 lat po równi pochyłej (i nie mam na myśli ruchu pod górę :D ),dlaczego mimo korzystnego położenia geograficznego, bogactw naturalnych, zaradności mieszkańców ciągle dotykały nas nieszczęścia i po dziś dzień nie możemy się podnieść ba jesteśmy prawie pariasami dostatniej Europy ?Oczywiście każdy w pierwszej kolejności pomyśli o "złotej wolności szlacheckiej" która to w powszechnym mniemaniu doprowadziła do rozbiorów naszego kraju.Jeżeli jednak przyjrzeć się dokładniej wszelkim ruchom rozkładowym zawsze można zauważyć że ktoś za tym stał-nawet można dosyć dokładnie określić kim był ten 'ktoś"-otóż zawsze był nim jakiś nasz sąsiad-zdecydowanie zaś w działaniach tych przodował sąsiad ze wschodu.I my wszyscy po tylu przykrych doswiadczeniach mamy uwierzyć że teraz to Rosjanie są jako baranki łagodne -a wała tam :D .
PS.Tylko nie piszcie że Szwedzi nie byli naszymi sąsiadami :D



#1049 Share StasiekS

StasiekS

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 1196 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 25 styczeń 2011 - 18:57

Katastrofa Narodowa Ale chyba Rosjanie wykorzystywali naszą "wolność szlachecką" jak i Szwedzi. Pamiętasz z historii XV i XVI wiek, dymitriady, Smoleńsk? Moglibyśmy wtedy władać całym Carstwem Rosyjskim.

#1050 Share martini89

martini89

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 339 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Pałuki
  • Zainteresowania:ronlnictwo,wędkarstwo,motoryzacja

Napisany 25 styczeń 2011 - 20:40

Katastrofa Narodowa Wedłg mnie na pozoim cywilizacji i osiągnieć w różych dziedzinach wpływało wiele czynników . Między innymi dltaego ,że Polska nie znajdowała w strefie wpływów rzymskich , brak jedności w czasch królów elekcyjnych a szczególnie działanie poczynione przez ostatniego króla Polski Poniatowskiego (jego blieskie kontakty z carycą) ,rozbiory które cofły rozwój Polski o 123 lata. Także Rosja była i będzie(niera w historii pomogły jej warunki atmosferyczne) , a Polska była ,później nie było , następnie chwilowo była , później była tylko ,że z nazwy..., a teraz niby jest...

Edytowany przez martini89, 25 styczeń 2011 - 20:43.


Reklama AgroFoto Ads

  • watermark
  • Reklama
Katastrofa Narodowa Dzisiaj, 15:28
  •  

#1051 Share hubertuss

hubertuss

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 4050 postów

Napisany 28 styczeń 2011 - 20:44

Katastrofa Narodowa Nie wiem czemu ma służyć ten wywód. Nie wiem gdzie ty mieszkasz, ja w Polsce. To, że nasz kraj historie miał jaką miał to nie tylko wina sąsiadów. Ale także nas samych polaków. Jak mówi przysłowie gdzie 2 polaków tam 3 zdania. Historia pokazuje, że tak często gęsto było. To, że szukamy winy u innych zamiast spojrzeć bardziej krytycznie na siebie to również nasza cecha narodowa. Bo kto jest zawsze winien wszystkim nieszczęściom i niedoli sąsiad, rząd nie wiadomo kto tylko nie ja.
Co do stref zgniotu itd średnio rozgarnięty człowiek zauważył, że samolot leżał do góry kołami. Stało się tak dlatego, że w wyniku uderzenia o drzewo utracił dużą część lewego skrzydła a co za tym idzie siłę nośną. W wyniku utracenia siły nośnej z lewej strony wykonał obrót wokół własnej osi wzdłużnej i uderzył o ziemię. Jeśli ktos był w samolocie to wie, że nad głowami pasażerów nic juz nie ma oprócz poszycia, schowków i jakichś tam wzmocnień kadłuba oczywiście. Za to pod nogami zostaje połowa kadłuba z róznymi mechanizmami i innymi częściami które, gdyby samolot spadł normalnie mogły by stanowić strefę zgniotu i amortyzacje uderzenia. Dodatkowo kadłub został rozerwany więc ludzie po prostu powypadali. Tak więc przy takim uderzeniu wrak został zniszczony podobnie jak i ciała ludzi. Pasażerowie zostali przygnieceni tym co normalnie jest pod spodem a nad głowami nie mieli nic.

