Skocz do zawartości




Zdjęcie

Nowa jakość polskich jabłek - Syngenta chce wesprzeć polskich sadowników

Napisany przez agrofoto, 11 grudzień 2014 · 1525 wyświetleń

Nowa jakość polskich jabłek - Syngenta chce wesprzeć polskich sadowników Projekt Fruit Quality Contract, zainicjowany przez firmę Syngenta, ma to umożliwić również ich polskim producentom. Mówiono o tym podczas zorganizowanej 27 listopada w Warszawie konferencji, której hasło brzmiało „Jakość na wymagające rynki”.
Gdy w 2006 roku rozpoczęła się w Niemczech medialna nagonka na owoce z pozostałościami środków ochrony roślin, drastycznie zmieniło się podejście odbiorców, jakimi się sieci handlowe, do wymagań z tym związanych. Normy europejskie dotyczące MRLi okazały się niewystarczające i wiele sieci z dnia na dzień wprowadziło mocno zaostrzone kryteria co do dopuszczalnych poziomów pozostałości w owocach. Dziś niemieccy sadownicy wiedzą już jak produkować jabłka, by spełnić te wymagania.

Załączony obraz



Walka z pozostałościami
W ostatnich latach dużo się zmieniło w polskim sadownictwie. Powstało wiele nowych nasadzeń ukierunkowanych na produkcję jabłek deserowych, wdrożono do uprawy nowe odmiany i technologie, znacznie poprawiła się jakość uzyskiwanych owoców. Okazuje się jednak, że wygląd zewnętrzny jabłek i ich smak to nie wszystko. – Współcześni odbiorcy, czyli sieci handlowe oczekują czegoś więcej – owoców bezpiecznych, z niską zawartością pozostałości. Ich wymagania jakościowe co poziomu pozostałości w owocach znacząco się różnią od tych ogólnoeuropejskich – mówił Marek Łuczak, dyrektor sprzedaży na Polskę Wschodnią. – Syngenta chce być postrzegana jako dostawca nie tylko środków ochrony roślin, ale także kompleksowych rozwiązań, którą pozwolą sadownikom produkować zdrowe i bezpieczne dla konsumentów owoce. Dlatego w tym roku zapoczątkowaliśmy w Polsce projekt Fruit Quality Contract (FQC), który w 2015 roku chcemy rozszerzyć na kolejne grupy producentów – wyjaśniał.


Załączony obraz

Spotkanie rozpoczął Marek Łuczak, dyrektor sprzedaży na Polskę Wschodnią


Polska nie jest pierwszym krajem, w którym będzie funkcjonował taki projekt. Jak informował dr Michael Gerhard, menedżer ds. rozwiązań z zakresu łańcucha dostaw żywności w Europie Centralnej z niemieckiego oddziału Syngenty, FQC zapoczątkowano we Włoszech w odniesieniu do ochrony winogron, a następnie wprowadzono w Hiszpanii, gdzie program zastosowano dla owoców pestkowych.

Załączony obraz

Michael Gerhard przedstawił zasady funkcjonowania programu Fruit Quality Contract


W przypadku jabłek zaczęło się od Niemiec, ale teraz jest dobry moment, by rozpocząć takie działania w Polsce. Pilotażowy program, mający na celu obniżenie pozostałości w jabłkach prowadzono w sezonie 2014 we współpracy z organizacją producentów Rajpol. Przyniósł on oczekiwany efekt, gdyż pozwolił uzyskać owoce, w których wykrywano pozostałości nie więcej niż 4 substancji aktywnych, a ogólny poziom pozostałości obniżono do 70%, w porównaniu z jabłkami chronionymi według tradycyjnego programu (wykrywano tam do 10 s.a.). Widząc efekty firma Syngenta chce rozszerzyć ten program na inne grupy, oferując im wsparcie techniczne i fachową wiedzę. W zamian oczekuje od sadowników, którzy będą brali udział w programie FQC, stosowania się do przekazywanych zaleceń, a od całej grupy wdrożenia programu w co najmniej 25% swoich sadów. – Program FQC to ochrona sadu bez kompromisów i zarazem szansa na zdobycie nowych, bardzo wymagających rynków – mówił Michael Gerhard. – To jednocześnie szansa na zdobycie nowej wiedzy dotyczącej ochrony roślin i zachowania się pozostałości w owocach – dodał.


