Skocz do zawartości




Zdjęcie

Kubotami w Bieszczady- czyli niemożliwe nie istnieje

Napisany przez agrofoto, 31 lipiec 2013 · 1105 wyświetleń

Państwo Mareccy, właściciele szkółki roślinnej z Rychlika, postanowili przejechać Polskę od Wielkopolski po Bieszczady. Nie jest to jednak zwykła podróż wakacyjna – Pani Emilia i Pan Mikołaj chcą tym razem pokonać całą trasę na… pomarańczowych miniciągnikach Kubota.

Pomysł, aby udać się w Bieszczady miniciągnikami zrodził się przez przypadek. Pan Mikołaj jesienią ubiegłego roku wziął dzieci na grzyby traktorem razem z przyczepką. Wyprawa, choć krótka, wszystkim bardzo się spodobała. – To była zupełnie inna perspektywa w trakcie jazdy, a widoki całkiem różne od tego, co można zobaczyć z okien samochodu. Do tego jeszcze ludzie mijani na trasie wciąż się uśmiechali – wspomina pani Emilia. To zachęciło Państwa Mareckich do myślenia o dalszych podróżach w ten sposób. Wykonali jazdę testową, która utwierdziła ich w przekonaniu, że to bardzo dobry pomysł. – Lubimy podejmować w życiu wciąż nowe, odważne wyzwania, a takim właśnie jest podróż przez ponad połowę kraju na miniciągnikach Kubota. – zauważa pani Marecka. – Tempo życia w dużych miastach jest inne, my żyjemy trochę wolniej. Miniciągniki rozpędzają się – jeden do 18, drugi do 15 km na godzinę, więc nasza trasa będzie płynęła wolno i spokojnie – śmieje się.

Załączony obraz


Determinacja doprowadziła to pomysłowe małżeństwo do zorganizowania wyprawy, której początek wyznaczyli na 26 lipca. Trasa zajmie im 12 dni, w trakcie których przemierzą ponad 850 kilometrów przez kilkadziesiąt miast Polski. Przejadą przez województwa wielkopolskie, łódzkie, opolskie, śląskie, małopolskie i podkarpackie. Koniec przewidziany jest 6 sierpnia, w Dwerniku w Bieszczadach. Tam spotka się cała rodzina i znajomi. Wszyscy razem, już samochodami, wrócą do domu.

Maszyny będą jechały na przyczepce. – Mimo naszego entuzjazmu znajomi i sąsiedzi pukali się w czoło, gdy słyszeli, co zamierzamy zrobić. Chyba do końca mieli nadzieję, że porzucimy ten pomysł – śmieje się pani Emilia. Pozytywnego entuzjazmu nie brakuje, choć rodzą się pewne obawy. Jak będzie wyglądała jazda podczas upałów i w trakcie ulew? Jak zapakować się z całym ekwipunkiem, który zawiera nie tylko ubrania, ale także oleje, smary i niezbędne części zamienne?

Co zrobić, gdy ktoś źle się poczuje, przecież kręgosłup z pewnością zostanie nadwyrężony… - Będziemy jechać od rana do południa. Wtedy odpoczniemy, głównie od upału. Ruszymy znów wczesnym popołudniem, by przed zmierzchem zatrzymać się na nocleg. Bierzemy namioty, mamy nadzieję, że gdy nie znajdziemy żadnego bezpiecznego miejsca, będziemy mogli liczyć na uprzejmość rolników. Może udostępnią nam kawałek swojej działki? – zastanawia się pani Emilia. A co jeśli same maszyny odmówią posłuszeństwa?

Załączony obraz


W tej ostatniej kwestii akurat Państwo Mareccy mogą liczyć na pomoc firmy Kubota, od której zakupili swoje maszyny. Dilerzy z każdego województwa zostali poinformowani o wyprawie i poproszeni o pomoc w razie potrzeby. Dodatkowo, wóz serwisowy firmy będzie w pogotowiu. Oczywiście, wszyscy liczą, że nie trzeba będzie z niego korzystać. A skąd właściwie pomysł na pomarańczowe miniciągniki? – Kika lat temu kupiliśmy pierwszą maszynę. Byliśmy zdecydowani na zupełnie innego producenta, kiedy przyjechaliśmy do Dilera i porównaliśmy go z Kubotą, ta druga wygrała. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego miniciągnika, dlatego postanowiliśmy, że kupujemy drugą. Nie zawiedliśmy się – chwali pani Emilia. Na co dzień miniciągniki pracują w szkółce krzewów ozdobnych, którą Państwo Mareccy prowadzą w Rychliku koło Trzcianki (woj. Wielkopolskie). Zajmują się produkcją ozdobnych krzewów liściastych dla hurtowników i indywidualnych klientów. Kubota odnajduje się na małych, wymagających terenach. Jak mówią państwo Mareccy, jest dobrze znana i chwalona wśród szkółkarzy.

Załączony obraz


Zaufanie do sprzętu, chęć przeżycia przygody i odwaga – ta mieszanka zaprowadziła Państwa Mareckich do zorganizowania nietypowej wyprawy. Moc maszyn dobrze obrazuje, jak dużym wyzwaniem jest ta wyprawa. Starszy z nich, B1550 produkowany w latach 1988 – 1997, posiada 17 KM mechanicznych. Drugi zaś – B1820 który znajduje się obecnie w sprzedaży „aż” 18 KM. Producent miniciągników Kubota, chwali swój sprzęt za wielofunkcyjność. Chyba jednak nikt nie spodziewał się, że maszyny znajdą jeszcze jedną funkcję – pojazdów turystycznych. Życzymy powodzenia i szybkiego dotarcia na zaplanowaną metę.