#1052 Share jaro

jaro

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 5087 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 28 styczeń 2011 - 20:53

Katastrofa Narodowa Pozwolę sobie zamiast linku (który czasami ktoś kliknie albo i nie wkleić pewną wypowiedź-a będzie w niej trochę o Polakach )-proponuję przeczytać i zadać sobie pytanie-ile we mnie jest z prawdziwego Polaka ?
"Grzegorz Braun



"U nas to już żadnej Polski nie ma. Chcą nam zostawić tylko piosenkę i chorągiewkę" - tak brzmiała diagnoza stanu państwa zasłyszana ostatnio z ust pewnego taksówkarza-aforysty z Wrocławia. Osobiście gotów jestem się spierać, czy aby z tą chorągiewką to nie nadmiar optymizmu (o czym parę słów niżej), ale ogólne wyczucie kierunku, w jakim zmierzają sprawy publiczne, zdaje mi się całkiem trafne.

Rzecz w tym, że jeśli się ktokolwiek spodziewa spektakularnych, publicznych gestów i jasnych deklaracji w sprawie polskiej - a póki takowe nie następują, upiera się sądzić, że widać z państwem polskim wszystko jest jeszcze "w europejskiej normie"; kto czeka, że mu z telewizji zasygnalizują problemy z niepodległością Lis, Pochanke, Miecugow albo Żakowski - ten się może nie doczekać. Warto pamiętać, że przecież w 1945 r. nikt - ani Stalin, ani Roosevelt, ani nikt inny z szajki jałtańskich zbrodniarzy wojennych - nie ogłaszał wprost zamiaru likwidacji suwerennej państwowości polskiej. Wręcz przeciwnie, kolejne kroki w tym kierunku reklamowane były i zalecane jako niezbędne dla zapewnienia Polakom większego bezpieczeństwa ("korzystniejsze granice") i wydźwignięcia na wyższy poziom cywilizacyjny ("demokratyczny rząd"). I prawdę mówiąc, ogół polskiej inteligencji długo nie przypuszczał, że nową konstytucję Polski Ludowej kreślić będzie już nie żaden Stanisław Mikołajczyk nawet, ale osobiście sam Józef Stalin. A ci, którzy rzeczy nazywali wówczas po imieniu - jak np. obaj wielcy bracia Mackiewiczowie, Stanisław i Józef, albo płk Ignacy Matuszewski czy niezłomni "żołnierze wyklęci" - ci pozostali poza nawiasem akceptującego "demokratyczne przemiany" społeczeństwa, osamotnieni jako czarnowidze i ekstremiści.
Po 10 kwietnia 2010 r. podobne analogie historyczne nasuwają się same. Ich podstawowa nieścisłość bierze się stąd, że Niemcy dokooptowane zostały do grona zwycięzców drugiej wojny światowej (którego ścisłe jądro stanowi, przypomnijmy, ekskluzywny klub jałtańskich zbrodniarzy wojennych: Sowiety i kontynuująca ich byt prawny Rosja, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii). Ma się rozumieć, "zwycięzcą