Skocz do zawartości




Zdjęcie

Zwiedzamy fabrykę Kuboty w Japonii

Napisany przez agrofoto, 26 lipiec 2013 · 14782 wyświetleń

Podstawowym punktem zaplanowanym na czwarty dzień wizyty było spotkanie w podtokijskiej fabryce Kuboty – Tsukuba. Podróż do tego miejsca zajęła nam około dwóch godzin. W międzyczasie zaprezentowano nam na przykładzie pewnego przydrożnego sklepu dumę i chlubę japońskiej myśli technicznej, czyli automaty sprzedające rozmaite produkty. Niektóre sprzedają kawę i herbatę (oczywiście zieloiną), inne sprzedają batony i inne przysmaki, a jeszcze inne zimne napoje. Automaty takie stoją w wielu miejscach i jest ich w Japonii w sumie kilkadziesiąt tysięcy.
Wizyta w fabryce Tsukuba stanowiła dla nas najbardziej wartościowy materiał reporterski, ponieważ była to jedyna fabryka, w której pozwolono nam robić zdjęcia oraz kręcić materiały filmowe. Oczywiście nie we wszystkich miejscach, a jedynie wyznaczonych, ale i tak stanowiło to wyjątkową okazję dla nas, aby nie tylko poznać wybrane procesy technologiczne, ale również móc je przedstawić na zewnątrz.


Załączony obraz
Fot. 11, Spotkanie z kierownictwem fabryki Tsukuba


Wizyta w fabryce rozpoczęła się od krótkiego spotkania z przedstawicielem kadry zarządzającej, który przedstawił ogólny zarys marki Kubota, w przybliżeniu zaprezentował historię marki oraz naszkicował zakres działalności tej fabryki w odniesieniu do pozostałych fabryk zlokalizowanych w Japonii (głównie w kontekście do opisywanych już fabryk Sakai oraz Rinkai). Następnie grupa została podzielona na dwie podgrupy, które osobno zwiedzały poszczególne oddziały fabryki. Grupa, w której się znalazłem zobaczyła najpierw centrum obsługi spedycji części zamiennych. Zaprezentowano nam procesy technologiczne wspierające proces wynajdywania odpowiednich części we właściwych magazynach, proces pakowania pobranych części z magazynu i przygotowania ich dalej do wysyłki. Do procesów tych wykorzystywane są automaty i roboty wspierające pracę ludzi. W dalszej części pokazano oddział, w którym szkoli się nowoprzyjmowanych pracowników. Adepci uczą się pracy na swoich potencjalnych stanowiskach przez około dwa tygodnie, po czym zostają umieszczeni na samodzielnych stanowiskach pracy. Podlegają oni oczywiście częstszej kontroli w porównaniu do pracowników bardziej doświadczonych, ale ogólny schemat treningu zawsze pozostaje ten sam. Kolejnym etapem wizyty w fabryce Tsukuba był przegląd procesu produkcji silników Diesla, z wykorzystaniem maszyn i automatów, wykonujących wiele podstawowych czynności monterskich zamiast człowieka. Zaprezentowano również platformę do testowania osiągów produkowanych ciągników oraz specjalną mobilną platformę, która umożliwia przemieszczanie oraz pozwala na lepszy dostęp do dużych komponentów, takich jak np. zmontowane fragmenty podwozia i skrzyni biegów. Ostatnim etapem wycieczki po fabryce był przegląd procesów technologicznych na linii montażowej ciągników, gdzie do głównej konstrukcji, zawierającej podwozie, silnik oraz skrzynię biegów, są dołączane pozostałe elementy, takie jak kabina, maska, czy koła. Procesy dołączania i kompletowania maszyn są wykonywane głównie przez „ludzką” siłę roboczą. Każdy pracownik na linii montażowej ma ściśle wydzielony obszar funkcjonalny, który musi zrealizować, zanim produkowany traktor zostanie przekazany kolejnemu pracownikowi na taśmie montażowej.

Załączony obraz
Oddział szkoleniowy dla nowych pracowników

Załączony obraz
Linia montażowa ciągników w fabryce Tsukuba


Aby nie tracić czasu, obiad tego dnia zjedliśmy w autobusie podczas podróży powrotnej do Tokio (tzw. lunch-box). Taki sposób spożywania posiłków stanowił kontrast pomiędzy jedzeniem w restauracjach, ale był też rozsądnym kompromisem, który pozwalał zaoszczędzić sporo czasu, który można było wykorzystać na zwiedzanie oraz zakup pamiątek w Tokio. Taki bowiem był plan na drugą część dnia. Niestety, czas przeznaczony na zwiedzanie i „shopping” był ograniczony przez zaplanowany wylot na wyspę Hokkaido (konkretnie do miejscowości Obihiro), gdzie następnego dnia mieliśmy odwiedzić dwóch rolników.

W dość zatem krótkim czasie pokazano nam najważniejszy kompleks świątynny w Tokio – Świątynię Asakusa, z najważniejszą w nim buddyjską świątynią Sensoji. Jedna z bram, prowadzących do kompleksu, tzw. Brama Piorunów (Kaminarimon), powstała ponad tysiąc lat temu. Sama świątynia Sensoji została bardzo poważnie zniszczona w czasie II wojny światowej, ale po wojnie odbudowano ją do stanu pierwotnego. Jedną z dróg prowadzących do kompleksu Asakusa jest tzw. ulica zakupów Nakamise, przy której, po obu stronach drog znajdują się kramy z pamiątkami. Jest to chyba najbardziej zatłoczona uliczka, jaką kiedykolwiek miałem możliwość spacerować, przebijając nawet słynną La Ramblę w Barcelonie, czy Złotą Uliczkę w Pradze.

Załączony obraz
Kompleks świątynny Asakusa


Na zakończenie zwiedzania pokazano nam również charakterystyczną dzielnicę Tokio, zwaną Akibahara, co znaczy „elektryczne miasto”. W dzielnicy tej znajduje się ogrom sklepów, w których można zakupić elektronikę użytkową, sprzęty RTV, AGD, telefony komórkowe, akcesoria komputerowe i wszystko, czego człowiek sobie zażyczy. Największe wrażenie zrobił na mnie sklep z akcesoriami RTV-AGD (oraz zabawkami i pamiątkami), podobny do znanych w Europie marketów w stylu Media-Markt bądź Saturn, ale zbudowany z sześciu pięter!
Wyczerpani zwiedzaniem oraz szałem zakupów, udaliśmy się na lotnisko Haneda, skąd polecieliśmy do Obihiro na wyspie Hokkaido, na północny wschód od Tokio. Po przylocie i zameldowaniu się w hotelu udaliśmy się na kolację do miejscowej restauracji. Tego wieczora zaproponowano nam posiłek pod nazwą izakaya, które składało się z kilku pomniejszych dań, złożonych głównie z ryb (sushi), owoców morza, ziemniaków oraz wieprzowiny przyrządzanej na różne sposoby. Warto zauważyć, że za każdym razem, gdy serwowano nam piwo do obiadu bądź kolacji, był to inny gatunek tego trunku. Japończycy są jednak znacznie bardziej konserwatywni w produkcji piwa. Nie doświadczyliśmy zatem piw smakowych, ani nawet produkowanych w niestandardowy sposób. Wszystkie serwowane nam piwa oparte były na klasycznym lagerze lub pilsie.