Trudne, ale możliwe
Jak w praktyce realizowany jest program FQC w Niemczech przekazał Uwe Harzer, doradca sadowniczy z firmy DLR Rheinpfalz. Podkreślał on, że obecnie nie da się produkować jabłek w taki sposób, by całkowicie wyeliminować z nich pozostałości pestycydów, sztuką jest natomiast takie zaplanowanie programów ochrony, by uzyskane owoce spełniały wymagania konkretnych odbiorców.

Załączony obraz

Uwe Harzer niemiecki doradca sadowniczy mówił o tym, jak ochronę sadów prowadzą niemieccy sadownic


Zwłaszcza w Niemczech są one bardzo restrykcyjne, np. sieć Aldi dopuszcza obecność w owocach maksymalnie 3-5 substancji aktywnych, a sumaryczny poziom MRL nie może przekraczać 80% normy europejskiej. Z kolei Lidl i Kaufland oczekują, by poziom pozostałości poszczególnych s.a. w jabłkach nie przekraczał 33% norm europejskich. By zatem prowadzić ochronę w sposób, który pozwoli spełnić te wymagania, konieczne jest bardzo dokładne jej zaplanowanie i ograniczenie liczby stosowanych substancji aktywnych. Jest to trudne, ale jednak możliwe. Potrzebna jest do tego wiedza m.in. o tym, jak długo pozostałości poszczególnych pestycydów zalegają w owocach. W przypadku fungicydów używanych do zwalczania parcha jabłoni pozostałości po stosowaniu środków zawierających dodynę czy dithianon wykrywane są w jabłkach jeszcze 130 dni po zabiegu, podczas gdy cyprodinil (substancja aktywna preparatu Chorus 50 WG) rozkłada się całkowicie w ciągu 75 dni. Wśród larwicydów stosowanych do zwalczania zwójek najdłuższy czas rozkładu mają takie substancje, jak metoksyfenozyd, indoxacarb czy fenoxycarb – ponad 100 dni, podczas gdy benzoesan emamektyny (substancja czynna środka Affirm 095 SG) rozkłada się w ciągu kilku lub kilkunastu dni (po 10 dniach poziom pozostałości w jabłkach spada już poniżej 0,01 ppm). Ochrona, w której ogranicza się liczbę stosowanych substancji aktywnych, nie jest wbrew pozorom łatwa i tak naprawdę sprzeciwia się zasadom integrowanej ochrony. – Jest to jednak konieczne, by sprzedawać jabłka wymagającym niemieckim sieciom – podkreślał Uwe Harzer.

Załączony obraz


O efektach pilotażowego projektu, który był w tym roku wdrażany w gospodarstwach należących do organizacji producentów Rajpol, mówił Adam Pajewski, odpowiedzialny w tej grupie za doradztwo i nadzór nad prowadzeniem ochrony. Przyznał, że duży wpływ na to, jaka jest potrzebna ochrona sadów w danym roku, ma pogoda. – Na rozwój chorób i presję szkodników w danym sezonie wpływa wiele czynników, na które jako sadownicy nie mamy wpływu. Ale to my decydujemy, kiedy i czym będziemy chronić nasze sady. Dzięki firmie Syngenta udało nam się zrealizować program ochrony, który sprawił, że uzyskaliśmy dobre jakościowo jabłka z niskimi poziomami pozostałości – powiedział. By to jednak było uzasadnione, sadownik musi mieć motywację. – Jabłka VIP, jak je nazwaliśmy, mające wartość dodaną dla konsumenta, powinny także dawać satysfakcję finansową sadownikowi. To jest też klucz do sukcesu funkcjonowania programu FQC w Polsce – podkreślał A. Pajewski.