honoris causa" była zawsze Francja, a poniekąd "per procura" - Izrael. I otóż gotów jestem przypuszczać, że w tym właśnie poszerzonym gronie założycieli i strażników powojennego porządku światowego jakoś całkiem niedawno zgodzić się musiano, że po okresie nieporozumień i niejasności, które ciągnęły się przez ostatnie dwie dekady, przyszedł czas na ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej. Że nie ma i być nie może miejsca na jakikolwiek ośrodek suwerennej władzy i krystalizacji geopolitycznej między Moskwą a Berlinem. Upraszczam, ma się rozumieć, roboczo pomijając kazus Białorusi. Zakładam więc, że nie dalej niż półtora roku temu musiał się w naszej sprawie odbyć jakiś "Teheran bis", czego być może jedyną poszlaką pozostanie komunikat ze spotkania prezydentów Rosji i Izraela w Soczi, w połowie sierpnia 2009 roku. W 2010 r. zaś jakaś "Jałta bis", tyle że tym razem już tylko "na telefon" i zapewne także w podgrupach roboczych. W drugiej dekadzie kwietnia 2010 r. Stany Zjednoczone - tak rozumiem ostentacyjną absencję naszych aliantów na wawelskim pogrzebie - ostatecznie podżyrowały "strategiczny sojusz" Moskwy i Berlina. Pamiętajmy, że historia zgodnej współpracy na tej linii jest już bardzo długa, liczy setki lat, w których kontekście dwie wojny światowe to tylko niepotrzebny zgrzyt, po którym wszystko właśnie wróciło do normy - jak zwykle - po naszym trupie.
Data zamachu smoleńskiego wyznacza więc - z każdym miesiącem staje się to coraz bardziej koszmarnie ewidentne - koniec naszego drugiego "dwudziestolecia międzywojennego". Pewnie, że tę naszą ostatnią, postpeerelowską "niepodległość" trzeba ujmować w wyraźny cudzysłów. Była to przecież raczej zaledwie "promesa niepodległości", wydana warunkowo i - co gorsza - nie w pełni wykorzystana - ale przecież i to traktować należało w kategoriach daru Opatrzności. Teraz jednak i ta prowizoryczna "promesa" została najwyraźniej cofnięta.
Jeszcze mamy "piosenkę i chorągiewkę" - bo cóż to szkodzi, że się Polacy sami sobą od czasu do czasu powzruszają. Choć i to nie wszędzie i chyba tylko do czasu - wszak na gmach Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu wciągnięto już przed rokiem nową flagę województwa dolnośląskiego: orzeł czarny na tle żółtym. Miejscowa "Gazeta Wyborcza" sporo wysiłku włożyła w popularyzację wiedzy, że to nasz, swojski, tradycyjny, czarny orzeł Piastów śląskich - ale ktoś nieuświadomiony, nieoczytany, może przez pomyłkę skojarzy ową flagę z ościennym państwem - a nie wywieszono już obok żadnej biało-czerwonej...

Naród czy materiał etnograficzny
I w takich oto niewesołych okolicznościach pyta mnie szanowna redakcja "Naszego Dziennika": "Po co nam Polska?". Na takie pytanie trzeba najpierw odpowiedzieć pytaniem: "n a m" - to znaczy komu właściwie? Czy zostali jeszcze jacyś Polacy? Czy jesteśmy jeszcze narodem, czy już zaledwie "materiałem etnograficznym" - by posłużyć się cennym w swej drastyczności rozróżnieniem uczynionym przez nieocenionego Mikołaja Bierdiajewa?
Otóż jeśli nawet jeszcze narodem, to przecież narodem z resztek, narodem po lobotomii. Po zbrodniach metodycznego ludobójstwa dokonanej na Polakach w latach 30. i 40. przez socjalistów międzynarodowych (Stalina) i socjalistów narodowych (Hitlera), po zagładzie elit (Katyń/Palmiry, Oświęcim/Kołyma, etc.) i czystkach etnicznych (Wołyń 1943, Warszawa 1944, etc.); po nigdy niepoliczonych stratach materialnych, niepowetowanych zniszczeniach i rabunkach depozytów pamięci narodowej (bibliotek i archiwów, zabytków i kolekcji muzealnych); po amputacji odwiecznych stolic polskiej kultury, Wilna i Lwowa. Po tym wszystkim przyszedł wszak jeszcze jeden pogrom, niedoceniony co do rozmiaru tragicznych konsekwencji cywilizacyjnych: wypędzenie ziemiaństwa polskiego. A także wyzucie z majątku polskiego fabrykanta, polskiego rzemieślnika, przedsiębiorcy. Tym samym w XX wieku nie tylko utraciła Polska większość elit, ale też polski patriotyzm ostatecznie stracił realną bazę materialną.
Ale i to nie było jeszcze złem ostatecznym. Oto bowiem w miejsce owych wyeliminowanych lub zmarginalizowanch (w drodze bezpośredniej eksterminacji albo wtórnej pauperyzacji) podstawiono nowe elity "z importu" lub "z awansu". Miejsce "pana, wójta i plebana" (patrz: Rej) w strukturze społecznej zajęli: sekretarz, zetempowiec i kapuś. W odróżnieniu od reprezentantów elity tradycyjnej, którzy w znakomitej większości zawdzięczali swą pozycję aktom odwagi, przedsiębiorczości i wierności, którymi musieli się niegdyś wykazać ich przodkowie, karierę tej nowej elity warunkują: zaprzaństwo, nierzadko udział w zbrodni lub rabunku, zdrada i donosicielstwo, a co najmniej konformizm, niedostatek odwagi cywilnej. Zatem ta nowa elita zawdzięcza swoje z sowieckiego nadania "szlachectwo" aktom gremialnej i fundamentalnej niewierności Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. A ponieważ w wyniku tzw. transformacji ustrojowej owa niewierność nie tylko nie została nigdy przez państwo wyraźnie napiętnowana i ukarana, ale wręcz przeciwnie - stała się nietracącą ważności legitymacją i najlepszą przepustką do dalszej kariery w establishmencie post-PRL (alias III RP) - stąd nieznany w dziejach Polski zanik instynktu państwowego czy rozumienia racji stanu. Bo niby po kim ten instynkt i tę intuicję w rozpoznawaniu polskiej racji stanu mieliby dziedziczyć ci, co dziedziczą nomenklaturowe mieszkania przy alejach Przyjaciół i Róż?
Tę dziejową i systemową niesprawiedliwość po 1989 r. powtórnie podżyrowano - dekretom PKWN nadano sankcję autorytetu III RP (tym samym dokonując bezterminowej prolongaty przywilejów dla renegatów i ich progenitury), zapobiegając z jednej strony skutecznej lustracji i dekomunizacji, z drugiej zaś, nie dopuszczając na szerszą skalę do zwrotu mienia zagrabionego (zwanego eufemicznie reprywatyzacją). I przez całych 20 lat naszej prowizorycznej niepodległości ten stan rzeczy nie uległ zasadniczym zmianom. Kto zatem miałby dziś łożyć na polski patriotyzm - czy może beneficjenci afery FOZZ?
Szkicowany tu w czarnych barwach obraz byłby jednak nadal zbyt przyjemny dla oka, gdybyśmy nie wspomnieli o dwóch innych czynnikach, które zaważyły na kondycji Narodu Polskiego. Były bowiem jeszcze dwie kwestie, które sowieccy namiestnicy w Polsce (Kiszczak, Jaruzelski & wspólnicy) zaliczyć musieli, jak przypuszczam, do priorytetowych w dziedzinie zabezpieczenia "transformacji ustrojowej", to jest w istocie dla zabezpieczenia interesów sowieckiej nomenklatury w Polsce.
Pierwsza: nie dopuścić do wywarcia wpływu na bieg spraw i podniesienia jakości elit w Polsce Polaków z emigracji. Musiało to być z ich (towarzyszy generałów) perspektywy "niebezpieczeństwo" całkiem realne, jedyna szansa udanej transplantacji zachowanych jeszcze na emigracji "komórek macierzystych" polskości, ostatnia nadzieja na wzmacniający zastrzyk, który mógł nieco podreperować zmasakrowane tkanki Narodu (zwłaszcza mózgową). Warto więc nie zapominać, jak wielkie środki zainwestowali zawczasu komuniści w dezintegrację tzw. Polonii poza granicami kraju. I jak skuteczne okazały się te działania. Skromnie milczą o swych zasługach w tym dziele generałowie Czempiński i Petelicki i inni ich koledzy z peerelowskiego Departamentu I MSW. A polska historiografia - jeśli nie zabraknie chętnych, by ją pisać - nie powinna też przeoczyć wysiłków na polu "neutralizacji" środowisk emigracyjnych w epoce postokrągłostołowej różnej rangi cywilów: od Geremka po Gugałę.