Załączony obraz

Adam Pajewski z organizacji Rajpol przedstawił efekty pilotażowego projektu FQC


Spełnić wymagania, pokazać siłę marki
– Biletem wstępu na niemiecki rynek owoców i warzyw są certyfikaty. Jest to absolutna konieczność, ale i to często nie wystarcza – mówił Ben Horsbrugh, dyrektor działu jakości owoców i warzyw w firmie Univeg. To właśnie w Niemczech przez organizacje proekologiczne została kilka lat temu wywołana nagonka na owoce i warzywa, jako produkty zawierające „koktajle” pozostałości. Duże sieci, chcąc chronić swoje marki, mocno zaostrzyły wtedy wymagania dotyczące dopuszczalnych poziomów pozostałości w owocach. Po za tym – jak przyznał ekspert ds. jakości firmy Univeg – niemieccy konsumenci są mocno przywiązani do swoich rodzimych produktów, a ostatnio dużo uwagi zwracają na to, gdzie i jak są one wytwarzane, preferując te pochodzące z ich regionu. Ben Horsbrugh przyznał, że na pewno jest miejsce dla polskich jabłek na niemieckim rynku, ale oprócz tego, że muszą one spełnić wymagania tamtejszych odbiorców, powinny jeszcze się wyróżniać na sklepowych półkach. By to osiągnąć, trzeba stworzyć dobrą markę polskich jabłek i właściwie ją wypromować na zagranicznych rynkach.

Spotkanie zakończył panel dyskusyjny w gronie ekspertów. Wśród nich zasiadł Dominik Woźniak, dyrektor handlowy organizacji Rajpol. Dlaczego nie dostarczamy jabłek na niemiecki rynek? – Bo brakuje nam odpowiednich do tego odmian, a barierą cały czas są pozostałości pestycydów przekraczające normy narzucone przez tamtejszych odbiorców – przyznał Dominik Woźniak. – To, że wspólnie z firmą Syngenta rozpoczęliśmy program FQC, pokazuje, że możemy wyprodukować i dostarczyć dobre jakościowo jabłka, które będą spełniały wymagania niemieckich sieci handlowych – dodał. Takie działania nie tylko Syngenta jest jedną z wiodących światowych firm, zatrudniającą w ponad 90 krajach przeszło 27 000 pracowników, zaangażowanych w realizację naszego celu: Uwalnianie potencjału roślin. Dzięki światowej klasy działalności badawczej, globalnemu zasięgowi i oddaniu wobec naszych Klientów, pomagamy zwiększać wysokość plonów, chronić środowisko oraz
wpływać na poprawę zdrowia i jakości życia.

Załączony obraz

Ben Horsbrugh i Marcin Runkiewicz – przedstawiciele firmy Univeg


Załączony obraz

Spotkanie zakończył panel dyskusyjny z udziałem ekspertów i uczestników spotkania


otwierają drogę do niemieckich supermarketów, ale również na inne wymagające rynki jak skandynawski czy chociażby krajów arabskich. Ben Horsbrugh wskazywał również na konieczność szerszego spojrzenia na kwestię pozostałości pestycydów w owocach. Bo choć na razie wymagania polskich sieci handlowych nie są tak restrykcyjne jak w Niemczech, może się to jednak zmienić. Niektóre sieci są w stanie takie zmiany wprowadzić globalnie w kilku krajach równocześnie, a to może znacząco zablokować wielu dostawców, których owoce nie będą spełniały nowych wymagań. Ulrich Henser przyznał, że w niemieckich sieciach handlowych zdarzają się polskie jabłka, ale zwykle są mało widoczne, a wyróżniają się najwyżej najniższą ceną. Warto to zmienić i stworzyć dobry wizerunek polskich jabłek, rozpoznawalną markę. Do dyskusji włączył się Zbigniew Rewera, prezes grupy producentów Refal, który postulował, by spróbować stworzyć marki jabłek związane z poszczególnymi regionami produkcji, np. jabłka grójeckie, jabłka sandomierskie czy pochodzące z Kujaw. – Każdy region ma swoją specyfikę produkcji i warto promować oryginalny smak polskich jabłek, a nawet tych pochodzących z regionów Polski – mówił. Tworzenie silnych marek, jak przyznał Ben Horsbrugh, może też pomagać w rozgrywkach, jakie prowadzą z dostawcami sieci handlowe. Mając silną na rynku markę można przeciwstawiać się wymaganiom sieci handlowych, zwłaszcza gdy są one nieuzasadnione czy czasami bardzo trudne do spełnienia.

Załączony obraz


Na zakończenie dyskusji Michael Gerhard powiedział, że nigdy nie wiadomo, czy to, co 8 lat temu nastąpiło w Niemczech i zmusiło sadowników do zmian w strategii ochrony sadów, nie wydarzy się również w Polsce. Dlatego już wcześniej warto się do tego przygotować korzystając z wiedzy i narzędzi, jakie proponuje Syngenta. – Obecnie wiemy już dużo więcej o pozostałościach pestycydów w owocach niż 8 lat temu. Oferujemy tę wiedzę polskim sadownikom, zapraszając ich do udziału w projekcie FQC – powiedział.