Genetyczna dewiacja na lewo
Drugą kluczową kwestię postawił podobno nawet w trybie wyraźnej dyrektywy sam Czesław Kiszczak: nie dopuścić, powstrzymać lub maksymalnie opóźnić powstawanie ośrodków krystalizacji politycznej (w praktyce: partii) o proweniencji i profilu ideowym innym niż lewicowy.
Stanowczo warto odnotować fenomen: polska inteligencja ze swej genezy i prawdziwej tradycji jest lojalnym (nawet jeśli częstokroć szczerze naiwnym) lumpenproletariatem światowej rewolucji. I to niezależnie od tego, jakie teorie sama sobie na swój własny użytek do tej smutnej praktyki dziejowej dorabia. Przy bliższym poznaniu polskie "za wolność waszą i naszą" okazuje się niestety przysposobioną do celu autoegzaltacji lokalną wersją globalnych, iście szatańskich zabiegów "o nowy wspaniały świat".
A polski patriota, który tych niebezpiecznych związków nie zauważył i tego rodowodu się wypiera - a uwagi o genetycznym i nieuleczalnym "zlewicowaniu" polskiej inteligencji z oburzeniem odrzuca jako insynuacje - jest jak molierowski Grzegorz Dyndała, który, jak się okazało, sam nie wiedział, że mówi prozą.

Poza fundamentalizmem republikańskim
Biorąc pod uwagę wspomniane pobieżnie okoliczności, możemy bez ryzyka większego błędu założyć, że Polacy, którzy świadomie, a nie ledwie intuicyjnie pragną jeszcze jakiejkolwiek Polski, polskiego państwa - a zatem zdolni są do poważnej refleksji np. na zadany przez "Nasz Dziennik" temat - tacy Polacy muszą być dość egzotyczną mniejszością wśród stanowiącej na polskim terytorium zdecydowaną większość ludności postpeerelowskiej czy neosowieckiej. Że tak jest w istocie, tego mieliśmy dowód w całej serii spektakularnych manifestacji w minionym strasznym roku 2010. Od 10 kwietnia Polska racja stanu jest nieustannie kwestionowana już nie tylko przez ościennych mocarzy i ich ambasadorów, ale przez rzeszę tubylczych ochotników. Mnożą się dowody już nie jawnej obojętności, ale narastającej wrogości i agresji - wobec Polaków niechcących pochopnie wyrzekać się aspiracji do własnej państwowości. I wygląda na to, że w konfrontacji z całym tym neofolksdojczfrontem w Polsce, owych "n a s" ze stawianego przez redakcję "Naszego Dziennika" pytania nie wystarcza, by stawić czoła już nie tylko zagrożeniom zewnętrznym, ale nawet wewnętrznym.
To jednocześnie wiadomość dobra i zła w jednym. Dla klasycznego polskiego inteligenta, wdrożonego do bezkrytycznej akceptacji przesądów demokratycznych, taki bilans sił może mieć skutek obezwładniający. Jeśli bowiem jedyną drogą do wolnej Polski ma być wygrana w demokratycznych wyborach, jeśli jedyną opcją dozwoloną polskim patriotom ma być przegłosowanie hołoty, która na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie wołała: "Chcemy Barabasza!", to sprawa z góry wygląda na przegraną. Z takiego obłędnego założenia wynika bowiem logicznie, że pilnie nieodzowną akcję ratowania polskiej państwowości należałoby zawiesić do czasu, aż przekona się do niej odpowiednia liczba "młodych, wykształconych z wielkich miast". Za równie sensowną należałoby uznać koncepcję uzależnienia losu Polski od ewentualnego nawrócenia i publicznej ekspiacji towarzyszy generałów. Czas, by polscy patrioci zauważyli, że prawdziwie wolnej i wielkiej Polski - na miarę 1000-lecia swych dziejów - nie uda się ani "przegłosować", ani przy żadnym okrągłym czy kanciastym stole "wynegocjować".
Tu jednak czas na dobrą wiadomość: istnieje życie poza fundamentalizmem republikańskim. Dla świadomej opcji na rzecz polskiego patriotyzmu liczebność tłumów na Krakowskim Przedmieściu nie ma większego znaczenia, nie licząc doraźnych uciążliwości, które porównać można do komplikacji, jakie wnieść może w nasz dom banda agresywnych sublokatorów. Nie zapominajmy, że nie ludzka statystyka - ale raczej "Boża ekonomia" decyduje o najważniejszych sprawach. Wielkie projekty polityczne w istocie nigdy nie są sprawą "mas ludowych" - a bieg dziejów zmieniają raczej kameralne grona zdeterminowanych zamachowców (vide: rewolucje jakobińskie i bolszewickie). Czemuż więc losów sprawy polskiej nie miałaby przesądzić grupa świadomych celu "spiskowców" konsekwentnie działających na rzecz niepodległości?
Tu jednak otwiera się nowa przestrzeń, w której polski patriota - który zerwał linkę asekuracyjną frazesu demokratycznego - wystawiony będzie na szereg nowych niebezpieczeństw. Jedna jest w tej przestrzeni busola, której nie wolno mu wypuścić z ręki: imperatyw kategoryczny wierności Kościołowi (rzymskokatolickiemu, ma się rozumieć). To wbrew pozorom istotne zastrzeżenie - niektórzy bowiem z Polaków patriotów w ogólnej desperacji i na tle niewątpliwie szczerego zapału patriotycznego poobrażali się na Kościół. Albo też zobojętnieli na jego sprawy. I częstokroć doszli do przekonania, że walka o Polskę to sprawa tak ważna, że wolno i należy przedkładać ją nad dobro Kościoła. Niektórzy zapomnieli się nawet do tego stopnia, iż gotowi chyba o Polskę walczyć - jak mickiewiczowscy opętańcy - "z Bogiem i choćby mimo Boga" (vide: "Dziady" część III). Nic nowego - to jedna ze stałych pułapek polskiego patriotyzmu - stare błędy ćwiczone już na własnej skórze przez wielu skądinąd dzielnych naszych protoplastów, co ze szczerej tęsknoty za Polską zbłądzili i do lóż masońskich (jak ww. polscy jakobini, jak Lelewel i tylu innych z generacji wieszczów) i w szeregi armii bezbożników (Napoleona czy Garibaldiego).
Bo po cóż nam wreszcie ta Polska, jak nie po to, by się jeszcze kiedyś na coś przydać mogła Stolicy Apostolskiej? To powinien być oczywisty i wyraźny horyzont aspiracji polskiego patriotyzmu. Alternatywa jest bowiem jasna i straszna: jeśli nie po tej stronie, to po której? Lepiej więc zawczasu zabiegajmy o to, by w ostatniej bitwie szeregów armii Goga i Magoga nie zasilili przypadkiem jacyś zbałamuceni lub niedoinformowani Polacy.



Grzegorz Braun - ur. 1967 r., reżyser, publicysta, zdeklarowany monarchista; autor i współautor m.in. filmów dokumentalnych: "Plusy dodatnie, plusy ujemne", "TW Bolek", "Marsz wyzwolicieli", "Towarzysz generał", oraz ponad tuzina filmów z cyklu "Errata do biografii", który ostatnio zniknął z tzw. ramówki TVP 1; najnowszy film dokumentalny "Eugenika - w imię postępu" czeka na emisję w TVP 2."

#1053 Share Profil usunięty Profil usunięty

Profil usunięty
  • thumbphoto
  • Guests

Napisany 28 styczeń 2011 - 21:42

Katastrofa Narodowa

N
Dodatkowo kadłub został rozerwany więc ludzie poprostu poowypadali.

jedyna prawdziwa gazeta podaje co innego i pozwolę sobie zacytować
"
Wielu świadków zdarzenia, którzy tuż po tragedii byli na miejscu katastrofy, a później nie brali udziału w akcji wydobywania zwłok, zeznawało, że nie widziało ciał zabitych. Jeden z rosyjskich strażaków relacjonuje: "W środku wraku było miejsce "kula", w której były ludzkie ciała. Te ciała były przemieszane. Samolot jest "rurą", a jak samolot się odwróci do góry nogami, ludzie odczepiają się z siedzeniami od podłoża samolotu. Pasy od siedzeń przecinają ludzkie ciała, a te ciała po uderzeniu samolotu o powierzchnię przyciągane siłą grawitacji udają się w jedno miejsce". Z ekspertyzy Instytutu Medycyny Sądowej w Moskwie wynika, że przebadano 320 fragmentów zwłok."

Hubertus ,czyżby twoja wersja wydarzeń opierała się na takiej możliwości? http://smolensk-2010...-pokladowy.html

Edytowany przez xemit, 28 styczeń 2011 - 21:55.


#1054 Share hubertuss

hubertuss

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 4050 postów

Napisany 28 styczeń 2011 - 21:55

Katastrofa Narodowa Nie wiem w jakie miejsce udają się ciała. Jedno jest pewne kadłub był w kilku częściach tak więc wszystkie ciała nie mogły być wewnątrz. Poszukiwania zwłok trwały kilka dni. Pozatym jak piszesz były w ilus tam częściach a i to pewnie nie wszystko znaleziono. Co do foteli one urwały się od podłogi ale nie w chwili kiedy samolot się odwrócił a dopiero wtedy gdy uderzył o ziemię. Ciężar i siła uderzenia odwróconego samolotu najpierw zgniotła poszycie kadłubu a potem siedzących w nim ludzi wraz z fotelami, którye w wyniku dalszego zgniatania oderwały się od podłogi. Oczywiście jakas część pasażerów była w środku z części nie było co zbierać.
Moja teoria jest krótka piloci z niewiadomych względów (nie żyją więc nigdy się nie dowiemy) podjeli próbę lądowania pomimo, że wiedzieli , że nic z tego. Ladowali wg wskazań wysokościmomierza radiowego mylonego przez ukształtowanie terenu, zamiast wg baromretrycznego. Zeszli poniżej 120m do których miał uprawnienia pilot przy tych warunkach. Zorjętowawszy się że już nic z tego postanowili odejść na drugi krąg na autopilocie czytaj automacie pomimo, że lotnisko nie miało ils a samolot nie miał wprowadzonych współżędnych w bazie autopilota. Co do informacji kontrolera czego można się spodziewać po sprzęcie z lat 60 tych ze ścieżka podejścia namalowaną na ekranie radaru markerem.

Edytowany przez hubertuss, 28 styczeń 2011 - 22:08.


#1055 Share Profil usunięty Profil usunięty

Profil usunięty
  • thumbphoto
  • Guests

Napisany 28 styczeń 2011 - 21:57

Katastrofa Narodowa Ja tego nie pisałem.Jest to żywcem zerznięte z GW , a ta się nie myli B)
Fakt kadłub odwróconego Tupolewa musiał mocno wbić się w ziemię, aż po same koła, które były zabłocone ;) .
Moim zdaniem logicznie o współrzędnych

"Jak wiadomo sygnaly z satelitów systemu GPS sa przetwarzane przez komputer pokładowy TAWS który na tej podstawie oblicza położenie samolotu. Wątpliwe jest, by piloci po raz kolejny wprowadzając współrzędne położenia lotniska, wprowadzili złe dane: System zapamiętuje ostatnie cele i ich współrzędne i jak wiadomo w środę wylądowali prawidłowo. Współrzędne są pokazywane po wprowadzeniu ich w system jako punkt na mapie. Gdyby odbiegały od ostatnich współrzędnych wprowadzonych w środę, piloci zobaczyliby na mapie dwa rózne punkty, co musiałoby wywołać ich nieufność"

Edytowany przez xemit, 28 styczeń 2011 - 22:15.


#1056 Share hubertuss

hubertuss

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 4050 postów

Napisany 28 styczeń 2011 - 22:12

Katastrofa Narodowa On sie nie wbiło on się zgniótł i rozpadł.

#1057 Share Profil usunięty Profil usunięty

Profil usunięty
  • thumbphoto
  • Guests

Napisany 28 styczeń 2011 - 22:18

Katastrofa Narodowa Zaczynam się z tobą zgadzać.On się rozpadł.

#1058 Share hubertuss

hubertuss

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 4050 postów

Napisany 28 styczeń 2011 - 22:23

Katastrofa Narodowa Oczywiście w yniku uderzenia o ziemię. To że się rozpadł to przecież widac na zdjęciach.

#1059 Share jaro

jaro

    Zaawansowany

  • Members
  • PipPipPip
  • 5087 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 29 styczeń 2011 - 21:20

Katastrofa Narodowa @hubertuss-naprawdę wszystko już wyjaśniono ?

Reklama AgroFoto Ads

  • watermark
  • Reklama
Katastrofa Narodowa Dzisiaj, 15:28
  •  

#1060 Share mateuszc355

mateuszc355

    Nowicjusz

  • Members
  • Pip
  • 11 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Oborniki
  • Zainteresowania:rolnictwo,stara polska motoryzacja

Napisany 29 styczeń 2011 - 22:18

Katastrofa Narodowa ja powiem tak o katastrofie lotniczej w Smoleńsku Rosjanie będą zamazywać ślady zrzucać winę na polotów i inne osoby
a dlaczego Pan Tusk nie docieka prawdy bo się boi Putina
Lech Kaczyński się nie bał i każdy wie jak skończył
gdzie ten cud gospodarczy Tuska gdzie te drogi i autostrady
wyższe pensje niższe ceny paliw i żywności
każdy pamięta wydarzenia z lipca związane z krzyżem przed pałacem prezydenckim wtedy tv tylko o tym nadawała a o tym że podnieśli VAT to może na pasku puścili tyle mam do powiedzenia ;[

ja powiem tak o katastrofie lotniczej w Smoleńsku Rosjanie będą zamazywać ślady zrzucać winę na polotów i inne osoby
a dlaczego Pan Tusk nie docieka prawdy bo się boi Putina
Lech Kaczyński się nie bał i każdy wie jak skończył
gdzie ten cud gospodarczy Tuska gdzie te drogi i autostrady
wyższe pensje niższe ceny paliw i żywności
każdy pamięta wydarzenia z lipca związane z krzyżem przed pałacem prezydenckim wtedy tv tylko o tym nadawała a o tym że podnieśli VAT to może na pasku puścili tyle mam do powiedzenia ;[

ja powiem tak o katastrofie lotniczej w Smoleńsku Rosjanie będą zamazywać ślady zrzucać winę na polotów i inne osoby
a dlaczego Pan Tusk nie docieka prawdy bo się boi Putina
Lech Kaczyński się nie bał i każdy wie jak skończył
gdzie ten cud gospodarczy Tuska gdzie te drogi i autostrady
wyższe pensje niższe ceny paliw i żywności
każdy pamięta wydarzenia z lipca związane z krzyżem przed pałacem prezydenckim wtedy tv tylko o tym nadawała a o tym że podnieśli VAT to może na pasku puścili tyle mam do powiedzenia ;[
Witam.Pomagam rodzicą w gospodarstwie o powierzchni łącznej 43 ha z czego 33ha to ziemia orna,łaki zajmują powierzchnie 4 ha + dzierżawa i las ok.6ha.Posiadamy ciągniki marki ursus 3 szt. które są w mojej galeri i różne maszyny .

Podobne tematy